Ściągałem właśnie kurtkę z ramion i pakowałem książki do plecaka, w międzyczasie rozmawiając z Jungkookiem na różne tematy. Byłem zmęczony całym tygodniem, ale na moje szczęście za kilka godzin rozpoczynał się weekend. Musiałem przeżyć tylko kilka nudnych lekcji. Zamknąłem szafkę na klucz i wyszedłem z chłopakiem z boksu, poprawiając w tym samym czasie kołnierz mojej jeansowej kurtki. Poczułem jak ktoś nagle trąca mnie w ramię. Podniosłem głowę w górę i uśmiechnąłem się szeroko. Taehyung przeszedł obok mnie i puścił mi przelotnie oczko oraz pokazał dyskretnie palcem, abym chwilę na niego poczekał.
- Jungkook jak chcesz to możesz iść pod salę, ja jeszcze muszę wrócić się na chwilę do szafki, bo zapomniałem wyjąć książki od matmy. - oczywiście skłamałem, ale nie miałem innego wyjścia. Nie powiedziałem mu jeszcze o tym co między mną, a Taehyungiem zaszło. Sam nawet nie wiem w jakim rodzaju relacji jesteśmy. To wszystko jest strasznie pokręcone. Jestem pewny, że moje uczucie do niego jest szczere, lecz nie jestem przekonany, czy chciałbym w tym momencie czegoś więcej. W związku potrzebne jest zaufanie, a jak na razie każde z nas posiada wiele tajemnic. Jego zachowanie nadal daje mi wiele do myślenia i nie zapomniałem, tak po prostu o jego czynach oraz słowach tylko dlatego, że zbliżyliśmy się do siebie.
Poczułem nagle jak ktoś chwyta mnie za skrawek kurtki i popycha lekko w kierunku wnęki między ścianą a szafkami tak, aby nikt nie był w stanie nas zobaczyć. Uśmiechnąłem się, ponieważ nawet bez patrzenia wiedziałem, że to był nikt inny jak on. Moje plecy zderzyły się z zimnym murem, gdy ciało chłopaka naparło na mnie gwałtownie. Wbił się niespodziewanie w moje usta, przez co wydobył się z nich cichy jęk. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się przyjemnym uczuciem. Czułem, jak ciepło rozlewa się po całym moim podbrzuszu. Dołożyłem do tego swój język, który zaczął współgrać po chwili z tym Taehyunga. Założyłem ręce na kark chłopaka, wbijając w niego lekko swoje paznokcie. Przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie i pogłębiłem pocałunek.
- Taki spragniony. - wysapał opierając swoje czoło na moim. Czerwonowłosy wcale nie miał zamiaru przestać. Zjechał do mojej szyi i zaczął całować oraz ssać jej skórę. Odchyliłem głowę lekko w tył, aby dać mu do niej większy dostęp i zasłoniłem usta dłonią by stłumić własne jęki. Pocałunki na szyi to była moja największa słabość. Ogarniające mnie uczucie było tak nieziemskie, że z trudem mogłem powstrzymać się od wydawania jednoznacznych dźwięków. A to wszystko przez czerwonowłosego chłopaka, który przyklejony był do niej jak glonojad. Czułem jak zostawia na mojej skórze mokre ślady, jednocześnie atakował na niej kolejne miejsca.
Nagle usłyszeliśmy kroki, które świadczyły o tym, że ktoś zbliża się w naszym kierunku. Oboje zamarliśmy na chwilę wstrzymując oddechy. Docisnąłem mocniej Taehyunga do mojego ciała, aby mieć pewność, że nie widać go zza szafki. Chłopak patrzył mi w oczy tłumiąc w sobie śmiech, lecz mi nie było wcale do śmiechu. Szczególnie wtedy, gdy rozpoznałem znajomy głos.
- O kurwa. - przekląłem bezdźwięcznie, na co chłopak podniósł pytająco jedną brew. - Tzuyu. - wypowiedziałem jej imię ruszając charakterystycznie ustami, aby dobrze mnie zrozumiał. Oczy Taehyunga rozszerzyły się w zdziwieniu, a następnie przewrócił nimi zirytowany. Wiedziałem, że z jakiegoś powodu za nią nie przepadał i byłem przekonany, że właśnie doszedł mu kolejny powód do listy. Wydawało mi się, że była z nią również dziewczyna z mojej klasy, co jeszcze bardziej mnie zestresowało.
- Więc on naprawdę ci się podoba? - do moich uszu dobiegł fragment ich rozmowy.
- Wydaje mi się, że czuję do niego coś więcej, ale ostatnio go nie poznaje. To nie jest ta sama osoba, którą poznałam na początku roku. - powiedziała smutno, a ja ściągnąłem lekko brwi.
CZYTASZ
remind me || vmin
FanfictionPrzez tragiczny incydent Jimin traci pamięć co powoduje, że nie pamięta wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z każdym dniem traci powoli nadzieję na to, że kiedykolwiek sobie o nich przypomni i będzie mógł żyć tak jak dawn...
