Rozdział 10

306 22 1
                                        

Perspektywa Angel.
Nic nie słyszałam. Nic nie widziałam. Wiedziałam,że jestem,że istnieję,ale nie mogłam się ruszyć. Trudno jest to opisać. Te uczucie. Było...przyjemnie,ale i strasznie . Błogie,a jednocześnie przerażające. Dlaczego czuję spokój,a nie dotyk,smak czy chociażby zapach? Nie wiem co się dzieje. Z jednej strony chce zostać. Za to z drugiej uciec. Co ja takiego zrobiłam? Co ja zrobiłam?!! Co zrobiłam...? Odpowiedź brzmi NIC. Nic nie zrobiłam,nic pożytecznego by inni byli bezpieczni. Nic,a nic. Nie byłam w stanie się bronić gdy mnie tu zamknięto. We własnej głowie. To ma być kara? Co to jest? Pojawiło się nagle. Małe białe światło. A może by tak...?
Perspektywa Bruce.
Biegliśmy za czerwonookim przyjacielem mojej córki. Schował miecz i pasek do kieszonki,którą z kolei włożył do wewnętrznej kieszeni jego płaszcza. Stanęliśmy dopiero przed około 4 metrowymi drzwiami z litego,ciemnego drewna. Otworzył je Superman wraz z Wonder Woman. Ogromna sala wielkosci stadionu do football'u ,oświetlona ogniskami zielonego ognia na kamiennej posadzce. Ogromne kolumny z czarnego marmuru w stylu doryckim wymieszanym z korynckim. Na samym środku krwistoczerwony dywan prowadzący do rubinowego tronu. Na tronie siedział mężczyzna około 30 lat o szarych włosach oraz neonowo zielonych tęczówkach. Skóra idealnie szara. Jego strój jest specyficzny. Czyżby już myślał,że wygrał? Jeszcze czego.

