Rozdział 45

142 31 15
                                        

UWAGA: To drugi rozdział dzisiaj, więc jeśli nie widziałaś/eś pierwszego to zapraszam na wsteczny :D

Rozdział 45

– Julka – cmoknęła Klaudia. Pomieszkiwała tu już ponad tydzień, a my dopiero pierwszy raz znalazłyśmy się w mieszkaniu same. Chłopaki poszły do sklepu. – Dlaczego patrzysz na mnie ze współczuciem? – wprawiła mnie w stan przedzawałowy.

– Co? Wcale nie! – zaśmiałam się nerwowo i spuściłam wzrok na książkę.

Boże, nie zdam pierwszego roku. Za dużo się dzieje. Chaos związany z Nestorem pochłaniał mnie bez reszty. Drugiego stycznia zaczęłam też pracę. Koncentracja na nauce stała się pojęciem abstrakcyjnym.

– Myślę, że jednak tak.

– Niby dlaczego miałabym patrzeć na ciebie ze współczuciem? To absurd – zarzekałam się.

Wcale, ale to wcale nie jestem na sto procent pewna, że twój chłopak jest homoseksualny. Ja jestem tylko pewna... na milion procent.

– Myślę, że wiesz, dlaczego.

– O czym ty...

– Nieważne. Po prostu przestań mnie żałować. Jeśli wiesz, to ja też wiem, a jak nie, to nie było tematu – szokowała mnie coraz bardziej. Czy ona sugerowała, że zna prawdę?

– Nie wiem... o czym... mówisz – wymamrotałam. Nie znałam Klaudii dobrze. Floriana i Nestora owszem, i choćby nie wiem, co, musiałam być wobec nich lojalna.

– Tego się trzymajmy. Ja jestem szczęśliwa, w decyzje innych nie ingeruję. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

O Boże, ona wie!

I jak ja miałam jej nie współczuć? Przecież to tragedia.

Nie potwierdziłam niczego ani nie zaprzeczyłam. Bez słowa zanurkowałam nosem w książkę. Oczywiście, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym niż ta osobliwa pogawędka. Skręcało mnie przez kolejną dobę, a potem następną. Żałowałam, że nie dałam się ponieść wścibstwu i nie wyssałam z Klaudii wszystkiego, co wie. Jednocześnie byłam z siebie dumna, że tego nie zrobiłam. To czyniło mnie prawdziwą przyjaciółką chłopaków. A ja pragnęłam nią być. Problem pojawił się, kiedy uznałam, że to nie działa w dwie strony, a utwierdziłam się w tym nie raz, nie dwa, nawet nie dziesięć...

Bóg mi świadkiem, że starałam się usprawiedliwiać Sylwestra. Na wszelkie sposoby usiłowałam o nim zapomnieć, wmówić sobie omamy wzrokowe. I słuchowe. Zrzucałam też winy na alkohol. Na mój jeden łyka szampana i wiele łyków różnych trunków, które przyjął Florian. Chłopak upił się do nieprzytomności, ale zanim Nestor wyniósł go i dźwigał na swoich plecach przez dwa piętra i pół kilometra, aż do naszego domu, zdążył narobić... Armagedonu.

Znalazłam się w nieodpowiednim czasie i miejscu przypadkiem. Po prostu wychodziłam z toalety. Nestor natomiast nie znalazł się w odpowiednim czasie i miejscu przypadkiem. On po prostu nie spuszczał Floriana z oczu. Floriana nie spuszczał z oczu także niejaki Bartek. Przez całą imprezę byłam przekonana, że ci dwaj pałają do siebie nienawiścią, Florian jak długo pił, tak długo lekceważył tego drugiego, ilekroć się odezwał. Nienawiść aż wrzała, ale widocznie to prawda, że nienawiść od miłości dzieli cienka granica, bo gdy wynurzyłam się z łazienki, całowali się... Widziałam to może sekundę i łatwo byłoby wyjaśnić sobie, że wzrok mnie pomylił, ale pięść Nestora zostawiła zbyt wyraźny dowód na twarzy Bartka...

Główny sprawca zamieszania zmył się, zapewne poszedł na drinka. Ot tak zostawił zdradzonego Nestora, który niezwłocznie zaczął wyrzucać z nieswojego mieszkania rywala. Dzięki temu, że wszystko rozegrało się szybciej niż byłam w stanie wyjść z osłupienia, moja sparaliżowana postać pozostawała niezauważona w cieniu sylwestrowego półmroku.

WUMOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz