Blondyn siedział dość sztywno na fotelu u Aloisa. Popijał kawę, słuchając planu przemytu kilkunastu Omeg. Ten opowiedział mu dokładnie, gdzie ma się ustawić, o której, gdzie podjedzie ekipa i kto odbierze towar. Miał się jutro w nocy pojawić w porcie, chwilę przed tym jak wszyscy się tam pojawią.
- W jakim wieku będą towary? Jest możliwość jakiś problemów? Mogą się rzucać, albo próbować uciec? - zapytał a ten zamyślił się.
- Przedział wiekowy od siedmiu do siedemnastu. Większość z nich ma słabe Quirk, więc nie powinno być problemu, oczywiście, mogą spróbować uciec, ale to robota moich ludzi, by temu zapobiegać. Jesteś tam do ubezpieczenia tyłów, jakby nie chcieli przekazać kasy, albo próbowali nas wychujać. Wtedy zabij bez litości, najlepiej z odległości. Widziałem cię w akcji, myślę, że jesteś w stanie zrobić to tak, by się nie ujawnić. Jeżeli chcesz mogę ci też dać, któreś z naszych broni, mamy jej pod dostatkiem. W końcu podobno ćwiczyłeś na strzelnicy.
- Owszem. Nie zawsze można polegać na Quirk - stwierdził spokojnie. Tak na prawdę po sytuacji, gdzie je stracił na kilka godzin, stwierdził, że musi być zabezpieczony w jakiś inny sposób na wypadek ponownej takiej wpadki i wtedy nauczył się strzelać, oraz trenował walkę wręcz dużo uważniej. - Pokaż mi co masz, wybiorę sobie coś na tę okazję. - oznajmił i podniósł się. - Jak to ma wyglądać? Przekazanie pieniędzy? Muszę wiedzieć, bo inaczej nie dostrzegę jakiegoś problemu.
- Pieniądze będą liczone w naszej furgonetce, przy otwartych drzwiach, gdy w międzyczasie towar będzie przepędzany z samochodu na łódź. Zazwyczaj nie ma problemów z wymianą, są dobrze przygotowani i nigdy nic nie brakuje. - oznajmił spokojnie, prowadząc go do piwnicy. Wpisał hasło do antywłamaniowych drzwi i wszedł pierwszy. Pokazał mu pomieszczenie pełne broni palnej. Blondyn podszedł do niej zaczynając oglądać.
- Koneser z ciebie. Wszystko ma swoje miejsce. - oznajmił a ten zaśmiał się - Lubisz to, co? Różnego rodzaju tłumiki, bronię z krótką, długą lufą, różnego rodzaju naboje...
- To moja pasja. Potrafię strzelać z tego wszystkiego. Moja ulubiona niunia to ta - pokazał mu broń. - Możesz nałożyć tłumik i zabić bez hałasu kogo chcesz i kiedy masz na to ochotę.
- Twój mąż wiedział o tym wszystkim? O tym co robisz? - zapytał z ciekawości, a ten z czułością przesunął palce po kolejnej "niuni".
- Oczywiście że nie. Gdy się dowiedział, próbował mnie zdradzić i pójść do szefa, więc dlatego jest na silnych lekach rozpraszająch. - oznajmił. - Nie pozwolę mu odejść, za mocno go kocham. Wiesz, źle do tego podszedłem, z tym co mu zrobiłem, poniosło mnie, a teraz on nie chce ze mną rozmawiać. A tak to bym przekonał go do swojego planu.
- Nie możesz go zmusić? - zapytał spokojnie a ten pokręcił głową. - Jesteście złączeni oznaczeniem w końcu.
- Nie da się. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny. Nawet jak miałby cierpieć katusze. - oznajmił I spojrzał na blondyna, bo on macał jedną z broni. - Ta jest świetna - powiedział jedynie, a ten pokiwał głową.
- Ćwiczyłem na takiej, myślę że będzie najbardziej odpowiednia. - stwierdził I wycelował by sprawdzić jak się układa w dłoni. - Ile jutro zarobisz? Gra warta świeczki? - zapytał i dobrał od razu pokrowiec i naboje, a ten zaśmiał się głośno.
- Oj taaak - przeciągnął specjalnie. - Pół miliona. Największa transakcja jaką miałem do tej pory.
- To ładnie. - mruknął skupiając się na oglądaniu broni. - Masz gdzieś strzelnicę, prawda? I znając ciebie gdzieś w tym budynku - spojrzał na niego a ten się zaśmiał i pokazał drzwi, aby zaprosić go do piwnicy, gdzie wyprobują te cacka.
CZYTASZ
Opiekun (BAKUDEKU)
FanfictionKatsuki został porzucony pięć lat temu. Jedyne co mu zostało to jego córeczka, Tei, którą kocha nad życie. W przedszkolu małej, dostrzegł kogo? Deku. Tak, tego chłopaka, którego gnębił większość życia. Właśnie w tym momencie zaczęła się ich wspólna...