 Czyżby już myślał,że wygrał? Jeszcze czego

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Teraz pożałuje,że ze mną zadarł. Każdy stanął gotowy do obrony i ataku. Zaraz sobie zapamięta,że krzywda jaką wyrządził mojej córce nie powinna mieć miejsca.
-No proszę,proszę. Sama królowa Aurelia i kto? Widzę tylko bandę słabych ludzi.
Drwił z nas tak wyraźnie,że ameba by to zrozumiała.
-Poddaj się Maksis!
-Dlaczego niby wasza wysokość? Czyżbyś się bała?
Wstał z tronu robiąc krok w naszą stronę. Wywyższa się i puszy. On naprawdę myśli,że wygrał.
-Ostatnia szansa Maksis.
Ostrzegła królowa. W jednej chwili zwaliła nas z nóg fala fioletowej energii. Szybko wstaliśmy unikając deszczu kul magi. Stojąc za kolumnami słyszałem kroki tego pomiotu szatana. Stanął centralnie na środku naprzeciw królowej.
-Więc...Co zamierzasz teraz zrobić? Dać mi klapsa ciotko?
Ciotko? Oni są rodziną,czy sobie tylko żarty stroi? Rzuciłem batarangami prosto w jego plecy. Jednak kilka centymetrów od niego zmieniły się w prawdziwe nietoperze. No to wtopa.
-A,a,a... Nie ma takich.
-A weź się pierdol!
Odkrzyknąłem. Coraz bardziej mi nerwy puszczają. Zaraz się chyba na niego rzucę.
-Gniew...W tej sali jest go mnóstwo. Gniew zmartwionego rodzica,gniew zmartwionej władczyni oraz gniew z powodu krzywdy dziecka...Czy może być coś wspanialszego?!
On oficjalnie jest wariatem. Zaczął śmiać się jak opętany. Jego śmiech odbijał się echem po sali. Po chwili rozległ się huk. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał demon była wielka dziura, a sam demon stał obok niej. Jack wyszedł zza naszej kolumny. W obydwu dłoniach wirowały mu kule czerwonej energii. Sam wyglądał jakby za chwilę miał wybuchnąć.
-Jak śmiesz...Jak śmiesz! Po tym co zrobiłeś zgnijesz w Xarusie!
Acha...Co to Xarus? Wracając. Kolejne kule poleciały w stronę Maksisa przed którymi się po prostu teleportował w fioletowych płomieniach. Królowa dołączyła się do ataku za pomocą swojej włóczni. Teraz moja kolej. Skoro jest zajęty ruszymy do ataku. Kiwnąłem na pozostałych głową. Najpierw gestem dłoni posłałem Flash'a do ataku. Przebiegł szybko kalecząc dość ostro w brzuch tego demonicznego pomiota. Od razu się zagoiły. Nawet nie przestał się bronić. Nie... On się tym nawet nie przejął. Wyszliśmy wszyscy zza kolumn z bronią gotową do ataku. Czerwona kula przeleciała mi koło głowy. Spojrzałem na Jacka wymownie.
-Wybacz! Ten idiota skacze jakby ataku padaczki dostał!
Maksis strzelił fioletową kulą w Jacka,który z kolei skoczył unikając ataku oraz posyłając w stronę wroga fale energii. Ja sam skoczyłem na niego jak i Wonder Woman. Odciąłem mu ramie, a Diana drugie. Natychmiast miał nowe ręce oraz kompletny strój,a odcięte kończyny zniknęły od tak w fioletowym dymie. Superman i Flash wraz z Latarnią grzmotneli w niego,bo dosłownego ztaranowania przez tę trójkę inaczej bym nie nazwał. Demon wylądował na drugim końcu sali. Podniósł się pył z pod rozwalonej po części ściany. Chwila ciszy. 10 sekund ciszy,a zaraz potem śmiech. Psychopatyczny śmiech. Stanęliśmy w szeregu. Pył zaczął opadać,a ten pomiot powoli wymaszerował z tamtąd.
-Naprawdę!?Hahahahahaha!Na tyle was stać?! Hahahahahaha!
Zacisnąłem dłonie na mieczu i poprawiłem chwyt na rękojeści. Stał naprzeciw nas z uśmiechem psychopaty. Czekaliśmy na jego ruch ,a on na nasz. Panowała grobowa cisza. Chwila moment, co to za dźwięk? Jakby uderzanie pazurów o posadzkę. Krótki powiew i coś białego śmignęło przed moimi oczami. Pomiędzy nami,a demoniskiem stanął wilk. Wielki biały wilk. Znajomy wilk. Angel. Stanęła gotowa do ataku warcząc. Mina pozostałych bezcenna. Uśmiechnąłem się pod nosem. Demon się odezwał po chwili.
-No proszę,proszę! Kogo my tu mamy?! Widzę,że znalazłaś sposób na powrót do akcji!
Na to Angel bardziej się nastroszyła i głośniej zawarczała.
Każdy patrzył oniemiały na majestatyczne zwierzę,którym była moja córka. Angel skoczyła w kierunku demona,który nawet się nie bronił. Był zbyt pewny siebie,a zbyt duża pewność często gubi. Także i tym razem tak się stało. Angel przeorała pazurami po jego klatce piersiowej zostawiając głębokie bruzdy,które się nie zagoiły. Czarna posoka spadła na podłogę. Oniemiały demon patrzył niedowierzając na rany.
-Ach tak...Zapomniałem,że tą klątwę rzucił Elrik. No cóż. Po ptokach.
Pstryknął,a Angel odleciała w naszym kierunku. Zrobiliśmy unik,a ona wylądowała na kolumnie.
-No to panie i panowie. Pora rozpocząć przedstawienie.
Mruknął. Pstryknięcie palcami. Nasze bronie znikają. Mimo to nacieramy na siebie. On odpycha nas z pomocą gigantycznej fali energii. Królowa nie wychamowała jak i Diana wraz z Clarkiem. Stracili przytomność. Teraz odpadł także Wally ,ponieważ pobiegł do nich i oberwał podnosząc Wonder Woman. Angel podbiegła do mnie w tym czasie w ludzkiej formie. Miała czerwony t-shirt oraz fioletowe spodenki do spania. Z powrotem miała białe włosy oraz wilcze uszy wraz z ogonem. Była wręcz nieziemsko blada. Maksis ruszył w naszą stronę wolnym krokiem. Przegrupowaliśmy się.
-Ja wraz z Latarnią ruszymy na niego. W między czasie wy coś wymyślcie.
Mam tylko nadzieję,że zdołamy coś wymyślić na czas Aquaman'nie,pomyślałem.
-Hej. Macie może mój sprzęt?
-Trzymaj i czy wszystko w porządku?
Jack rzucił pasek i kieszonke Angel,która złapała je jedną dłonią.
-Tak. Wszystko w porządku i zanim zapytasz o to kolejne 14 razy mówię żebyś nawet dalej nie pytał.
Coś hukneło. Latarnia wraz z Aquaman'em leżeli pod kolejną kolumną nieprzytomni. Maksis zmierzał w naszym kierunku z pod ściany powolnym krokiem. Ok.50 metrów. Jack stanął przed nami,rozłożył ręce oraz podniósł magiczną,czerwoną barierę. Krwistoczerwona bańka otworzyła nas. Angel była już w swoim stroju,a nawet trzymała włócznię.
-Co robimy?
Zapytałem. Nie za bardzo znam się na magii.
- Chyba mam pomysł,ale nie wiem czy wypali.
-Lepsze to niż nic,strzałeczko.
-Strzałeczko?
Dlaczego strzałeczko?
-Jack! Ile razy ci mówiłam żebyś mnie tak nie nazywał!
-Oj no dobrze....strzałeczko. Aua!!!
No i oberwał z pięści w brzuch.
-Wracając. Jack,pamiętasz akcje w Karanes?
-Trudno jest jej nie pamiętać. Czyżby powtórka z rozrywki?
Zapytał. Kurwa, jakie Karanes i jaka akcja!? Spojrzałem po nich krytycznym wzrokiem. Jack uśmiechał się zadziornie,a Angel patrzyła chłodno na Maksisa ,który stał tuż przed barierą uśmiechając się debilnie.
Zastukał w bańkę kilka razy.
-Oj. Wyjdźe z tamtąd i tak się nie obronicie. Dajcie się już po prostu zabić.
Powiedział niemalże śpiewając.
-Nie wierzę,że będę przeklinać, ale... Spierdalaj chuju na drzewo bo zaraz kurwa cię wypatrosze, wykastruje,a następnie udusze twoją własną i tak małą pałą.
Nie wierzę,że Angel właśnie powiedziała coś takiego. Chyba wiadomo jak każdy ,w tym ja, zareagował.
-Jak wrócimy to sobie porozmawiamy.
Stwierdziłem.
-My tu walczymy,czy bawimy się w pogadanki?!
Jack się zirytował i to bardzo.
-Spokojnie. Na trzy Jack.
Ten tylko kiwnął głową. Ja osdsunąłem się najdalej jak to było możliwe.
-Najlepiej by było jakbyś stanął pomiędzy mną,a Angel.
Od razu to zrobiłem. Nie mam bladego pojęcia co się będzie działo. Angel skierowała ostrze włóczni do dołu,Jack wytworzył w błysku czerwonego światła miecz o krwistoczerwonym ostrzu i czarnej rękojeści robiąc to samo. Bańka zmniejszyła się, aż tylko kilka centymetrów od nas znajdowała się jej granica. Zaczęli mówić na zmianę. Zaczął Jack.
-Jak i Słońce.
-Jak i Księżyc.
-Jak dzień.
-Jak noc.
-Tak razem uda nam się...
-Przepędzić siły zła...
-I pokonać je...
Tu razem.
-Raz na zawsze!
Uderzyli ostrzami o ziemię. Ostrza pękły, a ogromna fala białej energii oślepiła mnie i zbiła mnie oraz dzieciaki z nóg.
Podniosłem się z posadzki. W miejscu gdzie stał Maksis leżała kryształowa kula. Jack stanął na nogi i podniósł kule.
-To koniec.
Mruknął.
-To koniec!
Po ścianach odbiło się echo. Wyraźnie się cieszył. Uśmiechał się od ucha do ucha i był jakby nieco nieobecny.
-Masz rację. Koniec Maksisa. Teraz tylko wysłać go do Xarusa.
Angel też wstała. Jej strój... Zniknął jak i pasek z kieszonką. Musi być jej zimno i na pewno będzie chora. Na potwierdzenie kichnęła. Dobrze,że moja peleryna jest odczepiana. Szybko ją na nią zarzuciłem i wziąłem na ręce. To jest definitywny koniec tej części naszego życia.
-Potrafię sama chodzić!
Ktoś tu się oburzył.
-Nie gniewaj się,ale tak trzeba. Chodźmy już do domu. Damian chyba zwariuje,że go to ominęło.
-Masz rację....Tato.
Na szybko ją jeszcze poczochrałem.
-Hej!
Jack podszedł do nas. Reszta zaczęła się budzić. Pora ruszyć do domu.
*$:&#,&^^/&/?/7/;9/, $^^:"?"8/&6
To koniec tej części. Planuje następną z zupełnie innym tokiem historii. Co wy na to? Chcecie?
Lunita ^.^

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz