Rozdział 47
Julia
Głupie było to, że tęskniłam za chłopakiem, jak tylko drzwi się za nim zamknęły. I nie w taki sposób, że zrobiło mi się na moment przykro tylko w taki, że rozdzierało mnie od środka, jakbym w jednym czasie straciła dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Ciężko dysząc, zaciskałam kurczowo palce na blacie i błagałam, żeby mnie nie puszczał. Tak, blat. Moja jedyna kotwica. Niewystarczająco mocna. Puściła pod wpływem dźwięku odjeżdżającego auta. Rzuciłam się do wyjścia. Było już za późno.
– To dobrze, to dobrze, to dobrze... – wymamrotałam. Łzy. Znowu morze łez. Dlaczego nie mogłam w nich utonąć?
To nie mijało. Ani prawdziwa żałoba po strasznie prawdziwej stracie mamy ani nieprawdziwa żałoba po nieprawdziwej stracie Nestora.
Tęskniłam za nimi każdego dnia. Każdy dzień był drogą przez mękę. Każdego wieczoru bałam się nowego poranka, nie wierząc, że dam radę kolejny raz przetrwać. Niestety, wciąż wstawałam, brałam prysznic, szłam na zajęcia, uczyłam się, wracałam i kładłam. Rzadko jadłam. Poczty nie sprawdzałam wcale.
Nestor dzwonił codziennie. Odbierałam, choć nie powinnam sobie tego robić. Jego głos dodawał mi cierpienia, ale najgorsze było wystawianie się raz po raz na pytanie, czy chcę, żeby przyjechał. Jedno twoje słowo, Julio – mówił. Bałam się, że wreszcie nie utrzymam gardy i nie odpowiem: nie.
Kochałam Nestora całym sercem, którego nie posiadałam. Jakie to głupie. Wolałabym przestać go kochać. Nie było najmniejszych szans, żebym zrobiła to, co Klaudia. W ogóle nie potrafiłam wyobrazić sobie ani bliskiej przyszłości ani dalekiej, ale jedno wiedziałam: nie wyjdę za mąż w ogóle, a już na pewno nie za mężczyznę, który skrycie marzy o kimś innym. Florian przynajmniej miał jakiś solidny powód. Pragnął dziecka. Byłam w stanie zrozumieć jedynie odrobinę bezradność wobec własnego marzenia. Nie pojmowałam natomiast, jak można tworzyć dom pełen fałszu i wychowywać w nim ukochanego człowieka. Może byłam ograniczoną wieśniaczką, nie interesowało mnie to.
Mijały dni, zamieniając się w tygodnie, a te w miesiące. Moje stanowisko pozostawało niezachwiane. Kiedy więc nastał dzień, w którym Nestor zakończył swój wieloletni romans z uczelnią, byłam przygotowana na jego pytanie. Ale on go nie zadał. Zamiast tego poinformował:
– Jadę do ciebie, Julio.
– Co?! – krzyknęłam. Boże, taka niewielka różnica w przekazie, a mnie kompletnie zatkało. Zapomniałam o przygotowaniu. – Nes, nie. Ja... wyjeżdżam.
– Co? Gdzie? O czym ty mówisz?
– Dostałam się na praktyki do szpitala w Barcelonie, uczelnia je uznała.
– Och... – Nestor nie zdradził tym krótkim dźwiękiem swoich emocji. – To wspaniale – rzekł po chwili niepewnym głosem. – To brzmi naprawdę... wow. Gratuluję. I... Julio, bardzo się cieszę. Naprawdę bardzo, ale oddzwonię za moment, okej?
– Okej – wydusiłam. Rozryczałam się. Byłam najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie. Istniało lub raczej nie istniało – tylko jedno miejsce, w którym mogłabym zaznać szczęścia. To ramiona Nestora. Nie mogłam spędzić w nich życia. Ani nawet wakacji. Łzy ciekły mi ciurkiem po twarzy. Ledwo widząc na oczy, włożyłam kolejne rzeczy do walizki. Boże, widok głupich ubrań od niego były ciosem. Czułam się, jakbym obrywała z każdej strony.
Mogłam tylko uchwycić się myśli, która w ogóle mnie nie przekonywała – że zmiana otoczenia na słoneczną Hiszpanię, odcięcie się od wszystkiego znanego, i jeszcze więcej nauki – dobrze mi zrobi.
CZYTASZ
WUM
Teen FictionWarszawski Uniwersytet Medyczny jak co roku wita nowych studentów, oferując im szereg różnych kierunków. Stomatolog to też lekarz, ale... "- Co robi dentysta, gdy zasłabnie mu pacjent? - Dzwoni po lekarza". Cóż... Ten dowcip nieustannie krąży na le...
