Rozdział 9

287 21 2
                                        

Perspektywa Bruce.
Staliśmy za wielką skałą pod bramą. Ogromną,kamienną, bramą z gargulcami po bokach. Nie była zdobiona. Zwykła brama pogrążona w ciszy nocy. Bezchmurne,gwieździste niebo dodawało tajemniczej aury,a księżyc jasno świecąc tylko ją pogłębiał. W cieniu staliśmy by nie zwrócić uwagi tzw.ogarów wiatru. Są podobno według królowej niewidzialne dopóki nie podejdzie się zbyt blisko. Nie słyszą ,nie czują i nie są żywe. To jest jakieś zaklęcie obronne. Jednak, co teraz zrobić?
-Poczekajcie tu chwilę. Ja zajmę się zaklęciem. Jednak najpierw należy znaleźć punkt zaczepienia zaklęcia.
-Jak może wyglądać wasza wysokość?
Zapytałem od razu.
-Może być to cokolwiek. Wystarczy,że wyda sie nietypowe.
Kiwneliśmy ze zrozumieniem. Rozglądaliśmy się w ciszy. Z daleka było słychać wybuchy. Paprot wraz z jego zespołem tworzą nam dywersje. Patrząc w ich kierunku zauważyłem coś nietypowego. Kamień z symbolem X .
-Królowo,a ten kamień?
Wskazałem go dłonią.
-Bingo.
Mrukneła.
-Teraz ja idę na ich teren,a wy jak się zaświeci zniszczcie go. Można zniszczyć miejsce zaczepienia jedynie ,gdy sie zaświeci.
Superman czekał już przy kamieniu. Nie był on jakiś wielki. Był dość mały. Zmieściłby się w mojej dłoni. Wokoło typowe zbocze górskie. Twierdza jest wewnątrz góry ,a jej fragmenty zwisają nad przepaścią ukrytą przez wodospady. Niesamowite. Jednak wracając. Królowa wkroczyła na teren ogarów stając centralnie przed bramą z włócznią w ręku. Pierwszy, ogromny pies z wirującego powietrza pojawił się za królową. Ona rzuciła w niego kulą złotej energii. Rozproszył sie. Jednak pojawiły się dwa kolejne. Skoczyły na blondynke,która potraktowała ich falą złotej energii. Pojawiły się cztery. Kamień wciąż nie świecił. Nawet na sekundę. Kolejna fala złotej energii. Osiem wilków. Tak! Kamień się zaświecił ,a Superman go stopił spojrzeniem. Wilki zniknęły. Podbiegliśmy pod bramę. Teraz jak ją otworzyć!? Ma chyba 15 metrów.
-Teraz co?
Dopytał za wszystkich Flash.
-Teraz to... Musimy... Znaleźć instrukcję.
Odpowiedziała królowa
-Znaleźć instrukcję?!
Odkrzykneliśmy.
-Tak instrukcje. Powinna być gdzieś tu na dole,ale zmienia miejsce oraz treść co pełnię księżyca.
Spojrzałem włączając noktowizor na bramę szukając jakichkolwiek napisów. Odgłosy walki z oddali nabierały na sile.
Chyba się zbliżają. Trudno określić. Popatrzyłem w górę na gargulca nademną. Był specyficzny nie wydaje się być skalny...ON JEST KURWA ŻYWY!!!
-Słuchajcie...Ten gargulec jest żywy...
Popatrzyli na mnie i na gargulca szykując broń. Gargulec potrząsnął ospale łbem. Rozłożył skrzydła ,skacząc oraz lądując za nami. Obróciliśmy się gotowi do obrony. Stwór odezwał się ochrypłym głosem.
-Jam jest strażnik bramy. Rozwiążcie zagadke ,a wejdziecie. Jeśli źle odpowiecie zabije was. Macie jedną szanse.
A o to i zagadka. Co to jest? Jest zielone,ogolone i skacze?
On se jaja robi. Odpowiedź jest prosta przecież to żaba. O kurwa jednak nie żaba.
-Odpowiedź to ża...
-Odpowiedź to żołnież na dyskotece!
Wyrzuciłem to zdanie z siebie przerywając Wonder Woman. Popatrzyła na mnie jak na kompletnego imbecyla. Z resztą jak każdy.
-Odpowiedź prawidłowa.
Gargulec rozsypał się w szary pył po jego ostatnim zdaniu. Teraz to każdy stał z szeroko otwartymi oczami.
-Sskąd tty...
Zaczął Flash. Idioci...
-To proste. Zagadki nie są nigdy tak oczywiste. Poza tym Angel tak dogadała Damianowi przy śniadaniu.
Wrota zaczęły się otwierać. Stanęły przed nami otworem. Nic już nie mówiąc wbiegliśmy. Prowadziła nami królowa. Korytarze z czarnej cegły na których ścianach co jakiś czas majaczyły pochodnie o zielonym płomieniu oraz marmurowe kolumny równie czarne co cegła. Nasze kroki odbijały się echem po opustoszałych korytarzach. Ciszę i akompaniament kroków przerwał krzyk. Mrożący krew w żyłach krzyk,krzyk Angel. Następny i następny. Przyspieszyliśmy. Flash użył swojej mocy. Przebiegł wszystkie korytarze i poprowadził nas do lochów. Prosto przed cele w której rozległ się kolejny krzyk. Tym razem nie była to Angel. Był to chłopak. Zapewne Jack. Tak to on. W celi naprzeciw wejścia stał anonim bez kaptura. Stał nad przykutym
do ściany przyjacielem mojej córki. Przykładał do jego brzucha coś dziwnego. Kamień który świecił na fioletowo o barwie bardzo ciemnego rubinu wyraźnie sprawiał ból sądząc po jego twarzy. Odwrócił się w naszą stronę odrzucając kamień na bok. Czarnowłosy syknął z bólu na usunięcie kamienia. Anonim i Jack wyglądali tak samo poza włosami oraz ubraniami. Co tu się odwala?
-Zaklęcie Ying i Yang.
Stwierdziła królowa.
-Brawo wasza wysokość.
Zaśmiał sie białowłosy. W jego dłoniach pojawił się miecz,kieszonka oraz pasek Angel. Rzucił to pod nasze nogi. Metal wydał z siebie charakterystyczny dźwięk.
-Jej nie będzie to już potrzebne. Mój Pan się nią zajął.
Ten...Ten skurwiel!!! Nie dożyje on jutra!!! Zacisnąłem dłonie w pięści. W jego dłoniach pojawiły się dwie zielone kule energii. Uśmiechał się tak,że Joker by pozazdrościł. Jednak jak robił krok w naszą stronę usłyszałem szczęk łańcuchów i skręcanego karku. Jack skręcił mu kark nogami od tyłu. Białowłosy upadł i rozsypał sie w krwistoczerwony piasek razem z ubraniami.
-Ktoś mógłby mnie uwolnić? Trzeba znaleźć Angel.
Podeszłem i przeciąłem kajdany.
Wstał pocierając nadgarstki. Był okropnie blady ze względu na zimno jednak pstryknął palcami i był już w nowym ubraniu.

