52

1.1K 51 5
                                        

Kunzite

Stałem w holu pałacu Zagreusa. Nie byłem tutaj jednak sam. Przy mnie znajdowało się aż dziesięciu mężczyzn. Dziesięciu strażników, których Zagreus miał mi zamiar wypożyczyć na czas misji. Zagreus wiedział, że mógł nigdy więcej nie zobaczyć tych strażników, ale i tak pozwolił im ze mną wyruszyć. 

Król podszedł do mnie. Mój przyjaciel położył dłoń na moim ramieniu i spojrzał mi w oczy. W jego ślepiach widziałem przeprosiny. Zagreusowi było cholernie przykro za wszystko, co się stało, ale nie mógł cofnąć czasu. Wystarczyło, że zdjął klątwę ze mnie. Z siebie nie mógł jej już zdjąć. 

Wziąłem głęboki wdech, aby się nie rozpłakać. Patrzyłem to na Zagreusa, to na stojących za nimi ludzi. 

Ruby, Sophię i Luke'a. 

Ruby jako jedyna płakała. Była bowiem najbardziej związana z Rey. Była jej najlepszą przyjaciółką i chciała, abym jej pomógł. Ruby czuła się winna tak samo, jak ja, choć zupełnie niepotrzebnie. Nic bowiem nie zrobiła. Okazało się jednak, że za fasadą tej pewnej siebie i pełnej seksualnej energii diablicy kryła się mała dziewczynka, która bała się utraty tych, na których jej zależało. 

- Powodzenia, Kunz. Sprowadź tutaj Rey bezpiecznie, dobrze? 

Skinąłem głową. Nie chciałem, aby mój głos drżał ze wzruszenia, ale było to nieuniknione. 

- Dobrze, Zagreusie. Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby moja żona bezpiecznie tu wróciła. 

- Nie wahaj się zabić Alerona, jeśli dasz radę - rzekł mój przyjaciel. - Masz do pomocy moich najlepszych strażników, więc wykorzystaj to. Jestem pewien, że dasz radę. Wiesz, że chciałbym być tam z tobą, ale... 

Poklepałem go pocieszająco po ramieniu. 

- Nic mi nie będzie, Zagreusie. Rozumiem, dlaczego przed laty rzuciłeś na mnie klątwę. Dbałeś o mnie jak ojciec powinien dbać o swojego syna. Dałeś mi dom, ciepło i bezpieczeństwo. Nigdy o tym nie zapomnę. Będę ci wdzięczny do końca życia za pomocą, jaką mi okazałeś, gdy najbardziej tej pomocy potrzebowałem. Kocham cię jak brata, którego nigdy nie miałem. 

W oczach Zagreusa ujrzałem łzy. Zaśmiałem się lekko i przyciągnąłem go do siebie. Nie dbałem o to, jak wiele istot na nas patrzyło. 

- Kocham cię. Przepraszam za wszystkie złe słowa, które do ciebie wypowiedziałem. 

- Nie masz za co mnie przepraszać, Kunzite. Miałeś pełne prawo być na mnie zły. Zawiodłem cię. 

- Nawet tak nie myśl - poprosiłem, kręcąc głową. - Jesteś moim najlepszym kumplem. Moją rodziną, choć nie jesteśmy połączeni krwią. Zawsze mogłem na ciebie liczyć. 

- Kunzite... 

- Kocham cię - powtórzyłem, odsuwając się od niego nieznacznie, aby móc położyć dłonie na jego ramionach. - Jesteś najbardziej bezinteresownym władcą. Twoi poddani cię uwielbiają. Ich bezpieczeństwo jest twoim priorytetem. Jesteś najlepszym królem, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć. Teraz wyruszam uratować twoją poddaną, tak? 

Zagreus skinął głową. Wzruszenie chyba ścisnęło go za gardło, gdyż nie był w stanie nic powiedzieć. Uśmiechnąłem się rozczulająco. 

Król odsunął się ode mnie, aby pozwolić mi ruszyć na misję. Szybko się jednak okazało, że to wcale nie był koniec. 

Nagle podbiegła do mnie mała ludzka istotka. Ruby przytuliła mnie z całej siły. Z jej gardła wydarł się szloch. Dziewczyna wtulała się we mnie z całą siłą. 

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz