Rozdział 20

739 41 4
                                        

Perspektywa Angel.
Zgubiłam ich na obrzeżach miasta. Dopiero jak wróciłam do mieszkania poczułam ogromny ból na plecach. Przejrzałam się w lustrze w korytarzu. Miałam ślady pazurów na nich. Bestia musiał to zrobić. Zresztą zasłużyłam. Nie mam pojęcia co robić,ale odpoczynek to dobry pomysł. Na szczęście rany są płytkie i niegroźne. Położyłam się na dużym puchatym dywanie w salonie i starałam się zasnąć. Po jakiejś godzinie się udało.
Perspektywa Raven . Następny dzień 8.00.
Ciągle szukam czegokolwiek w moich księgach. Efekty niewyspania dają o sobie znać. Może powinnam odpocząć? Chociaż godzina snu by mi z pewnością pomogła. Nic nie mogę znaleźć. Do tego wszystko mi się rozmywa przed oczami. Nie ma bata, idę się zdrzemnąć. Ledwo żywa nie pomogę. Położyłam się na kanapie w bibliotece w której aktualnie byłam i zasnełam z księgą na głowie.
Perspektywa Damian.
Wczoraj na patrolu o mało co nie zginołem,ale to nie jest to. Ciągle coś mi nie daje spokoju. Coś mi nie pasuje i nie wiem co. Może zaczynam wariować ? Albo jestem przewrażliwiony. Nie mogę skupić się na niczym . Myśląc tak, dalej uderzałem w worek treningowy. Kopałem ,uderzałem i wiele różnych. Wszystko ,byle by to uczucie znikło. Może i z Angel krótki się znamy ,ale zdążyłem się przywiązać do niej. Przestałem chwilowo dręczyć niewinny worek i odszedłem na bok by chwilę odsapnąć. Łyknąłem kilka łyków wody z butelki i usiadłem na ławeczce. Patrzyłem tępo w ścianę przed sobą, starając się posklejać jak najwięcej faktów. Angel znika w jakimś dziwnym szlamie , potem ten wilk i co jeszcze? Ach no tak, prawie nie umarłem . Dziękuję dobranoc. Jakie dobranoc Damian no. Przecież jest ranek. Czy ja wariuje ,czy jak? Może to zmęczenie? Lepiej odpuszczę sobie dalszy trening. Idę poczytać.
Perspektywa Angel.
Obudziłam się na dywanie co mnie nie dziwi. Dziwne jest to ,że jestem spowrotem człowiekiem. Najwidoczniej jestem za dnia w ludzkiej formie ,a w nocy wilkiem. Czyli mam już jakiś punkt zaczepienia. Musi być jakieś rozwiązanie. Zresztą zbaczam z tematu. Jestem spowrotem w ludzkiej formie do tego w ubraniach co jest typowe dla magii. Moje ubranie ,które było wcześniej w strzępach było jak nowe. Mam tylko nadzieję ,że tylko pierwsza przemiana była bolesna. Nie wiem jak będę to znosić. Wstałam obolała z dywanu i wyjęłam z kieszonki bandaże ,igły i środki dezynfekujące. Będzie trudno ,ale jakoś dam radę. Podeszłam z tym wszystkim do lustra w korytarzu i zdjełam górną część garderoby . Wzięłam się do pracy. Najpierw odkażanie, bolesne. Następnie zszywanie głębszych ran i bandażowanie. No ,gotowe. Zajęło mi to...3 godziny!!! No nie dziwię się . W końcu sama to robiłam. No to śniadanie. Sięgnęłam do kieszonki i zgarnełam trochę jedzenia. Szybko zjadłam suszoną wołowinę. I co teraz? Mam kilka ksiąg z zaklęciami więc warto je przeszukać. Wyjęłam połowę z nich (czytaj 50) i zaczęłam przeglądać działy z klątwami zwierzęcymi. Po kolei ,przez następne godziny ,
przeglądałam,badałam i odkładałam kolejne księgi. Nic ,a nic o kulach . Zresztą tak samo z działami z magią nocy. Pustka. Przejrzenie wszystkich tych ksiąg zajęło mi do 17,a to dopiero połowa ksiąg zawierających informacje i zaklęcia z tych konkretnych rodzaji. W między czasie wypiłam ok. 16 herbat. Może chociaż naprawie tą łazienkę? Tak to dobry pomysł. Szybko z kieszonki wyciągnełam moje ulubione narzędzie naprawcze. To jest magiczna batuta. Jedno jej machnięcie i łazienka będzie jak nowa. Weszłam do zdemolowanego pomieszczenia i jednym sprawnym machnięciem pomieszczenie weszło w stan samonaprawy. W kilka sekund kafelki na nowo się przykleiły i posklejały. Wcześniej roztrzaskany sedes stał się spowrotem cały,a wanna wcześniej w połowie roztrzaskana znowu stała się cała . Umywalce nic nie było jak i lustru, więc teraz wystarczy wyszorować pomieszczenie. No, do roboty. Wzięłam wiadro ,ścierki i płyn do szyb z kieszonki oraz nalałam ciepłej wody do wiadra. Skończyłam po godzinie. Od razu z niej skorzystałam . Przebrana w świeże ubrania usiadłam na kanapie i znowu zaczełam przeglądać księgi. Nic nie było dopóki nie poczułam ukłucia w sercu. Znowu to . Tylko tym razem nie bolało aż tak. Było to chwilowe. W jednej sekundzie ,w błękitnym błysku znów byłam wilkiem. Kanapa zapadła się pode mną . O dziwo moje ubrania nie leżały na podłodze. Zapewne klątwa pozbyła się ich na czas przemiany. Tak samo kieszonki. Podeszłam znów do lustra w korytarzu i zobaczyłam,że mój pasek zmienił się w srebną obroże z wyglawerowanym półksiężycem . Ładnie nie powiem. Imponująco wprost. O dziwo nie odczuwałam tak bardzo wilczych instynktów. Tak jakbym wciąż była w człowieczej formie. Łapą otworzyłam drzwi i spojrzałam na zreperowany zegar ścienny. Była 21. Czyli są na zwiadzie . Pora ich trochę poobserwować. Wybiegłam na schody przeciwpożarowe i wskoczyłam na dach. Skacząc z dachu na dach ,znalazłam się we wschodniej części miasta. Tam zobaczyłam patrolujących Damiana i Raven. Trzymając się na dystans obserwowałam ich. Kilka razy interwowali. Nie wiem w czym. Schodzili do zaułków. Po jakiejś godzinie obserwacji zatrzymali się. Widziałam jak Damian sięgnął po komunikator. Jakaś grubsza sprawa pewnie. Po chwili znów zaczęli biec . Prosto w kierunku północnej części miasta. Jest patrolowana przez mojego ojca, Skarabeusza i Bestię . Wciąż zachowując dystans podążałam za nimi. Joker napadł na bank wraz z Harley Quinn i ma zakładników. Harley z karabinem z (media) namalowaną buźką klauna tuż przy zakładnikach. Sam Joker stał na środku pomieszczenia i trzymał taki sam karabin. Widziałam jak ojciec i reszta składało się przez dach. Nie mogli od tak wejść,ale ja to co innego. Kiedyś spotkałam zmiennokształtnego. Opowiedział mi co nieco o jego transmutacjach. Kiedy chciał się zmienić w człowieka tylko o tym myślał. To samo zrobię ja . Pomyślałam o mojej ludzkiej formie i po chwili w małym oraz krótkim błękitnym błysku znów miałam ludzką formę . Nie chcę by mnie rozpoznali więc, zmienię strój do walki i założę inną maskę. Do tego pasek ukryję i gotowe. Wyobraziłam sobie nowy strój i pstryknełam palcami . Po chwili miałam nowy strój.

Wyjęłam z kieszonki odpowiednią broń

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Wyjęłam z kieszonki odpowiednią broń. Pistolety i sztylety w jednym.

Do tego czarna farba wokół oczu

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Do tego czarna farba wokół oczu.
Skoczyłam na dach banku i  wskoczyłam do wentylacji. Po chwili przez wentyl szybu miałam Jokera na muszce. Byłam tuż nad nim. Wycelowałam i strzeliłam w karabin. Broń poleciała kilka metrów dalej . Ja za to zeskoczyłam tuż przed niego i kopnełam w brzuch.
-Nikt nie ma prawa krzywdzić mojego budyńka!!!
Harley otworzyła ogień na mnie. Za mną nie było zakładników więc ukryłam się za stolikiem. W międzyczasie Joker wstał i został zaatakowany przez mojego ojca. Gwiazdka zajęła się Harley ,a reszta wyprowadzaniem z budynku zakładników. Ja się zmyłam na dach naprzeciw banku i patrzyłam na akcję. Joker uciekł ojcu ,ale nie mi. Harley była już w radiowozie, gdy zaatakowałam Jokera z góry. Zeskoczyłam prosto na niego do alejki obok banku. Szybko go związałam i zakneblowałam. Skoczyłam na dach banku i na długiej linie zawiesiłam śmieszka nad wejściem. Wszyscy się na mnie zaczeli gapić jak tylko pan wieczny uśmiech zawisnął. Ja tylko zmieniłam się w wilka i zaczęłam uciekać. Oczywiście ojciec i reszta zaczęli mnie gonić. Biegłam i biegłam , aż w końcu ich zgubiłam. Wróciłam do mieszkania i położyłam się spać.
Perspektywa Bruce.
Jokera zabrała policja ,a my ruszyliśmy za dziewczyną, która zmieniła się w wilka z wczoraj. Niestety zgubiliśmy ją . Jest świetnie wyszkolona, to widać. Znajdę ją jeszcze .
☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆
Przepraszam za brak rozdziałów,ale braknie czasu na pisanie.
Lunita.

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz