48

1.3K 75 3
                                        

Rey

Zostałam z moimi niańkami. Z Orpheusem i Scareusem. 

Na szczęście król Aleron mnie ubrał. Założył mi spodenki, które sam dla mnie wyczarował, a także bluzę z kapturem. Było mi bowiem tak zimno, że moje zęby aż szczękały. 

Leżałam na kanapie w pomieszczeniu, które przypominało salon. Znajdował się tutaj kominek, dwie sofy, cztery fotele, duży szklany stół zastawiony jedzeniem i piciem, a także bogata w zbiory biblioteczka. Byłam ciekawa, po jakiemu potwory morskie czytały książki. Dawniej uwielbiałam wszelkie rodzaju powieści, jednak czułam, że tutaj nie miałam niczego przeczytać. 

W salonie znajdowało się także olbrzymie okno wychodzące na królestwo czerwonych potworów. Miasteczko znajdowało się jednak daleko, więc nic nie mogłam zobaczyć. Ujrzałam tylko oświetlone budynki, a także mieszkańców miasta, którzy z tej odległości wyglądali jak małe mróweczki. 

Leżałam na boku i wpatrywałam się tępym wzrokiem w okno. Chciałam wstać i uciec, ale Aleron chyba znowu podziałał na mnie swoją magią, która skutecznie mnie osłabiała. Było mi źle. Bardzo źle. 

Czułam ból w sercu. Nie miałam już mojego phei i nie miałam przy sobie Kunza. Byłam zupełnie sama. Może nie tak zupełnie sama, skoro byli tutaj ze mną strażnicy króla, ale czułam się samotna. Nie ufałam im i się ich obawiałam. To oni mnie porwali. Oni i trójka innych mężczyzn, których nigdy potem nie zobaczyłam. 

Orpheus siedział na fotelu z nogą założoną na nogę. Popijał coś, co wyglądało jak whisky i czytał książkę. Scareus za to przechadzał się po salonie i co jakiś czas się rozciągał. Obaj chyba poważnie traktowali rolę moich nianiek. 

- Jak tam rozmowa z twoim byłym mężem, człowieczku? - zapytał Scareus, w którego głosie słyszałam czyste zaciekawienie. 

Przełknęłam ślinę i zacisnęłam usta w wąską kreskę. 

- Ja... 

Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Czułam się koszmarnie źle, a na samo wspomnienie Kunza było mi jeszcze gorzej.

- Ten dupek zrozumiał w końcu, że nie ma u ciebie szans, pączuszku? 

- Proszę, nie mów tak, Scareusie. On mnie kocha, a ja kocham jego. 

Scareus podszedł do mnie powoli. Ukucnął przy kanapie, na której odpoczywałam. Wyciągnął do mnie rękę tak, aby móc pogłaskać mnie po głowie. Przymknęłam oczy, gdyż jego dotyk był dobry. Oczywiście Scareus był moim porywaczem i nigdy miałam mu nie zapomnieć tego, co zrobił, ale byłam tak zrozpaczona, że byłam gotowa chwytać się każdego skrawka nadziei i ciepła, jakie były mi ofiarowane. 

- Rey, daj sobie spokój. On tutaj po ciebie nie przypłynie. 

- Ale... 

- Daj jej spokój, Scareusie - rzekł Orhpeus, zamykając książkę i odkładając ją na kolana. - Dziewczyna jest zakochana. Tak szybko się nie odkocha. 

- Chcę jej tylko pomóc - odrzekł Scareus. 

- Od kiedy to masz takie dobre serce? 

Scareus zamilkł. Wciąż kucał przy mnie i głaskał mnie po głowie, ale już nic nie mówił. 

Uznałam, że znowu spróbuję nawiązać z nimi nić porozumienia. Nie miałam zamiaru oczywiście znów całować Scareusa, gdyż było to głupie i tego żałowałam. Nie miałam już jednak nic do stracenia. Chciałam, aby ci mężczyźni zobaczyli we mnie kogoś, kto cierpiał. Kogoś, kto ich rozumiał i kogoś, kto potrzebował pomocy. Jeśli mieli się ze mnie po tym śmiać, to trudno. Nie chciałam niczego żałować. 

Sea MonsterOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz