49

1.2K 73 4
                                        

Kunzite

Nie mogłem dłużej czekać, ale Zagreus miał wobec mnie inne plany. Mój najlepszy przyjaciel, który w tej chwili zachowywał się jak mój wróg, postanowił mnie wkurzyć. Choć wkurzyć to mało powiedziane. Zagreus zachowywał się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy świata i uważał, że wszyscy powinni przed nim klękać. Rozumiałem, że był królem i pożądał poddaństwa innych obywateli, ale to nie znaczyło, że mógł zachowywać się tak w stosunku do mnie. Swojego najlepszego przyjaciela. 

Zagreus sprawił, że na jakiś czas straciłem przytomność. Nie kontaktowałem, co się ze mną działo. Pamiętałem jednak, że straciłem przytomność w swoim domu, a obudziłem się w pałacu króla. Nic jednak nie przygotowało mnie na to, że obudzę się w wygodnym łóżku, ale skuty jak jakiś więzień. 

Moje ręce były przykute ciężkimi i solidnymi kajdanami do wezgłowia. Moje nogi były spętane sznurem i dodatkowo łańcuchem tak, aby król miał większą pewność, że nie ucieknę i nie zrobię nic głupiego. 

Gdy tylko się obudziłem, wydałem z siebie krzyk pełen rozpaczy i wściekłości. Byłem gotów rozszarpać Zagreusa na strzępy, aby tylko dostać się do Rey. Nie mogłem przecież zostawić swojej ukochanej żony w rękach bydlaka, który ją zgwałcił i zaciążył. W dodatku planował on ślub z Rey. Nie mogłem do tego dopuścić. 

Walczyłem z kajdanami i sznurami, ile sił w rękach i nogach. Krzyczałem i używałem całej swojej magii, aby się stąd wydostać. Niestety nie było to takie proste. Zagreus bowiem musiał nałożyć na mnie jakieś zaklęcie. Bowiem im mocniej się szarpałem, tym więcej sił traciłem. Po jakimś czasie walki musiałem się poddać. 

Byłem zmęczony. Moje ciało było spocone, choć przecież nic takiego nie zrobiłem. Czułem się fatalnie. Byłem najgorszym mężem w historii ludzkości i potworów morskich. Jak to zwykła nazywać nasz gatunek moja słodka Rey. 

- Kurwa, przyjdź tutaj do mnie, ty tchórzu!

Krzyczałem, wzywając Zagreusa. Przecież ten stuknięty facet nie mógł mnie tutaj zostawić spętanego i bezradnego. Rozumiałem, że się o mnie troszczył, ale nie zgadzałem się na takie traktowanie. Musiałem uratować ukochaną. Przecież nie mogłem zostawić jej z tym pieprzonym skurwielem Aleronem!

Po jakimś czasie nawoływań w końcu usłyszałem na korytarzu kroki. Wydawały się one jednak zbyt delikatne jak na Zagreusa. Zmarszczyłem brwi i westchnąłem ciężko, gdy do pokoju, w którym byłem więziony, zapukała Ruby. 

Żona Zagreusa zajrzała do środka niepewnie. Spojrzała na mnie spętanego kajdanami i westchnęła ze smutkiem. Nie zaczekała, aż ją zaproszę. Po prostu weszła do środka tak, jakby była u siebie. 

Cóż, ona tak jakby była u siebie. Przecież mieszkała w pałacu Zagreusa i była jego żoną. Była także najlepszą przyjaciółką mojej Rey. 

Ruby wyglądała źle. Nie chodziło mi o to, że była brzydka. Ona była piękna. Widać było jednak, że przez ostatnie dni płakała. Również schudła. Nie była już tak przebojowa, jak wcześniej. Obawiałem się, że to reakcja Rey mogła sprawić, że jej przyjaciółka wyglądała tak nieciekawie. Moja ukochana bowiem powiedziała, że nie chce rozmawiać z Ruby, gdy ta podeszła do niej, aby pocieszyć ją po śmierci Sama. 

Dziewczyna usiadła na krzesełku, które przystawiła sobie do mojego tymczasowego łóżka. Otarła łzy z kącików oczu i wyszeptała słowo, którego kompletnie nie spodziewałem się od niej usłyszeć. 

- Przepraszam. 

Zmarszczyłem brwi, całkowicie zbity z tropu. 

- Za co mnie przepraszasz, Ruby? 

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz