Kolejny raz uderzyłem w kierownicę, słysząc komunikat o nieosiągalnym abonamencie. Wciskałem gaz do dechy, ale nawet jazda z prędkością światła nie mogłaby mnie usatysfakcjonować. Chciałem natychmiast znaleźć się obok Julii.
Dałem dupy, mimo że naprawdę nie miałem szansy dowiedzieć się o niczym wcześniej.
Przez całą drogę plułem sobie w brodę i bałem się jak cholera, że nie zastanę Julii w jej domu rodzinnym. Mojemu tacie udało się po znajomościach wyłudzić odrobinę informacji ze szpitala w Bydgoszczy. Powinny być wystarczające, ale nie były. Nic nie było. Odchodziłem od zmysłów, co się dzieje z Julią.
W docelowy zakręt wjechałem na ręcznym, zaparkowałem byle jak, niepoprawnie, wyskoczyłem z auta i kiedy wreszcie mogłem pokonać ostatnią przeszkodę, oszołomiło mnie. Powinienem zacząć walić do drzwi z pięści, zapukać spokojnie, użyć dzwonka czy nacisnąć na klamkę?
Zrobiłem wszystko, nie byłem pewny w jakiej kolejności. Ważne, że zadziałało. Przeszedłem przez próg, zrobiłem dwa kroki i zdębiałem. Wyrósł przede mną jakiś obcy typ. Gdybym nie widział, jak zamarł, pomyślałbym, że to manekin. Przeraziłem go. On mnie natomiast zdezorientował. Rozejrzałem się, choć nie miałem wątpliwości, że nie pomyliłem adresu.
– Kim jesteś? – zapytałem. Nie podobało mi się to, że byliśmy w podobnym wieku. Koleś oprzytomniał, zamrugał, chrząknął. Nie miałem na to czasu. – Julia?! – zawołałem, ruszając w głąb mieszkania. Facet wyciągnął ręce, żeby mnie zatrzymać, a ponieważ nie usłyszałem żadnego dźwięku świadczącego o obecności dziewczyny, przystanąłem. – Kim jesteś i gdzie jest Julia?! – powtórzyłem z niecierpliwością.
– Kim ty jesteś? – odbił piłeczkę.
Oj.
Dokładnie wychwyciłem moment, w którym dotąd nieprzyjemny dreszcz przerodził się w całą masę zatrważających wątpliwości.
Gdzieś tam przemknęło mi przez myśl, że to jest bardzo niestosowny czas i miejsce na zazdrość, ale moje emocje mimowolnie przebiły ważnością największą tragedię Julii. Zazdrość wychodziła ze mnie każdym porem.
– Jestem jej chłopakiem. – Niepewnie nagiąłem rzeczywistość i żeby zmienić temat dodałem szybko: – Gdzie ona jest?
– Nie wyglądasz jak jej chłopak – to zdanie zrobiło ze mną coś niepojętego. Zanim w ogóle miałem szansę się zorientować, moje ręce zaciskały się na marynarce rywala. Prawie rzuciłem nim o ścianę, w ostatniej chwili wróciły mi zmysły. Gorzej, że tym silniej chciałem zrobić mu krzywdę.
– Przestań! Puść mnie! Aua! – darł się, wlepiając w mnie maksymalnie rozszerzone oczy.
– Jak wygląda jej chłopak? Gdzie ona jest? I kim ty jesteś? Do kurwy nędzy! – przekrzyczałem go. Miałem znacznie więcej pytań, ale najwyraźniej zapanowałem odrobinę nad sobą.
– Przyjacielem! Przywiozłem ją. Studiujemy razem!
Och...
Mimowolnie rozluźniłem mięśnie i chujek z automatu dotknął stopami podłogi. Nieco zwiotczał. Zrobiło się niezręcznie, kiedy dotarło do mnie, że zaatakowałem kolegę Julii, który jej pomógł. Studenta Uniwersytetu medycznego. Przyszłego lekarza.
– Nie mogłeś tak od razu? – bąknąłem, robiąc krok w tył. Nie odpowiedział. Powoli sięgnął do klaty, żeby ją rozmasować. Patrzył na mnie spod byka, jakbym był kryminalistą. I w rzeczy samej, mogłem się nim zaraz stać, bo właśnie przetrawiłem jego słowa i uznałem, że nie jestem ani trochę mniej zazdrosny. – Dlaczego ją przywiozłeś? Po co zostałeś? Jesteś nią zainteresowany? Lepiej, żebyś nie był – podpowiedziałem od razu. Koleś był chyba w szoku, bo otwierał usta, ale nic z nich nie wychodziło. – Gdzie jest Julia? – Bóg mi świadkiem, że chciałem zadać to pytanie uprzejmym tonem. Ale nie wyszło. Nowa porcja strachu wydarła się z oczu tego kogoś.
CZYTASZ
WUM
Teen FictionWarszawski Uniwersytet Medyczny jak co roku wita nowych studentów, oferując im szereg różnych kierunków. Stomatolog to też lekarz, ale... "- Co robi dentysta, gdy zasłabnie mu pacjent? - Dzwoni po lekarza". Cóż... Ten dowcip nieustannie krąży na le...
