Rozdział 11.

1.4K 73 4
                                        

Perspektywa Jaime.
Angel jest dobra w walce. I jeszcze to ,że jest córką Batmana. Damian jak i jego ojciec nie mieli o niej pojęcia. Trochę to pogmatwane. Jeszcze musimy wracać sami . Tak sobie lecimy,a oni sobie batmobilem. No gdzie teraz lecieć. Ja przecież nie mam pojęcia gdzie mam lecieć. Ale Gwiazdka zna drogę na szczęście. Lecimy sobie w przyjemnej ciszy i wróciliśmy w końcu. Weszliśmy na piętro i rozchodziliśmy się do pokoi. Zauważyłem ,że Angel ma pokój na przeciw mnie. Właśnie do niego wchodziła. No trudno. Idę spać.
Perspektywa Angel.
Weszłam do przydzielonego mi pokoju. Ściany były pudrowo różowe i czarne na zmianę. Panele z ciemnego drewna oraz puchaty, czarny dywan na środku. Pod lewą ścianą dwuosobowe łóżko z dużymi poduszkami i oczywiście kołdrą. Po bokach łóżka dwie szafki nocne. Na tej po prawej była ładna,czarno-różowa lampa. Po co tu tyle różu!!! Chociaż.... nawet ładny jest ten pudrowy róż. Pod prawą ścianą biórko otoczone biblioteczkami pełnymi książek. Tak dla książek. Na biurku był komputer ,a telewizor był nad nim zawieszony na ścianie. Wszystkie meble były zrobione z ciemnego dębu. Za to ściana na przeciw mnie miała wyjście na taras. Wejście do pokoju to taki króciutki korytarz. Z prawej i lewej strony w tym korytarzyku były drzwi. Po prawej łazienka,a po lewej był pusty pokój gotowy do urządzenia. I chyba wiem co tam zrobię. Teraz spać. Wyciągnęłam potrzebne rzeczy i wykonałam wieczorną toalete . W piżamie położyłam się i nastawiłam budzik. Odrazu zasnełam.
Time skip 4 rano.
Budzik zadzwonił . Jak to zwykle wstałam. Wyciągnęłam z mojej kieszonki ubrania i weszłam do toalety. Łazienka jak łazienka. Prysznic ,wanna i.... jacuzzi,ok. . Duże lustro ,umywalka,sedes i kilka szafek łazienkowych. Najpierw włosy uczesałam w warkocza jak zwykle i zapiełam zapinką w kształcie pół księżyca. Następnie się przebrałam ,umyłam zęby oraz twarz. I gotowa. Tylko gdzie jest kuchnia? Jakoś ją znajdę. Wychodzę cicho z pokoju i widzę Alfreda.
-Dzień dobry Alfred.
-Dzień dobry panienko. W czymś pomóc?
-Mam pytanie .Gdzie jest kuchnia?
- Akurat miałem zacząć robić śniadanie. Za mną ,proszę.
I zeszliśmy na parter. Weszliśmy do kuchni. Już miałam się brać za robienie kanapek,ale Alfred się na mnie popatrzył.
-Co?
-Nic takiego panienko ,ale nikt jeszcze nie gotował w tej kuchni oprócz mnie. Nikt z mieszkańców rezydencji nie przygotowuje posiłków. Nielicząc mnie.
-Co,gotować nie potrafią?
-Tak.
-Nie wierzę. Ja nawet potrafię gotować.
- Jeżeli panienka chce ,to niech sama sobie przygotuje posiłek.
-Biorę się do roboty.
Odrazu rzuciłam sie w wir pracy . Najpierw woda na herbatę. Następnie mleko na palnik i szykuje mieszankę na owsianke . Do miski nasypałam płatków owsianych. Następnie suszoną żurawinę , maliny ,truskawki ,rodzynki i banany oraz pokruszone orzechy laskowe. Zalałam ciepłym mlekiem i zaparzyłam herbatę. Tylko posłodzić miodem i gotowe. Można jeść.
Perspektywa Bruce.
Wchodzę do kuchni i zostaję tam tylko Alfreda i Angel.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry paniczu.
-Dzień dobry ojcze.
Zwinołem z talerza tosta i stanąłem koło Angel. Jadła owsianke. Powinienem chyba nieco wcześniej przychodzić na śniadania. Trzeba od czegoś zacząć ,jak wspólne posiłki. W końcu bym ją poznał. Powinienem spędzać czas z Damianem i Angel razem. Wtedy myślę ,że będzie wszystko w jak najlepszym porządku. Zjedliśmy i porozmawialiśmy niemrawo. Angel chyba nie jest przyzwyczajona do częstych rozmów. Nie ważne. Muszę lecieć do pracy.
Perspektywa Angel.
Ojciec wyszedł do pracy, a ja poszłam pobiegać. Muszę poznać miasto ,nie? Powiedziałam Alfredowi co będę robić i ruszyłam. Oczywiście się przebrałam w grube leginsy i top,czarne. Jeszcze mały plecak do którego włożyłam wodę i opakowanie ciastek z czekoladą,które zwinełam z kuchni. Oraz troche pieniędzy. Najpierw pobiegłam na obrzeża miasta. Zapamiętałam co gdzie jest mniej więcej. Teraz teren wokół centrum i zrobiłam to samo. Czyli zapamiętałam mniej więcej ,co gdzie jest. Teraz centrum. Tu to samo. Pobiegłam jeszcze do Central Parku. Zrobiłam kilka kółek wokół i przysiadłam na ławce pod drzewami ,naprzeciwko jeziora. Przez środek jeziora przebiegał mostek z drewna. Jezioro otoczone drzewami,cisza i spokój. To rozumiem. Spojrzałam na zegarek i była godzina 15.45. Napiłam się i zjadłam kilka ciastek. I zaczęłam biec spowrotem. Sporo czasu mi to zajęło. Jakąś godzinę.Byłam spocona i zmęczona nieco. No cóż biegałam od 5.00. Teraz jest godzina 16.45. Biegałam ok.11 h .
Weszłam do hallu i zobaczyłam zniecierpliwanego ojca ,tytanów ,Graysona i Damiana.
-Mówiła ,że poszła pobiegać paniczu.
-Tak długo? Nikt normalny tyle nie biega. Nie ma jej przez prawie 11 h.
- To znaczy ,że jestem nienormalna . Czy co ?
Wszyscy sie odwrócili w moją stronę. Ja poszłam sobie do mojego pokoju. Trzeba się umyć.
.............................................................
W końcu rozdział wleciał mi do głowy.
Lunit.😒😒😒😒

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz