Rozdział 3

523 24 2
                                        

Perspektywa Angel.
-Co macie na myśli mówiąc "to nie ma go z tobą?"
-Myśleliśmy ,że przyjdzie z tobą.
Odpowiedział Paprot aż za poważnie.
-Jak widzicie nie ma go ze mną.
Ledwo co się kontrolowałam.Jeżeli stało się coś dziwnego powinni mnie poinformować. Ojciec przyglądał mi się z bratem zaintrygowany i zaniepokojony.
-Na co czekacie?Meldujcie jak żołnierze co się dzieje.
-Nie ma go od trzech dni. Myśleliśmy ,że jest u ciebie.Nie odbiera telefonów,nie odpisuje.Wiesz jak to z nim jest.
-Wiem aż za bardzo.
Mruknełam z niezadowoleniem. Często tak znikał i nie dawał znaków życia,ale nie na dłużej niż jeden dzień.Coś musiało się stać.
-Czy mogę w czymś pomóc?Może chcecie złożyć zamówienie?
Przerwała kelnerka.Była ubrana w beżową bluzkę, brązową spódniczke przed kolano i czerwony fartuszek.Kelnerką była wróżka.Ok.30 centymetrów,o niebieskiej skórze,zielonych włosach,wesołych turkusowych oczkach oraz skrzydełkami ważki.Czekała na zamówienie z małym notesikiem w dłoni i długopisem w drugiej. Uśmiechała się serdecznie.
-Mrożoną herbatę Luka.
Odpowiedziałam.
-Capuccino z lodami waniliowymi proszę.
Tu Paprot.
-Cappuccino czekoladowe poproszę .
Tu Luckas.
-Czarną kawę bez cukru proszę.
Ojciec.
-Mrożoną herbatę.
Tu oczywiście Damian.
-Może jakiś deser do kompletu?
-Pięć razy szarlotka. Mogłabyś przy okazji wyciszyć nasz stolik.Sprawy prywatne.
Burknełam.Jak zwykle nie ma spokoju. Czy trudne jest mieć wolne?W moim przypadku to prawie niewykonalne.
- Już się robi.
Pstryknęła palcami i bariera została podniesiona szybko stając się niewidzialną.Luka odleciała.
-Teraz nikt nas nie podsłucha. Luckas,Paprot,byliście u niego w domu?
-Nie byliśmy.
Odpowiedzieli obaj.
-A może się jakoś nietypowo zachowywał?
Dopytał ojciec za mnie.
-Albo chociaż cokolwiek nietypowego w okolicy się działo?
Tu dopytał Damian.
-Nic ,a nic.
Mruknął Paprot.
-No chyba ,że liczyć atak diablików wczoraj.
-Diabliki zaatakowały?Gdzie, Luckas?
Dopytałam.
-Raczej kogo.Zaatakowały Paprota, jak sobie przysnął nad skalistymi jeziorami.
Wspomniany się ostro zarumienił.
-Przysypiać nad jeziorami... Chcesz by cię skierki pogryzły.
Zażartowałam zachowując poważny ton i kamienną mimike twarzy.
-Raz się zdarzyło .Poza tym skupmy się na sprawie.Jacka nie ma od trzech dni.To do niego nie podobne.
- Przy okazji czym są diabliki?
Zapytał ojciec.
-Upadłe wróżki.Niszczą zamiast upiększać i tworzyć.
Wyjaśnił Luckas.
-Upadek wróżki jest okropny.Co innego przez przypadek go spowodować, a co innego spowodować.Ci którzy się tego dopuszczą z własnej woli są zamykani w więzieniu.
Tu wyraził sie Paprot.
-Jest to jedno z najokropniejszych i najokrutniejszych czynów jakie można uczynić.
Ja dokończyłam.Damian wraz z ojcem pokiwali, że zrozumieli powagę takiego czynu.Kiedyś to widziałam, nigdy nie chce zobaczyć tego znowu.
-A jak można to zrobić?Wolę o tym wiedzieć ,aby nie popełnić tego błędu.
Zapytał ojciec.
-Ja tak samo.
Mruknął Damian.Luckas i Paprot popatrzyli na mnie błagająco.Westchnęłam i wyjaśniłam.
-Najprostszy sposób to zamknięcie jej na całą noc w domu ,albo jakimś szczelnym pojemniku.Uwięziona wróżka jest bezradna.Można także za pomocą na prawdę potężnej czarnej magii.Czasami wystarczy wypadek lub nieuwaga,aby z pięknej wróżki otrzymać paskudnego diablika.
Mówiąc to przypomniał mi się kłusownik ,który polował na magiczne zwierzęta.Udało mu sie złapać kilka dzikożyjących wróżek. Specjalnie zmienił je w diabliki dla zysku.Siedzi w więzieniu.Udało mu się zmienić aż 7 wróżek.Szkoda ,że nie zdążyliśmy.
-Wasze zamówienia.
Nasze zamówienie przyniosła ładna faunka z kocimi uszami ,oczami w kolorze bzu i ogonem,brązowymi włosami oraz miłym uśmiechem.
-Dziękujemy.
Odpowiedział Paprot,który zapłacił i dał napiwek. Dość spory na pewno,bo uśmiechnęła się szerzej.
-Ile jej dałeś tego napiwku?
Zapytałam.
-Tylko 300 jednostek.
I machnął dłonią od niechcenia.
-Oj Paprot, Paprot....
Mruknął Luckas kręcąc głową.
-To ,że jesteś księciem nie oznacza ,że możesz tak łatwo wydawać pieniądze.
Mruknełam. Ojciec wraz z bratem popatrzyli się na niego .
-No co.Bycie księciem ma swoje wady i zalety.
-Cicho siedź jednorożku!
Zganiliśmy go z blondynem.
-Jednorożec,serio?
Mruknął Damian.
-Taa...Tylko w formie avatara .
Odpowiedziała paprotka.Kątem oka zauważyłam chmare wróżek.Pewnie gadają o Paprocie.
-Hej Paprot.
-Hmm...
Świetnie...Ma pełne usta.
-Twój fanklub się zbiera przy wejściu.
Przełknął o mały włos się nie dusząc. Spojrzał na rosnącą chmare wróżek przestraszonym wzrokiem i przeklnął po frecku.
-Wybaczcie,ale muszę się ewakuować. Spotkamy się u Jacka.
Dokończył szybko picie,wstał i jak był na zewnątrz ruszył biegiem chodnikiem ,a za nim chmara piszczących wróżek. Chłopcy zaśmiali się pod nosami.To zawsze komicznie wygląda. Ja usiadłam na miejscu Paprota by Luckas nie czuł sie osaczony.
-Wracając. Należy sprawdzić jego dom i poszukać jakichkolwiek śladów.Jeszcze was wyślę z powrotem na tamtą płaszczyznę.
-O nie.My się stąd nie ruszamy.
Zaoponował ojciec.
-Właśnie.Przecież możemy pomóc.
Zawturował Damian.
-Nie chce was narażać.Pamiętacie tą futerkową sytuację.Coś podobnego może stać się wam.
-Potwierdzam.Ile razy to my nie byliśmy blisko śmierci.Pamiętasz Wojnę Cieni?I tak zginęło mało osób jak na wojnę.
-Nie przypominaj mi Luckas.
Mruknełam na samo wspomnienie tej przeklętej wojny.
-Może się nie znamy na tej płaszczyźnie, ale jeżeli powiesz co i jak w danym momencie poradzimy sobie.
Ojciec patrzył mi prosto w oczy.Widać było,że mnie nie puści.
-Dwa warunki...
-Angel!Nie mów mi ,że się zgadzasz.Ja najpierw wolałbym zacząć od jakiś podstaw.
-Nie kłóć się ze mną glonomózgu.
Warknełam.
-Po pierwsze,jak wam powiem by uciekać,uciekacie.Nie ważne jaka będzie sytuacja.Po drugie,nie róbcie po swojemu,a jak już to pytajcie czy tak można.Brakuje nam tu tylko niepotrzebnych walk i sprzeczek.
Pokiwali głowami na znak zgody,choć niechętnie. Dokończyliśmy jedzenie i wyszliśmy na zewnątrz. Skierowaliśmy się do centrum portali i tam otworzyłam portal do Kamienia Snów.Mała wioska,ale miła.Znowu podszedł strażnik.
-Tożsamości,proszę.
Mruknął wyciągając tableta.
-Jesteśmy zarejestrowani,więc sobie sprawdź.
Warknełam.Dzisiaj zdecydowanie nie jest mój dzień.
-Angel!Wybacz.Czyżby jakieś sprawy.Już myśleliśmy, że ktoś cię załatwił i to na fest .
-Prywatne.Poza tym,serio Mike?Mnie byle kto nie załatwi.
Prychnełam na koniec.Ja,skasowana na fest.Jeszcze czego.Szybko zabrał się z powrotem do swojej stacji.
W ciszy ruszyliśmy przed siebie.Po kilku minutach dotarliśmy do błękitnego, dwupiętrowego domu jednorodzinnego z garażem i podjazdem oraz schludnym ogródkiem. Był położony na skraju lasu liściastego. Westchnęłam przed furtką i sobie przypomniałam o Skoczku.
-Poczekajcie chwilę. Luckas,pomożesz mi że Skoczkiem?
-Jasne.
-Skoczek?
Zapytał ojciec z Damianem.
-Cerber Jacka.Lepiej żeby nikogo nie pogryzł,szczególnie was.
-Ja go zagonie ,ty zamkniesz kojec.
Kiwnełam Luckas'owi na znak ,że idziemy.Weszliśmy zamykając furtkę.Ja spokojnie poszłam w stronę kojca ,który był z prawej.Skoczek nadbiegł szczekając na początku by po chwili chcieć się bawić z nami.Luckas wyciągnął piłkę tenisową z kieszonki.Podrażnił go chwilę i rzucił piłkę do kojca.
Skoczek wbiegł do środka,a ja zamknęłam drzwiczki na trzy spusty. Dosłownie na trzy spusty.
-Możecie wejść!
Krzyknęłam. Jak weszli Skoczek wystawił między kratami swoje trzy łby obnarzając swoje kły.Wyglądał jak czarny doberman tylko z dodatkowymi głowami. Jeszcze ma on około metra wysokości.
-No to ma pupilka.
Stwierdził mój brat przyglądając się psu.
-Tsaa...Skoczek waruj.
-Idziemy.
Mruknełam.Przeszliśmy się drużką z kostki brukowej przed drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem.W tej chwili ktoś wpadł przez furtkę do ogrodu przed domem.Paprot podtrzymując się na kolanach dyszał ciężko.
-Takiego maratonu to jeszcze nie miałem z tymi małymi cholerami.
Mruknął sapiąc ze zmęczenia. Podszedł do nas i no cóż.Należy mi się gromkie brawo. Klasnełam powoli w dłonie trzy razy.
-No brawo.Pierwsze spóźnienie od lat.
-Nic nie mów mi o tym.Zagoniły mnie nad urwisko,a jeszcze później nad wodospad.Te małe cholery mnie wykończą.To było ok.30 km.Do urwiska,a do wodospadu 20 kolejnych.Na dziś i następny tydzień rezygnuje z jakich kolwiek biegów.
Po czym uśmiechnął się i zapytał.
-Nie otwiera?Może śpi albo co?
-Nie wiem.Wchodzimy.
Zarządził Luckas.
-Chcecie się włamać?
Mruknął ojciec.
-Mamy klucze proszę pana.
Paprot pomachał kluczami w powietrzu wyciągając je z kieszeni.Po chwili byliśmy wewnątrz. W korytarzu jak zwykle fajnie urządzone i tak dalej...Ale pomalował ściany?Powinny być pomarańczowe nie czerwone.
-Zrobił przemalowanie?
Zapytałam.
-Taa...Pomagaliśmy mu.
Odpowiedział Luckas.
-Sprawdźmy czy jest lepiej.
Dlaczego mój brat zawsze odzywa się tak arogancko w stosunku do innych?Pomyślałam ruszając w stronę jego pokoju,gdy reszta zaczęła przeszukiwać parter i piwnice.Pokój Jacka jest na piętrze i o dziwo jest otwarty. Właściwie to uchylone drzwi.Popchnełam jedną ręką drzwi które otwierając się odsłoniły istne pobojowisko.
:*^/?^/,:*/7/$$;"^;:&$&:;87^,:59;,
To następny w niedzielę.
Papa.
Lunita ;-;

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz