Rozdział 3. Areszt.

251 18 1
                                        

Perspektywa Talia.
Przemykaliśmy po dachach dość cicho i sprawnie. Mimo to nie mogłam się na niczym z koncentrować. Nareszcie spotkam się ze swoją córką od lat. Dowiem się jak żyła,czy wszystko z nią w porządku. W końcu będę przy niej. Mimo ukrywanych uczuć od lat jestem bliska płaczu ze szczęścia. Denerwuje mnie jednak fakt,że włamała się do jubilera. Co jeżeli kradła by żyć? Albo wpadła w jakieś większe bagno jak mafia? Będę musiała ją o wszystko wypytać. Jednak najgorsze będzie tłumaczenie jej istnienie Damiana. Wiedziała,że jej ojciec żyje ,ale nie wiedziała nic,a nic o jej bracie. To będzie trudna rozmowa. Ważniejszy jest fakt,że dotarliśmy na komendę. Zeskoczyliśmy z dachu na co przechodnie nawet nie zareagowali. Widocznie już się przyzwyczaili. Weszliśmy frontem prowadzeni przez Bruce'a. O dziwo sam komisarz Gordon od razu wyszedł nam na przeciw. Czyżby czekał?
-Batmanie,dobrze ,że przyszedłeś. Miałem cię już wzywać.
Gordon był wyraźnie zdenerwowany. Mam nadzieję,że nie ma to związku z Angel.
-Spokojnie Gordon. Ja też mam sprawę.
-Chodzi o te trójkę dzieciaków co złapałeś wczoraj.
No i wykrakałam. Mimo obojętnej miny byłam istną bombą.
-O co chodzi?
Zapytałam przejmując pałeczkę. Mimo wyraźniej nieufności Gordona wzrok mojego Bruce'a sprawił,że zaczął krótki monolog.
-Podczas przesłuchania upierali się,że chcieli tylko pomóc. Nie mieli złych intencji i tak dalej,typowe zachowanie. Upierali się,że jeżeli pewna osoba dostanie jakiś naszyjnik w swoje ręce skończy się to tragicznie dla całego miasta. Puściłem to mimo uszu. Jednak pewna rzecz się zdążyła.
Szliśmy w międzyczasie korytarzem zatrzymując się przed aresztem.
-Kontynuuj Gordon.
-Naszyjnik, który mi opisali, został skradziony pół godziny później. Najdziwniejsze jest to w jaki sposób został ukradziony,a raczej przez co.
Zaintrygowani popatrzyliśmy na Gordona ponaglająco. Ciekawe co widział?
-Nie wiadomo co to było, ale mamy opis z nagrania. Małe około 30 centymetrowe stworzenie z czerwoną skórą pełną brodawek i innego tego typu obrzydlistwach. Na biodrach i klatce piersiowej strzępki brązowego materiału zasłaniające intymne miejsca. Jeszcze dwa czarne guziki jako imitacja skrzydeł. Przypomniało kobietę z figury. Co o tym myślicie?
Milczeliśmy. To naprawdę dziwna sprawa. Co to w ogóle ma być? Oni się pojawiają,zostają złapani,a niedługo potem zostaje skradziony jakiś naszyjnik. Czyżby moja córka wplątała się w coś co ją przerasta?
-Rzeczywiście dziwne. Pora z nimi porozmawiać.
Gordon na to otworzył nam drzwi i przepuścił. Już bez niego weszliśmy stając przy ostatniej celi w areszcie. Pozostałe były puste. Stanęliśmy na przeciwko krat za którymi znajdowała się Angel którą poznałam mimo maski na twarzy. Poza nią siedział tam jeden blondyn z rozczochranymi włosami. Nosił czarne rurki oraz czarną bluzę z kapturem. Zresztą każde z nich tak się ubrało. Nawet maski takie same. Jedyna różnica to kolor tych masek. Angel miała granatową,blondyn ciemnozieloną,a trzeci z nich,czarnowłosy oraz najstarszy z nich chłopak z równie rozczochranymi włosami co tamten,miał czerwoną. Całą trójką się na nas patrzyli obojętnie. Plus za zachowanie spokoju w takiej sytuacji.
-Wytłumaczycie się chociaż.
Mruknęłam. Angel skupiła swój wzrok na mnie. Poznała mnie,ale nie za bardzo to pokazała.
-Co tu robisz?
Zapytała.
-O tym później. Teraz powiedz po co się włamałaś do jubilera?
Jej koledzy nie za bardzo rozumieli co właśnie się dzieje. Po chwili jednak znów wrócił spokój na ich twarze. Zrozumieli dość szybko.
-By zabrać coś co nawet nie powinno tam trafić. Jest zbyt niebezpieczne.
-W jaki sposób naszyjnik może być niebezpieczny?
-Tu nie chodzi o cały naszyjnik, a zawieszkę. Kto założy tą błyskotkę zmieni się w potwora.
