43

1.3K 69 10
                                        

Rey

Kunzite do mnie wrócił. Jego zielona twarz przybrała przerażony wyraz. Podniosłam się i podeszłam do niego. 

- Kochanie, co się stało? 

Kunz potrząsnął głową. Zmarszczył brwi, wyglądając bardzo źle. Przez pierwszą chwilę bałam się, że to Ruby stało się coś złego. Obawiałam się, że to, iż tak długo się do niej nie odzywałam spowodowało, że stała jej się krzywda. Gdy jednak usłyszałam, o co tak naprawdę chodziło, poczułam dreszcze. 

- Musimy się ukryć, Rey. Rozpoczęła się wojna. 

Nogi ugięły się pode mną w kolanach. Kunzite podtrzymał mnie jednak w porę, abym nie spadła. Odchyliłam głowę i spojrzałam w jego czerwone ślepia. 

- Nie, proszę... 

- Nie mamy czasu do stracenia, Rey. Nie pozwolę na to, aby stała ci się krzywda. Musimy znaleźć najbardziej bezpieczne miejsce w tym domu tak, aby nic nam nie groziło. Przysięgam, że wszystko się ułoży. Wszystko będzie dobrze, ale musimy trzymać się razem. Musisz mi zaufać, kochanie. Kocham cię i nie pozwolę na to, aby stało ci się coś... 

Kunzite nie dokończył. Nagle bowiem usłyszeliśmy przerażająco głośny huk. Spojrzałam mężczyźnie w oczy. Kunz przełknął ślinę i mocno złapał mnie za rękę. Wybiegł ze mną na korytarz. Pobiegł do salonu, a tam ujrzeliśmy coś strasznego.

Zakryłam usta dłonią. Zobaczyłam kilku morskich potworów. Nie przypominali oni jednak Kunza albo Zagreusa. Mieli czerwoną skórę, rogi wyrastające z głowy i wściekle ostre pazury. Było ich pięciu. Pięciu potężnych wrogów przeciwko Kunzite'owi i mnie. 

- Nie!

Krzyknęłam, gdy mężczyźni na nas naskoczyli. Chwilę potem leżałam na podłodze i szarpałam się, czując na sobie czyjś ciężar. Wołałam Kunza, ale nie mogłam go ujrzeć w tej plątaninie ciał. Mój ukochany wykrzykiwał moje imię. Serce biło mi niemiłosiernie szybko. 

Szarpałam się tak bardzo, jak umiałam. Robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby nie stała nam się krzywda. Nie trzeba było jednak geniusza, aby zauważyć, że w obecności pięciu silnych potworów morskich byłam bezsilna. 

- Proszę, nie!

Nagle zostałam uderzona w twarz tak, że na chwilę straciłam zdolność myślenia i widzenia. Kręciło mi się w głowie. Nasi oprawcy wykorzystali moment mojej słabości i przekręcili mnie na brzuch. Jęczałam z bólu i próbowałam ich kopnąć, gdy któryś z nich postanowił spętać mi ręce za plecami. Kolejny związał mi nogi w kostkach. Mogłam walczyć. Mogłam się szamotać. Mogłam robić wszystko, co w mojej mocy, ale nie dałabym im rady. Byłam zbyt słaba. 

Byłam tylko człowiekiem. 

- Puśćcie ją, do cholery! To moja żona!

- Twoja żona? - spytał jeden z potworów, śmiejąc się i kopiąc Kunza w nogę. Zauważyłam, że mój ukochany małżonek leżał na podłodze i był związany tak, jak ja. Nie mógł się podnieść. Szlochałam głośno. Byłam przerażona. To nie mogło tak się skończyć! Przecież więź miała nas chronić! Dlaczego więc to się działo?!

- Kurwa, to już nie będzie twoja żona! - zaśmiał się inny potwór. 

Poczułam, jak ktoś bierze mnie na ręce. Napotkałam wściekłe spojrzenie jednego z moich oprawców. Splunęłam mu w twarz, na co on parsknął śmiechem. 

- Popatrzcie tylko! Jaka waleczna! Szef będzie zadowolony!

- Nie macie prawa jej zabierać! Jest moja! - krzyczał Kunzite, który szarpał się na podłodze. 

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz