Rozdział 34

187 38 24
                                        

Nestor

Motywowany przez Floriana, próbowałem dodatkowo przypomnieć sobie ten fantastyczny stan, który przepełniał mnie po wczorajszym wystąpieniu w Karagielni. Niosła mnie wtedy niezwyciężoność i to nie było jedynie wrażenie. Ja naprawdę przez chwilę mogłem góry przenosić. Dowodem było to, że pocałowałem Julię. Znów chciałem to zrobić. Bardzo. Z tym zamiarem szedłem kroczek po kroczku do domu. Przemierzyłbym tę trasę w kilku szybkich, wręcz bojowych susach, gdybym tylko posiadł wczorajszą moc. Niestety. Mimo, że pamiętałem wyraźnie każdą sekundę, nie miało to teraz na mnie żadnego wpływu. Byłem mocno niepewny. Bałem się, co zastanę.

Florian, zgodnie ze swoją obietnicą, wszedł pierwszy. Stąpałem jednak tuż za nim, więc... Praktycznie jednocześnie ujrzeliśmy, jak Hektor opuszcza pokój Julii...

Zamarliśmy.

Ja chyba dosłownie. Zgasło we mnie wszystko. No, może ostała się jedna iskierka. Nazywała się nadzieją. I koszmarem zarazem. Wolałbym przyłapać ich, zobaczyć! Niż bić się z myślami, co robili...

Moje ciało bezwiednie zerwało się do ucieczki, ale zostało zatrzymane przez dłoń Floriana. Zacisnął mi ją na nadgarstku.

– To nie jest tym, na co wygląda – stwierdził.

Ja pierdolę, Florian, to najgłupsze co kiedykolwiek powiedziałeś! To jest dokładnie tym, na co wygląda!

Zszokowana mina Hektora była dodatkowym dowodem. Miałem nadzieję, że poczuł się, jak złodziej. Na ułamek sekundy zatrzymał wzrok na moim nadgarstku, uwięzionym w uścisku Floriana. Musiał więc zrozumieć, że to, co zobaczyłem, było dla mnie trudne. Że żywię do Julii więcej uczuć, niż po sobie pokazuję.

– Nie wiem, o czym mówisz – wydusił, kierując się w stronę swojego pokoju. Złamał mi serce i zamierzał po prostu odejść...

– Nie podbijaj do Julki. To dziewczyna twojego brata.

Jezu, cicho! Przecież ona na bank to usłyszała!

– Przyjaciółka – poprawiłem głośno, podczas gdy Hektor wypluł:

– Słucham? – A gdy zawrócił w naszą stronę, minę miał kwaśną. Zatrzymał się centralnie przed nosem Floriana. – A po pierwsze właśnie pomagałem mojemu bratu – wycedził szeptem i tak też kontynuował: – Wyjaśniając jego dziewczyno-przyjaciółce, że wolałby ją teraz całować, ale chciałby jej też zaimponować, dlatego poszedł na siłkę.

– O Boże – sapnąłem. Hektor nieco utrudnił mi życie. Nie wiedziałem, jak zaraz spojrzę Julii w oczy. Ale to nie było ważne. Ulga jakiej doznałem wynagradzała wszystko. Miałem ochotę wycałować brata. Ten jednak odwrócił się na pięcie. – A po drugie, jestem w związku z zajebistą Amerykanką – burknął i po chwili trzasnął drzwiami swojego pokoju.

– I co? Mówiłem? To nie było tym, na co wyglądało. Głowa do góry, stary. Myślę, że możesz iść i... pocałować... przyjaciółkę.

– Dziewczynę – poprawiłem tak cicho, że Florian musiał odczytać to z ruchu moich warg. Poradził sobie z tym. Śmiejąc się, pchnął mnie w odpowiednią stronę...

Ruszyłem żwawo, ale szybko znieruchomiałem. Żałowałem, że nie zdążyłem z rozpędu zapukać, bo wiedziałem, że z każdą sukundą będzie tylko trudniej to zrobić...

Zmotywowałem się ostatecznie po kilku niemiłosiernie długich minutach. Kiedy jednak doleciało do mnie „proszę" głosem Julii, prawie go nie rozpoznałem, taki byłem zdenerwowany. Zupełnie nie wiedziałem, jak dałem radę stanąć w progu... I nie miałem pojęcia, co począć z wbijającymi się we mnie okrągłymi oczami mojej ukochanej Julii. Siedziała na łóżku, a wokół niej leżały książki i notatki.

WUMOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz