30

2K 89 14
                                        

Kunzite

Spojrzałem na skuloną w bańce Rey. Przez głośny wybuch nie byłem w stanie powiedzieć jej, aby niczego się nie bała. Biedna pewnie myślała, że rozpoczynała się wojna, ale to nie była prawda. To było coś, co było u nas naturalne, ale Rey jeszcze tego nie znała.

Czym prędzej popłynąłem więc z nią do domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, wszedłem z nią do komory, w której mieliśmy się osuszyć. Bańka, która otaczała ciało Rey, zniknęła. Moja słodka żona klęczała na podłodze i wyglądała tak, jakby dusiła się własnym oddechem. 

- Rey, skarbie. 

Ukucnąłem przy niej. Położyłem dłoń na jej głowie i głaskałem ją. 

- Wybuch... Oni po nas idą, Kunz... 

- Nie, kochanie - zaśmiałem się, na co ona spojrzała na mnie tak, jakbym postradał zmysły. Nie dziwiłem się, że tak to właśnie postrzegała. - Nikt po nas nie idzie. Te wybuchy, które usłyszałaś, to wstrząsy dna morza. Mają miejsce kilka, a nawet kilkanaście razy w miesiącu. Dno morza się porusza. Wiem, jak dziwnie może to brzmieć, ale to prawda. Teren się przesuwa, a czasami dno się po prostu rozdziela na kilka części i powstają wyrwy. Woda to bardzo silny żywioł, słoneczko. Nie należy się go jednak bać. 

Rey wyglądała tak, jakby niesamowicie jej ulżyło. Wciąż klęcząc, zarzuciła mi ręce na szyję i mocno mnie przytuliła. Uspokajałem ją, gładząc ją po plecach. Była naprawdę mocno wystraszona. Cała się trzęsła, co było dla mnie smutne. Rozumiałem jednak, że świat, który znałem ja, był jej obcy. Musiałem wszystkiego ją nauczyć. 

- Tak się bałam, że po nas przyszli, Kunzite. Nie chciałabym, aby ktokolwiek mnie od ciebie zabrał. 

- O to nie musisz się martwić. Nikomu nie pozwolę położyć na tobie rąk, laleczko. Jesteś moja, a ja jestem twój. Na zawsze. Rozumiesz? 

Pokiwała energicznie głową. Nie chcąc, abyśmy dłużej klęczeli w komorze znajdującej się między morzem a wejściem do domu, wziąłem żonę na ręce i zaniosłem ją do środka. Pozwoliłem, aby drzwi komory się za nami zamknęły. 

Wniosłem Rey do środka. Miałem nadzieję, że nie powrócą do niej złe wspomnienia związane z tym, co zrobiłem jej, zanim stąd wypłynęliśmy. 

Postanowiłem, że zaniosę ukochaną do salonu. Nie był on tak okazały, jak te w pałacu Zagreusa, ale nie byłem królem, tylko zwykłym poddanym. Moje życie nie było na tak wysokim poziomie, jak życie mojego przyjaciela, jednak miałem nadzieję, że Rey nie będzie miała mi tego za złe. Zamierzałem jednak starać się robić wszystko, co w mojej mocy, aby żyło jej się tutaj ze mną dobrze. 

Posadziłem Rey na kanapie. Włączyłem kominek, aby zapewnił nam ciepło i przyjemną atmosferę. Udałem się do kuchni, aby zrobić nam herbaty. Co chwila patrzyłem jednak na Rey, aby się upewnić, że wszystko było pod kontrolą. 

Gdy zrobiłem herbatę, wróciłem do mojej dziewczynki. Usiadłem obok niej i położyłem kubki na stole. Herbata była naprawdę ciekawym wynalazkiem. Zaadaptowaliśmy ją od ludzi. 

- Przykro mi, że się wystraszyłaś, kochanie. 

- To nic. Najważniejsze, że nic nam nie grozi. 

Nie chciałem mówić jej, że to, co najgorsze, miało dopiero nadejść. To nie był czas, aby myśleć o wojnie. Byliśmy bowiem po ślubie i zasługiwaliśmy na to, aby się ze sobą pobawić. Poza tym wierzyłem, że tutaj nic nam nie groziło. Kto zainteresowałby się domem takiego monstrum, jakim byłem ja? 

Posadziłem Rey bokiem. Wziąłem sobie jej nogi na kolana i zacząłem masować jej stópki. Uwielbiałem kobiecie stopy. Ludzkie stopy. Były o wiele miększe i delikatniejsze niż moje. Naszła mnie ochota, aby possać palce jej stóp, ale miałem już opinię dziwaka i nie chciałem być jeszcze gorszym dziwolągiem.

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz