Rozdział 36

172 36 58
                                        

Ostatni dzień pobytu w Gdańsku był... trudny...

Obudziłam się przed mamą, więc mój pokój odpadał jako miejsce spotkania z Nestorem. U niego z kolei gościła Miranda i ni w ząb nie rozumiała sugestii brata, który próbował ją wyprosić. A kiedy już sama uznała, że chce iść na śniadanie, w drzwiach pojawił się Hektor. Powód, dla którego mnie szukał powinien stanowić mój priorytet. Chłopak trzymał w ręku umowę o pracę i zapraszał mnie piętro niżej, gdzie ładował się laptop służbowy i telefon.

Boże. Nie dość, że podczas przerwy świątecznej niczego się nie nauczyłam to wkrótce przyjdzie mi dzielić naukę z pracą.

Pierwszy raz od kilku dni przypomniałam sobie o powadze swojej sytuacji. Ja nie tylko chciałam zaliczyć rok, moim celem było zdanie go na piątkach i zdobycie stypendium. Naprawdę potrzebowałam tych pieniędzy do przetrwania w Warszawie na drugim roku. W wakacje planowałam wyjechać za granicę, by dorobić na jakiś nocnych zmianach. Dni zamierzałam poświęcać, dając z siebie dwieście procent etatowi w spółce chłopaków.

Właśnie podpisałam umowę!!!

A ponieważ odbyło się to w doskonałym salonie, doskonałego domu, odniosłam wrażenie, jakby chodziło o najlepszą posadę na świecie. W rzeczywistości nie miała ona nic wspólnego z chirurgią, o której marzyłam.

Hektor opowiedział mi szczegółowo o moich nowych obowiązkach i wyjaśnił, jak obsługiwać sprzęt i program. Prościzna. Byłam podekscytowana. Przynajmniej z początku, bo po tym jak rozkojarzył mnie widok Nestora, nie potrafiłam się już skupić.

Boże. Mam kłopoty. Jeśli się nie wyleczę, zawalę wszystko. Zawalę życie!

Przygniotło mnie poczucie nieuchronnej klęski. Oddech mi przyspieszył, myśli skoncentrowały się na poszukiwaniu rozwiązań. Nic nie wymyśliłam. Wystarczyło, że na horyzoncie znów mignął Nestor, a ja zapomniałam o marzeniach, ambicjach, o sobie, o przyszłości.

Boże. Jest źle. Bardzo źle.

– Julka, dobrze się czujesz? – głos Hektora uświadomił mi, że hiperwentyluję.

– Tak, przepraszam – wydyszałam. Raczej nie brzmiałam na przekonującą.

– Wyluzuj, poradzisz sobie. Zawsze zresztą możesz do mnie przekręcić to ci pomogę.

– Ja jej pomogę – wtrącił, kręcący się gdzieś za mną Nestor. Rozbawiło mnie spostrzeżenie, że to dość dużo słów, jak na niego. Jego język zdecydowanie został stworzony do wyższych celów niż gadka szmatka.

Boże. Jak ja pragnę, żeby mnie pocałował!!!

– Okej. No dobra... – Hektor pozbierał kartki umowy. – Jakieś pytania?

Dlaczego uważasz, że twój brat jest homoseksualnej orientacji?!!! Wiem, że tak uważasz, mimo iż zacząłeś się z tym kryć i okłamywać mnie, mówiąc, że wcześniej tylko żartowałeś..

– Nie mam. Dobrze wszystko wyjaśniłeś. Dziękuję.

– Spoko. Jak coś, masz mój numer. Zostaję w Polsce do marca, więc nie zastanawiaj się nad różnicą czasu, tylko dzwoń o każdej... – Wypowiedź została zagłuszona przez kaszel Nestora.

Głupi kaszelek sprawił, że ze strachu serce prawie wypadło mi z piersi.

Boże, jestem beznadziejnie zakochana!

Nawet nie wiedziałam, kiedy się zerwałam i znalazłam obok Nestora. Może chciałam go poklepać, ale nie było już ku temu powodu. Zastygliśmy gapiąc się na siebie ze zdziwieniem. Kolory na twarzy chłopaka przybierały na sile.

WUMOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz