Wiedziałem, że dając mojemu idolowi od fryzur mój numer, ściągnę na siebie całą zgraję kapitanów i liderów. To było więcej niż pewne. Ale, że sąsiad z ławki też go dostał? Zadzwonił do mnie piętnaście minut temu, brzmiał jakby miał zaraz wyruszać na wojnę i nigdy nie wrócić. Chociaż z jego perspektywy, też bym się bał stać przed gościami, którzy umieją walczyć. Coś gadał, abym przyszedł do opuszczonej starej szopy obok szkoły, podał mi nawet adres. Na prawdę musi być zdesperowany aby prosić mnie o pomoc. A więc i jestem. Oparty o ścianę i w gotowości do obrony słabeusza. Nadal nie rozumiem, dlaczego on wtrynia się w sprawy obcych tak właściwie ludzi. Tego "Pah-chin'a" zna zaledwie kilka godzin, a już mu podpadł, jak tak dalej pójdzie to będę musiał nosić ze sobą zestaw pierwszej pomocy.
Bo on padnie, padnie jak mucha, którą zabiłem dzisiaj rano przez przypadek. Cóż za zbieg okoliczności.
Zauważyłem, że ten nabuzowany już szykował się aby uderzyć Takemichi'ego. Ja jako jego "ochroniarz" zatrzymałem ten cios, żeby zostać zbluzganym przez atakującego.
- A ty niby kim jesteś, hę? Jego wynajętym ochroniarzem czy co? - zapytał wkurzony grubszy typ.
- No właśnie, kurwa, nie. Robie z siebie debila za darmo, a co najlepsze nawet nie wiem po co.- odpowiedziałem szczerze i lekko wkurzony z faktu, że to prawda.
- A ty.- wskazał palcem na Takemitchi'ego a następnie kontynuował.
- Jeśli coś jeszcze raz powiesz, to rozwalę ci ryj.- zagroził a następnie Takemitchy znowu gadał swoje. Wtedy Pah nie wytrzymał i walnął prosto w nos mojemu sąsiadowki z ławki. Uznałem, że zasłużył sobie na to. Po co ciągnie temat?
- Myślałem, że go bronisz.- powiedział z zastanawiającym się wyrazem twarzy Draken, patrząc na mnie.
- Zasłużył. Może kiedy będzie dostawał więcej po ryju, to może się nauczy w końcu, że pewnych rzeczy nie da się komuś wybić z głowy.- krótko po mojej wypowiedzi usłyszałem kolejny obcy mi głos, zastanawiałem się ile jeszcze ich usłyszę. Zobaczyłem typa z grzebieniem w ręku i czerwonym strojem.
Co to kuźwa ma być?
Ratownik, który udaje lalusia z grzebieniem? Wygląda jak pajac, wyjątkowo brzydki.
- J-Jesteś Osanai!- krzyknął zaskoczony Pah.
- Możecie trzymać nasze imiona z dala od waszych ust?- Ten cały Osanai zaczynał coraz to bardziej grać mi na nerwach. Wywyższał się, a nie było nawet czym. Dla mnie był nikim po tym co robił kobietom i ich rodzinom. Zaczynałem pomału rozumieć o co chodzi Pah, nie chce walczyć z nim dla swojego spokoju ducha, tylko pomścić kumpla i jego dziewczyne, szlachetne. Podeszłem do Takemichi'ego i zapytałem takim tonem głosu, aby tylko on to usłyszał.
- Przypomnij mi proszę, po co ja tu jestem potrzebny. Jako ochroniarz czy raczej krytyk modowy?- moje sarkastyczne pytanie najwyraźniej go zaskoczyło. Pewnie był w jednych ze swoich zamysłów, nie raz widzę jak myśli o czymś i o niczym. Kiedy nie zwracałem uwagi na to co się dzieje wokół, Pah obrywał i to dosyć solidnie. Upadł w ramiona Mikey'a mówiąc, że go zawiódł i najkrócej ujmując, że jest cipą. Ale ja tak nie uważałem i dobrze wiedziałem, iż niższy blondyn też tak nie uważa.
Osanai śmiał się pod nosem z tego widoku, chłopak w jasnym blondzie włosów szedł w stronę ubranego w czerwień. Nie zważał na to, co inni z gangu Moebius gadają na jego temat, a przynajmniej nie miał zamiaru odpowiadać na takie zaczepki. Nagle Osanai dostał takiego mocnego kopa od Mikey'a, że aż dosłownie mogę stwierdzić, że się kopytami nakrył.
- Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia na temat walki Pah-china, to proszę, kurwa, wystąpić.- powiedział z lekkim szałem widocznym w jego czarnych oczach i uśmiechem, który wywołał ciszę w pomieszczeniu. Nie spodziewanie gościu, który oberwał kopem wstał i złapał rozbitą do połowy, szklaną butelkę i zamachnął się, żeby uderzyć chłopaka przed nim. Draken w ostatniej chwili zablokował to zagranie, trzymając jedną ręką dłoń napastnika ze szklanym przedmiotem, a drugą trzymał jego ciało w nieruchomości.
- Gwałcenie czyjś kobiet i nastraszanie ich rodzin nie czyni ciebie gangstera Osanai. Jak dla mnie jesteś zwykłą kupą gówna, niszczącą imienie wszystkich gangsterów.- powiedział mądrze Draken bez jakiejkolwiek emocji na twarzy. Myślałem, że to koniec i mogę już pójść do domu. Ale wtedy Pah dźgnął Osanai'ego w dół pleców. W oddali było słychać jadące radiowozy policyjne. Każdy uciekał, oprócz właśnie Pah-china. Powiedział, że przyjmie całą winę na siebie, Mikey protestował a Draken był zmuszony wynieść swojego przyjaciela siłą. Ja zostałem jeszcze na chwilę, nie wiedziałem czy go tu zostawić czy nie. Wydawało mi się to trochę nie sprawiedliwe, aby zwalił winę na siebie.
- Co ty tu jeszcze robisz! Ruszaj, powiedziałem, że biorę winę na siebie.-
było słychać jego wkurzony i zakłopotany ton głosu. A ja odpowiedziałem mu odrazu.
- Nie będę uciekał, póki nie pójdziesz z nami. Nie strugaj bohatera i rusz dupe.- czekałem aż Pah coś jeszcze powie, ale jedyne co zrobił to uśmiechnął się. Kiedy widziałem, że nic z tego nie wyniknie postanowiłem pójść do reszty.
- Mikey podjął dobrą decyzje co do ciebie, Shion.- powiedział cicho Pah, lecz nadal zdołałem go usłyszeć. Dobra decyzja? Czy to ma związek z tym, że siłą zaciągnął mnie do swojego gangu. Podczas biegu zobaczyłem Takemitchi'ego, który opadł z sił. Podbiegłem do niego tak samo jak Mikey, nie wyglądało to za dobrze ale koszmarnie też nie. Podniosłem go i położyłem na moich plecach upewniając się, żeby przez przypadek nie spadł. Udałem się w stronę szpitala. Kiedy stwierdziłem, że jest w dobrych rękach, opuściłem budynek zostawiając tą sprawę lekarzom.
Zatrzymałem się w parku, ponieważ nie miałem ochoty znowu wracać do mieszkania. Korzystałem z faktu, że jest ciepło, nienawidzę kiedy jest zimno bo wtedy ma się koszmary. Chociaż mi to w sumie obojętne, bo nawet najgorszy koszmar mnie nie przebudzi ze snu. Patrzyłem na widok opadających z wiatrem płatków brzoskwini. Oparłem się o drzewo, a następnie zjechałem w tej samej pozycji na ziemię. Tokyo naprawdę jest piękne, ale czy bezpieczne? Nie jestem, co do tego pewny. Tak czy siak, jest tutaj bezpieczniej od dawnego miejsca, w którym znajduje się moja rodzina. Nie odzywają się już od kilku dni, ale po co się martwić na zapas. Kiedyś tak było, że mój ojciec albo matka nie odbierali ode mnie telefonu, bo nie było kiedy. Zapewne teraz też tak jest, zamknąłem oczy aby na chwilę przestać rozmyślać i odpocząć. Pomimo tego, że śpię. Nigdy nie jestem wyspany, tylko nerwowy. Teraz nadeszła chwila spokoju, zero stresu, czysty relaks. Może nawet i się zdrzemne?
Zamknąłem oczy ale nawet nie na trzy sekundy, ponieważ mój telefon zaczął dzwonić.
- Jak chuj się zdrzemne i będę mieć spokój.- skomentowałem pod nosem i z akceptacją mojego losu. Spojrzałem na numer, odrazu go rozpoznałem. Odbierając połączenie słyszałem wielki hałas w tle, siedziałem cicho aby zrozumieć te krzyki i trzaski. Skupiając się tylko na tym, nie spodziewałem się nagłego, głośnego krzyku który sprawił, że lekko podskoczyłem w miejscu.
- Siema, nowy!- krzyknął Smiley najgłośniej jak się da, aby mnie przestraszyć. Ale ja się nie przestraszyłem, tylko byłem zdezorientowany, ponieważ nie wiedziałem o co mu tak właściwie chodzi.
- Tak mocno się wydarłeś w tą słuchawkę, że aż chyba łeb razem z uchem mi zaraz odpadnie.- trzymając się za głowę powiedziałem z nadzieją, że otrzymam wyjaśnienia. Pod nazwą "Dlaczego do mnie dzwoni w tym akurat momencie".
- Hehe. Przepraszam za wcześniejsze krzyki, ale ganiałem się z bratem. Ukradłem mu żarcie i wtedy zaczęła się awantura, a z awantury przeobraziła się wojna.- powiedział Nahoya, w nieskończoności opowiadając o swojej kłótni z bratem. Ja korzystałem z chwili póki nie muszę odpowiadać, to chyba nie widzę nic przeciwko, by podziwiać widoki i relaksować się. Kiedy rozmowa się zakończyła, był już wieczór a ja musiałem wrócić do domu. To znaczy nie musiałem, ale chciałem bo co jeszcze mam robić tutaj na zewnątrz?
Chciało mi się także spać, jak leżałem na łóżku w moim mieszkaniu. Włączyłem płytę Rock and Roll, patrząc z zaciekawieniem przez okno. Jutro nie idę do tej budy, nie wyobrażam sobie powtarzać tego, co przechodziłem w wieku czternastu i trzynastu lat. Chodzenie do szkoły z zerowym poziomem snu, osiem dni pod rząd to męka. Jeden dzień mi nic nie zrobi, a może i nawet pomoże mojemu mózgowi odpocząć od tych cyferek i liter.
__________________________
A propo snu czuje się jak mumia xDD
Padam na twarz także jutro nie wiem czy zacznę pisać następny chapter pewnie tak ale teraz pragnę tylko snu bo nie śpię 3 dzień pod rząd. Miłego dnia/nocy życzę wam wszystkim.
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
Fiksi PenggemarW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
