Rozdział 26

282 39 35
                                        

– Możesz przepłukać usta – padło typowe zalecenie finalizujące zadanie stomatologa. Chciałam od razu zapytać o koszty. Powściągnęłam jednak taki nietakt. Najpierw doprowadziłam się do ładu - wyplułam gaziki i oczyściłam usta z resztek, a potem zaczęłam od prawidłowej kolejności:

– Dziękuję pięknie, doktorze. – Niespiesznie zeszłam z fotela. – Ile płacę? – wysiliłam się na luz, dochodząc do intersującej mnie kwestii. W rzeczywistości bałam się, myśląc już z wyprzedzeniem także o wizycie mamy, za którą zamierzałam pokryć koszty.

– Drobiazg, Julio. Przeszczepisz mi kiedyś nerkę, jak będzie trzeba – zszokował mnie i najwyraźniej można było odczytać to z mojej twarzy, bo kontynuował: – Nestor mówił, że w następnym roku, jak zrobi się trochę lżej na WUMie, przygotujesz się do poprawy matury i przejdziesz na lekarski – wyjaśnił i wszystko stało się jasne, ale zaskoczenie nie znikło.

– Och, już zapomniałam o tym planie – przyznałam szczerze. – Teraz marzę, żeby po prostu nie wylecieć z lekdentu. Prognozy są jednak dla mnie na razie wątpliwe, dlatego obawiam się, że mogę zrewanżować się jedynie pieniędzmi.

– Drobiazg, Julio – powtórzył. Zakłopotanie z całą pewnością uwidoczniło się na moich policzkach. Zapiekły mnie niemiłosiernie. Nie wiedziałam, jak się zachować! I niestety lub właściwie stety nie miałam czasu do namysłu. Nestor szybko wskoczył na fotel, jego tata obrał już inny temat i trudno było znaleźć sposobność, żeby wtrącić teraz choćby podziękowania. Mogłam tylko czekać aż Nestor po przeglądzie dopyta ostentacyjnie taty, czy ten na pewno nie zobaczył żadnego śladu próchnicy. Wyobraźnia podsunęła mi taką scenę na poprawę humoru...

To się jednak nie wydarzyło. Nie miałam także możliwości wrócenia do kwestii kosztów po wizycie mojej mamy, bo ona odrzuciła zaproszenie do gabinetu, kiedy przyszedł na to czas.

– Och, nie, nie trzeba – powiedziała. – Nic mnie nie boli.

– Mnie i Julii też nie bolało, a okazało się, że mieliśmy ubytki – zauważył Nestor. Jednocześnie naparł dłonią na moje plecy tak że byłam zmuszona zrobić krok, a potem następny i kolejny. Zdezorientowana zadarłam głowę, by oddać mu spojrzenie. Wyglądało na to, że nie był świadomy tego, co robi. Prowadził mnie dalej Bóg wie, gdzie, ale patrzył przy tym na moją mamę i przekonywał ją, że warto naprawić szkody, zanim osiągną większe rozmiary i przysporzą cierpienia. Wystarczył mi szybki rzut oka na miny pozostałych osób, żeby stwierdzić, iż chcieliby wiedzieć, co wyprawia Nestor. On jednak zdawał się tego nie dostrzegać. Otworzył drzwi gabinetu numer cztery, przystając. Zgadywałam, że oczekuje ode mnie wejścia. Zapomniał tylko wspomnieć po co. Chociaż może i nie zapomniał, a zwyczajnie nie mógł ogłosić wszem i wobec, że oto ja i on zostaliśmy wykluczeni z posiadania próchnicy i koniecznie należy niezwłocznie się pocałować na wypadek jakby jutro świat został zaatakowany epidemią próchnicy.

Boże!!!

Bałam się wejść do tego gabinetu, ale znacznie bardziej pragnęłam to zrobić. Kiedy jednak zamknęliśmy się w pomieszczeniu obleciał mnie istny cykor. Wcale nie czułam tu prywatności. Mimo że zdębiali rodzice Nestora, moja mama i Florian zostali w lobby to jednak byłam boleśnie świadoma ich obecności.

– A więc to są końcówki stomatologiczne...

O mój Boże. Chłopak od trzech atlasów jest szaleńcem.

Osłupiała wodziłam wzrokiem od jego oczu do tego wężyka, na końcu którego znajduje się wiertło.

Trochę słabo, że chcesz zostać dentystką, a nie wiesz absolutnie nic o dentystycznym sprzęcie.

WUMOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz