Prawie kończymy! Będzie jeszcze tylko epilog. Dzisiaj zapraszam natomiast na ostatni rozdział, ale zanim, poprawiłam dość mocno wcześniejszy rozdział z hakiem. Wrzucam zatem, mam nadzieję, że poprawiłam na lepsze. Sprawdźcie :D
– Popraw mnie, jeśli coś źle zrozumiałem. – zrobił pauzę, żeby chrząknąć i oblizać usta. – Rzucasz studia, robisz sobie dziecko z pierwszym lepszym, a potem... – urwał i wbił we mnie niedowierzające spojrzenie.
– Sama lepiej bym tego nie ujęła – bąknęłam.
Jezu, kretynko, weź i wyjdź, natychmiast.
– No! – cmoknęłam. – To lecę – zerwałam się, ale zagrodził mi drogę, rozpościerając ramiona. Dopiero teraz dostrzegłam różnicę w jego wielkości. Był znacznie bardziej barczysty i męski niż chłopak od trzech atlasów.
– Nie pozwolę ci wyjść, jesteś niepoczytalna – rozśmieszył mnie. Mina mi jednak zaraz zrzedła.
Jezu, ja naprawdę jestem niepoczytalna!
Trudno.
Przebłysk świadomości zniknął tak szybko jak się pojawił.
– Nie pytam o zgodę – odparłam buńczucznie, podpierając się pod boki. Nestor przycisnął moje ręce do tułowia, gdy zakleszczył mnie nieoczekiwanie w swoich ramionach.
– Julcia... Rozumiem, że chcesz dziecka, ale nie możesz mówić poważnie – szepnął. Jego zrozumienie odnośnie chęci posiadania potomstwa obudziło we mnie świeżą porcję przerażenia. Nie mogłam pozwolić, żeby założył rodzinę z Justyną. Byłam zdolna do wszystkiego, gotowa na najgłupsze, najbardziej prymitywne, bezwzględne i najmniej odpowiedzialne ruchy.
– Mogę. Zamknę oczy, zacisnę zęby i zrobię co trzeba.
– Julio, wiem, że technicznie rzecz biorąc jest to wykonalne. Tylko dlaczego chcesz, żeby twoje dziecko nie miało taty?
– Oczywiście, że wolałabym inaczej, Nestor – prychnęłam. – Ale to poza moim zasięgiem. Nie pokocham nikogo.
– Mnie kochasz – zauważył. Czy właśnie dopięłam swego i w powietrzu zawisła propozycja, na którą czekałam?
– I co z tego? – zapytałam ostrożnie.
Boże, upadłam tak nisko, że wcieliłam się w kilkulatkę?
– Co z czego? Przecież wiem, że nie przyjechałaś do Gdańska na żadne randki tylko do mnie. W konkretnym celu. Bo doskonale wiesz, że cię kocham i mimo że dałaś mi kosza, zrobię dla ciebie wszystko. Dla was. Zadbam o was...
– A jak to się ma do tego, że ty podobno nie chcesz mieć dzieci? – Odepchnęłam się od jego piersi i zobaczyłam... udrękę. – Nes? – ponagliłam. Wzruszył ramionami.
– Nie chcę dzieci – sapnął i odetchnął głęboko. – Jedno dziecko to co innego. Od zawsze brałem je pod uwagę. Przecież od początku znam twój stosunek do dzieci. Po co miałbym cokolwiek zaczynać? Nie jestem bezlitosny i samolubny.
Zszokował mnie tak bardzo, że pogubiłam się we wszystkim. Kompletnie nie wiedziałam, co jest grane. Co robić? Kuć żelazo, póki gorące?
– Nie mogę... – Z mojego gardła mimowolnie wyleciała oznaka zdrowego rozsądku. Nie tylko się opamiętałam, ale i w ogóle oprzytomniałam, bo nagle pierwszy raz tego dnia, odkąd zadzwonił do mnie Hektor, doznałam jakiejś przejrzystości umysłu. Nie mogłam uwierzyć we wszystko, co dziś zrobiłam. Kompulsywne, wariackie, kompletnie do mnie niepodobne decyzje i działania.
CZYTASZ
WUM
Genç KurguWarszawski Uniwersytet Medyczny jak co roku wita nowych studentów, oferując im szereg różnych kierunków. Stomatolog to też lekarz, ale... "- Co robi dentysta, gdy zasłabnie mu pacjent? - Dzwoni po lekarza". Cóż... Ten dowcip nieustannie krąży na le...