-Jakiego potwora?
Bruce przejął inicjatywę. Najstarszy w celi wstał i stanął zasłaniając resztę.
-Różnie z tym bywa. Zależy od osoby.
Odpowiedział i kontynuował.
-Musimy dostać tą zawieszkę i ją zabezpieczyć przed pewnym kolekcjonerem. Każe mówić na siebie Knox. Tyle wam wystarczy. Wypuście nas ,a wszystko załatwimy.
Brzmiał przekonująco,ale nie z nami te numery.
-Ładnie gadasz i tak dalej,ale skąd mamy wiedzieć,że dla niego nie pracujecie.
Tym samym Damian wywołał całkowitą ciszę. W ciszy mierzyliśmy się spojrzeniami. Angel westchnęła ,wstała i stanęła centralnie przed nami.
-Myślcie sobie co chcecie. Jak  zechcemy to stąd wyjdziemy bez problemu. Jednak to nie my będziemy odpowiadać za wszystkie niewinne osoby,które zginą,a wy.
Podkreśliła ostatni wyraz wskazując na nas dłonią.
-My chcemy pomóc. Wy chcecie ratować miasto. Zamiast walczyć ze sobą zawalczmy ramię w ramie. Co wy na to?
Muszę przyznać. Ja bym jej zaufała. Wiem doskonale kiedy kłamie. Zawsze zaciska prawą pięść mimo woli. Teraz tego nie robiła. Spojrzeliśmy po sobie.
-Pójdę po Gordona.
Mruknął Damian. Wyszedł by po chwili wrócić z komisarzem.
-Ufam ci Batmanie. Nie zamierzam odpowiadać za to co przeskrobią.
-Biorę wszystko na siebie. Wypuść ich.
Komisarz otworzył cele. Na spokojnie wyszli i ruszyli za nami. Posłusznie podążali za nami na zewnątrz i po dachach. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się na płaskim dachu bloku mieszkalnego. Pusto oraz brak kamer. Zdjęłam maskę i spojrzałam na nią . Angel stała na przeciw mnie. Postanowiłam przetrwać niezręczną ciszę.
-Hej Angel. Wszystko w porządku? Mam nadzieję,że nikt cię do niczego nie zmusza.
-Tak,jest ok. Ważne jest skąd ty się tu wzięłaś mamo,a poza tym nikt mnie nie zmusza. Ty przecież...
Zamilkła. Zapewne nie wiedziała jak to określić. Nie dziwie jej się. Podeszłam bliżej mimo to.
-Przecież co? Ten staruch by mnie tu nie wysłał bez konkretnego celu? Nie musisz się już tym martwić. On nie żyje od ponad pół roku.
Po jej twarzy wywnioskowałam,że kompletnie nie ma pojęcia co powiedzieć. Znowu.
-Nie żyje...Nie wiem czy to jest na miejscu,ale... No cóż powiem wprost. Dobrze tak temu staremu prykowi.
Stwierdziła. Nie mam pojęcia jak za bardzo zareagować.
-Wracając. Mamy coś jeszcze do omówienia.
Bruce mnie dosłownie ocalił.
-No tak. Wracając do zawieszki. Mamy przechlapane. Już została skradziona przez jednego z jego diablików.
Stwierdził na oko 15-letni czarnowłosy chłopak.
-To wiemy i nie o to chodzi. Angel. Odejdźmy na bok. Lepiej żebyś wiedziała od samego początku. Zanim zaczniemy działać.
Kiwnęła tylko głową. Odeszła na bok razem ze mną i chłopakami. Jej koledzy zostali tam gdzie byli mimo to bacznie nas obserwowali. Raz kozie śmierć.  Powiedziałam to dość cicho,ale i tak doskonale było mnie słychać. Angel wyglądała na zmieszaną tym wszystkim i zszokowaną. Uważnie przyjrzała się jej bratu i ojcu. Powiedziała jednak coś czego się nie spodziewałam.
-Myślałam ,że będziesz wyższy tato.
Nastała kolejna już chwila ciszy,a potem...No cóż wybuchłam śmiechem wraz z synem. Angel nie rozumiała tego i nie rozumiejąc nic patrzyła raz to na nas,raz na biednego Bruce'a. Gdyby nie maska pewnie byłyby widoczne nikłe rumieńce wstydu albo złości. Jednak mimo rozdzielenia mają coś wspólnego.
Damian także mnie wyręczył z wyjaśnieniami.
-Ja tak samo powiedziałem kiedy to ja się po raz pierwszy z nim spotkałem.
-Aha... Wróćmy lepiej do chłopaków.
Odwróciła się sztywno na pięcie odchodząc z powrotem do jej kolegów. My za nią. Pora także wyjaśnić tę sprawę.
9$, $*#, (#^$(:(#;#^;/*/&:(^?*^(^
Już 3 rozdział. Niedługo 4. Jak myślicie o tej wersji wydarzeń?
Lunita ♡.♡

Córka BatmanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz