Wieczorem, gdy skończyli pakowanie, Katsuki zanim wrócił do domu, wstąpił do szpitala, a z nim Izuku. Weszli do sali dziewczynki, nie wiedząc czego się spodziewać. Zobaczyli około dziesięcioletnią młodą damę podpiętą do aparatury. Izuku przygryzł wargę, bo fizjoterapeuta właśnie wprowadzał w ruch jej ciało, nogi i ręce, w ramach ćwiczeń. Nie chcieli aby miała potem problemy z odleżynami. Raczej nic nie poradzą na rozstępy, bo jednak jej ciało rośnie za szybko, ale Katsuki wyda cały majątek, aby się tego pozbyć jeżeli będzie trzeba. Mężczyzna ich nie zauważył nawet, będąc skupionym.
- Gdy się obudzi... będzie nastolatką, albo dorosłą kobietą. Ten dzieciak zabrał jej dzieciństwo... ale też może ją pozbawić życia nastoletniego. Straciła najlepsze, beztroskie lata życia.
- Katsu. Wedle prawa będzie miała pięć lat. To będzie dalej twoja mała słodka córeczka.
- Tak, ale zupełnie inna... - oznajmił cicho, wpatrując się w jej ciało. - Co jak ją stracę? Jak mnie znienawidzi? To mój obowiązek aby ją chronić. Zawaliłem.
- Nie mów tak! - poprosił i złapał jego twarz. - Jesteś najlepszym ojcem jakiego poznałem w swojej karierze, wiesz? Zawsze o wszystkim pamiętałeś, spełniałeś zachcianki, zabierałeś na wakacje aby poznała świata... zobaczysz. To się wszystko ułoży - szepnął a ten pokiwał głową I go pocałował. Gdy fizjoterapeuta odwrócił się do nich, aż podskoczył i wyciągnął małe białe rzeczy z uszu.
- Przepraszam najmocniej, miałem słuchawki, aby skupić się na pracy. - oznajmił szybko, witając się.
- Nie szkodzi - Izuku uśmiechnął się do niego i podszedł do małej. - Jak tam ruchomość stawów?
- Będzie musiała dużo ćwiczyć i się rozciągać gdy się obudzi, bo będzie się czuła jakby jej mięśnie były bardzo skurczone - oznajmił. Wytłumaczył jeszcze na czym na pewno będzie musiała się skupić. - Dobrze. Na dziś to koniec mojej pracy. Dziękuję za zaufanie i współpracę - oznajmił spokojnie I uścisnął dłoń Katsukiemu. Wyszedł a mężczyzna westchnął.
- Mam ochotę się napić. - mruknął cicho i okrył bardziej córkę i zamknął okno w sali. - Albo cię ostro wziąć.
- Wolałbym to drugie. Nie lubię gdy się upijasz - oznajmił zielonooki I przygryzł wargę. - Wracajmy do domu. Zrobię kolację i weźmiemy razem kąpiel, a potem pomyślimy o tym ... braniu - stwierdził a ten pokiwał głową I objął go w talii. - Zajdziemy jeszcze do lekarza? - zapytał a ten wskazał kierunek gabinetu. Podpytali o wyniki przy okazji jak już byli. Te albo były bez zmian albo się pogarszały i tak w kółko. Izuku całą drogę powrotną był cichutko, bo myślał nad tym co będzie, gdy mała się wybudzi. Będzie potrzebowała uwagi, wsparcia i obecności ojca, a ten jak na razie siedział non stop w pracy.
- O czym rozmyślasz? - zapytał go, gdy się zatrzymali pod blokiem a ten dopiero oprzytomniał i odpiął pas.
- Zastanawiam się... - zatrzymał się w pół ruchu do wysiadania. - Czemu nie przymkniesz Aloisa juz teraz...? W końcu wiemy o przemycie i tym, że częściowo przez niego ustawa przeszła...
- Tu chodzi o coś większego. Nie chcą mi powiedzieć, więc zapewne chodzi o polityków, albo jakiś rządzących. - oznajmił spokojnie blondyn. - Mam zbierać informacje. Dowiedzieć się ilu ma informatorów, podwładnych, ile osób trzyma w garści... - westchnął ciężko a ten pokiwał głową. - Chciałbym jak najszybciej się dowiedzieć o co chodzi i czego szukam, bo błądzę... Ale pewnie zajmie mi to jeszcze kilka miesięcy.
- Gdy zdemaskujesz ich... cofną te głupie prawa dla Omeg, prawda?
- Oczywiście że tak. - oznajmił I złapał go za dłoń. - Mój podpis będzie pierwszym, jeżeli będzie trzeba podpisywać chęć do zmian... ale mam nadzieje, ze zrobią to sami z siebie, bo to co wam zrobili to zachacza o przestępstwo. W końcu każdy człowiek ma prawo decydować o sobie. -stwierdził I musnął jego zewnętrzna część dłoni. - idziemy?
- Nie chce mi się gotować... Może coś zamówimy? - zapytał spokojnie a ten skinął głową, gdy wysiedli.
- Ja ugotuje, a ty przygotuj się na to, co będzie potem - poprosił.
-J-Jak mam się przygotować? - zapytał niepewnie, a ten znowu musnął jego dłoń.
- Chciałbym dzisiaj cię trochę posmakować - oznajmił mu w ucho. - Dotykać cię, ale i łapać za włosy... - mruczał, a chłopak z każdą chwilą robił się bardziej czerwony. - Aż w końcu chce się w tobie zanurzyć ... i mocno zerżnąć. Tak, abyś płakał z bólu ale i przyjemności.
- A-A może ja bym chciał cię dziś ujeżdżać? - parsknął i zaczął zdejmować buty, bo zdążyli wejść do domu.
- Ohooo, jestem jak najbardziej za - uśmiechnął się szeroko a chłopak pokręcił głową. - Pokręcisz trochę bioderkami na nim, to będę zadowolony...
- Żartowałem - pisnął i przygryzł wargę. - Idę się wykąpać... - oznajmił a ten się zgodził. - Postaram się pospieszyć.
- Nieee, zrób to dobrze i powoli. - mruknął cicho i musnął jego usta.
- N-Nie poznaje cię... nigdy się tak nie zachowywałeś - mruknął a ten złapał go za dłoń i posadził na blacie w kuchni, bo tam na chwilę weszli. Przytulił się do niego.
- Gdy nie było obok Tei... taki właśnie byłem przed obowiązkami związanymi z rodzicielstwem. Wiecznie mi się chciało, lubiłem związać partnera albo partnerkę i wsadzać tak głęboko jak tylko sięgał... - oznajmił I zaczął miziać go po dole pleców. - No i nie nosiłem gumy jak nie musiałem, bo uwielbiałem patrzeć jak moja sperma ląduje na twarzy albo ciele. - mruknął i się odsunął. - Ale.... nigdy nie czułem tak ogromnej potrzeby aby uczynić kogoś swoim jak ciebie - przyznał się a ten delikatnie się zmieszał. - Chciałbym byś należał tylko do mnie...
-T-Teprytycznie należę - chłopak zaśmiał się próbując się rozluźnić. - Według prawa...
- Yhym... ale jeszcze nie do końca ty chcesz do mnie należeć... - mruknął cicho i przysunął go do siebie.
- Jesteśmy parą przecież...
- Yhym, ale sądzę, że gdzieś tam pod tą słodką niewinną powłoką jest zwierzę, które chce robić ze mną tak sprośne rzeczy, o których na razie nie myślisz, Deku - mruknął takim tonem, że ten spłonął przez gorąc na polikach. - Będziesz mój, gdy się otworzysz i w pełni zaufasz. Ale nie będę cię popędzał.
- A może jestem zwyczajnie nudny w łóżku? - zapytał i odwrócił głowę w bok. Mężczyzna się zaśmiał.
- Nie. Myślę, że zwyczajnie mi nie zaufałeś i nie czujesz się jeszcze na tyle pewnie aby powiedzieć co ci siedzi w głowie i czego chcesz spróbować z moim kutasem - oznajmił spokojnie. - W końcu jak było z obciaganiem? W rui bardzo chętnie, mimo że za bardzo nie wyszło, a bez rui odganiasz się od tego jakbym miał ci przedziurawić gardło. - złapał go za szczękę i przesunął jego głowę w swoją stronę aby ten zerknął na niego. - Prawda?
- N-Nie! Nie wymyślaj - jednak i wtulił się w niego czerwony, aby się ukryć.
- Jak mi zaufasz to sam będziesz chciał spróbować kilku rzeczy, a wtedy będę cierpliwie dawał ci się dotykać, nawet jak nie będzie Ci wychodziło.
- Nie będziesz się irytował? - zapytał cicho, to było tak na prawdę mamrotanie.
- Chce abyś nabrał wprawy i nie zamierzam cię zniechęcać jak ci coś nie wyjdzie. Wszystkiego trzeba się nauczyć. - oznajmił spokojnie I musnął jego ramię. - A teraz leć się myć, bo mnie napaliłeś tą swoją nieśmiałością... chcę się do ciebie dorwać...
- T-Tak właściwie to... przypomniało mi się, że zaprosiłem Shoto i Yui na wino jakiś czas temu... Yui oczywiście dostanie sok, ale ... Nie odwołałem tego, więc... no będą pewnie za dwadzieścia minut... - wymamrotał a ten westchnął głośno.
- Może po pijaku jednak będziesz bardziej chętny na pieszczoty - zaśmiał się cicho blondyn I odsunął się. - Zajmę się kolacją dla was a potem skocze może do baru.
- Nie... Katsu... - przygryzł wargę a ten musnął jego usta.
- Katsu tak - oznajmił I się uśmiechnął. - Nie wrócę bardzo pijany, po za tym, będę pod telefonem. Wezmę ze sobą Kirishimę. - obiecał a ten westchnął i pokiwał głową.
- Uważaj na siebie... dobrze?
- Dobrze dobrze. - musnął jego usta jeszcze raz i się odsunął.
Zapraszam do komentowania!
CZYTASZ
Opiekun (BAKUDEKU)
FanfictionKatsuki został porzucony pięć lat temu. Jedyne co mu zostało to jego córeczka, Tei, którą kocha nad życie. W przedszkolu małej, dostrzegł kogo? Deku. Tak, tego chłopaka, którego gnębił większość życia. Właśnie w tym momencie zaczęła się ich wspólna...