Następnie w jego dłoniach pojawił się miecz o krwistoczerwonym ostrzu oraz brązową rękojeścią przypominającą korzenie tak samo jak jelec

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Następnie w jego dłoniach pojawił się miecz o krwistoczerwonym ostrzu oraz brązową rękojeścią przypominającą korzenie tak samo jak jelec.
-Wiesz gdzie jest Jack?
Zapytała królowa.
-Ta podróbka zabrała ją do ukrytej komnaty gdzie mnie wcześniej trzymano. Zamienili nas miejscami. Obstawili ją strażnikami.
-Iloma?
Dopytał Superman.
-Dwaj przy wejściu i jeden wewnątrz. Musimy odciąć Maksisa od źródła energii.
Popatrzyliśmy po sobie niezrozumiałe. No przynajmniej członkowie Ligii. Demony nie mają źródeł energii. Same je wytwarzają. Jack zrozumiał nasze nieme pytanie.
-Gdy Maksis został uwięziony został pozbawiony niemalże całej mocy. Do tego potrzebna mu była Angel. Pobiera od niej energię trzymając ją tym samym na granicy śmierci.
Przełknąłem głośno śline. Nie wiedziałem,że to aż tak poważne.
-Na co czekamy. Do roboty!
Latarnio błagam. Ten entuzjazm to przesada,a może to ja przesadzam?
-Jacy to strażnicy?
Dopytałem. Należy wiedzieć.
-W komnacie jest tak zwany Pytacz. Pod żadnym pozorem nie odpowiadajcie mu na pytania. Jedna odpowiedź jest równa śmierci. Przy drzwiach stoją dwa trzymetrowe diabliki. Są uzbrojone w tarcze i miecze. Plus miotają ogniem.
Powaga w jego głosie była niezwykła jednak było słychać zmartwienie i determinację do działania.
-Niedobrze... Dlaczego ten cholerny Pytacz?
Mrukła królowa. Tracimy czas!
-Nie widzicie,że tracimy czas! Moja córka jest tam sama na granicy śmierci,a my gadamy niczym staruszki spod kościoła!
Warknąłem. Spojrzeli na mnie natychmiastowo. Jack lekko zszokowany. No tak... Nie wiedział kim jestem dla Angel,aż do teraz.
-A więc to tak...To nie będzie proste. Pytacz może i jest trudny  jednak gorsze jest zaklęcie więzi. Maksis spróbuje nas powstrzymać.
Podniósł rzeczy Angel.
-Ja zajme się tym. Wy będziecie musieli mnie osłaniać. Następnie zabiore Angel w bezpieczne miejsce. Będzie bardzo osłabiona jak nie nieprzytomna. Jednak może lepiej będzie przerwać zaklęcie u źródła?
Spojrzał na królową z tym pytaniem.
-Najbezpieczniejsza opcja. Angel może nie przeżyć przerwania czaru od jej strony. Wiesz gdzie jest zaczepienie?
-Na jego lewej dłoni, a teraz za mną. Pora dokopać pewnemu demonowi .
Tak ruszyliśmy w stronę sali tronowej .
*:?^^?7;8/?/7"&^::"^'#!&//*:8:*9
Do napisania. Kto tęsknił?
Lunita !.!

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz