37

1.5K 76 9
                                        

Rey

Minęły trzy dni od tragicznej śmierci mojego brata. Przez ten czas byłam jak nieżywa. Leżałam w łóżku, płakałam i mało jadłam. Nasze życie łóżkowe w ogóle nie istniało. 

Kunzite dał mi czas na żałobę. Trwał przy mnie, pomagał mi się myć i mnie karmił. Gdy nie chciałam z nim rozmawiać, sam mówił do mnie, nie oczekując odpowiedzi. Leżał ze mną w łóżku, głaskał mnie i przytulał. Miałam w nim duże wsparcie. 

Z każdym kolejnym dniem było mi coraz łatwiej, ale wiedziałam, że nigdy miałam nie zapomnieć widoku wybuchającej głowy Sama. Nigdy też miałam nie wybaczyć Zagreusowi. Byłam na niego wściekła. Na Ruby nie chciałam się gniewać, gdyż dziewczyna nic złego nie zrobiła, ale nie dało się ukryć, że jej również wolałam unikać. 

Dopiero po tygodniu żałoby zaczęłam wracać do żywych. Sama przyrządzałam sobie jedzenie i chodziłam po domu Kunza, aby nie oszaleć. Mój ukochany cierpiał, gdy się do niego nie odzywałam. Czułam, że wiele razy chciał mnie zaczepić albo mnie dotknąć, ale tego nie robił. Trwał jednak przy mnie dzielnie. Czułam się winna, że przez tydzień tak go olewałam, dlatego gdy wyszłam z sypialni i weszłam do kuchni, w której Kunzite robił coś na obiad, objęłam go rękoma w pasie i przytuliłam od tyłu. 

- Kwiatuszku? 

- Chciałam cię bardzo przeprosić. 

Kunzite zaprzestał krojenia tego, co kroił. Odwrócił się do mnie i złapał mnie za podbródek tak, aby móc spojrzeć mi w oczy. Przez ostatnie dni wypłakałam już wszystkie łzy, jakie w sobie miałam, dlatego nawet nie miałam siły płakać. 

- Za co niby mnie przepraszasz, kochanie? 

Mój mąż wsunął mi za ucho kosmyk włosów. Był taki czuły. Kochałam go takiego. 

- Za to, że przez cały tydzień tak mało się do ciebie odzywałam i zachowywałam się jak rozwydrzone dziecko. Nie chciałam tego. Bardzo mi przykro. 

- Och, Rey. Nie masz za co przepraszać, dziecinko. To normalne, że byłaś w żałobie. Mówiłem ci, że będę z tobą na dobre i na złe. Nigdy nie zmienię swojej decyzji. Jesteś moja, a ja jestem twój. Na wieki wieków, laleczko. 

Przytuliłam go mocno. Chciałam pokazać mu tym uściskiem, jak wiele znaczyło dla mnie jego wsparcie. Kunzite był cudowny. Kochałam go do szaleństwa. 

- Przygotowuję nam na obiad zapiekankę, aniołku - rzekł, całując mnie w czoło i wracając do krojenia. - Mam nadzieję, że ci posmakuje. Nie chcę odbiegać od tematu, ale pamiętaj, proszę, że jeśli kiedykolwiek będziesz chciała porozmawiać ze mną o śmierci brata, jestem tutaj dla ciebie. 

Podziękowałam mu skinieniem głowy. Nie chciałam mówić o Samie, gdyż byłam pewna, że gdybym tylko zaczęła, mój głos zacząłby drżeć. Dlatego wzięłam głęboki wdech i zmusiłam się do uśmiechu. 

- Czy mogłabym ci w czymś pomóc? 

- Ależ nie, skarbie. Wszystko już przygotowałem. Teraz tylko wstawię zapiekankę do piekarnika. 

- Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że macie pod wodą elektryczność. To dziwne. 

Kunzite zaśmiał się, kiwając głową. Otworzył piekarnik i wstawił do środka zapiekankę, po czym wykonał niezbędne ustawienia i zapiekanka miała być gotowa za godzinę.

- Wiem, kochanie. Musisz jednak zrozumieć, że zaadaptowaliśmy od ludzi wiele rzeczy i przenieśliśmy je do naszych realiów tak, aby odpowiednio nam służyły. To bardzo pomocne, nie sądzisz? 

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz