Rozdział 35

3.1K 107 11
                                        

Sophie

Ostatnie dwa dni były okropnie męczące i wyglądały tak samo. Wstawałyśmy rano, chodziłyśmy na uczelnie, a później pracowałyśmy. Mama Grace, Charlotte, ustawiła nam grafik do końca miesiąca, tak abyśmy między uczelnią a pracą miały godzinną przerwę. We wtorek Alice przyszła godzinę wcześniej ode mnie, a dziś ja.

Oprócz poniedziałku, przez resztę dni nikt nie odwiedzał nas w pracy. Nie musiałam ukrywać, że bardziej mi to pasowało. Po tym co stało się na początku tygodnia, wolałam pracować w spokoju, a wtedy go nie dostałam. Gdy tylko Will wrócił do kawiarnii z Grace, Emily i Liamem, cały czas czułam ich wzrok na sobie. Nie mówili nic, gdy przynosiłam im ich zamówienia i nie pamiętam, czy kiedykolwiek czułam się tak nieswojo w ich towarzystwie. Miałam wrażenia, jakby nasza przeprowadzka do Nicka była czymś bardzo niespotykanym dla nich, albo okropnie niestosownym i złym. Istniała też szansa, że wmawiałam sobie to wszystko, ale nie mogłam się przekonać do tej opcji.

Dlatego teraz o wiele lepiej mi się pracowało. Żadne myśli nie zaprzątały mi głowy, a jedyne czego musiałam słuchać, były zamówienia klientów i wyznaczane dla mnie zadania.

Naprawdę podobała mi się ta praca. Była czasami monotonna albo wykańczająca, ale miałam wrażenie, że dobrze sobie radziłam. Nie tylko ja, bo Charlotte na następny dzień po naszej próbnej zmianie przyniosła nam umowy do podpisania. Chwaliła nas dość przesadnie, ale miałam wrażenie, że właśnie taką osobą była ta kobieta. Wylewna, optymistyczna i ciepła. Gdy przychodziła do mnie z uśmiechem na ustach, żeby przekazać mi, że bardzo pilnie potrzebuje kogoś kto pomoże w zmywaniu, przyłapywałam się na tym, że byłam podekscytowana możliwością pomocy. Kto normalny cieszy się ze zmywania naczyń? Ta kobieta miała supermoce i czułam, że gdyby poprosiła mnie o to, żebym przebiegła się na drugi koniec Londynu po butelkę mleka sojowego, które właśnie się skończyło, poczułabym dreszczyk ekscytacji na tę podróż.

Teraz na przykład stałam za ladą i zbierałam zamówienia na wynos tylko dlatego, że Charlotte zaczęły boleć stawy od ciągłego stania. Z wielką chęcią zamieniłam się z nią i teraz to ona podchodziła do dopiero co przybyłych klientów i rozdawała im menu. To nie było tak, że dawałam się wykorzystywać i spełniałam jej każdą zachciankę. Po prostu gdy patrzyło się na jej zawsze okrągłe policzki od uśmiechu i skaczące brązowe loki, kiedy chodziła i pytała każdego z pracowników po kolei, czy już jadł coś od początku swojej zmiany, nie dało się nie odwzajemniać jej miłych gestów. We wtorek powiedziałam jej, że jeszcze nie zdążyłam zjeść, odkąd przyszłam dwie godziny wcześniej, a ona siłą zaciągnęła mnie na zaplecze i podsunęła mi naleśniki pod nos. Przy okazji dostałam zjebe życia od prawie obcej kobiety. Miałam wrażenie, że Charlotte wybrała sobie za cel opiekowanie się każdym, kogo tylko spotkała.

- Trzymaj. - usłyszałam nagle koło siebie jej głos. Odwróciłam się w lewo i zobaczyłam jej duże, brązowe oczy. Po sekundzie zjechałam wzrokiem na jej rękę, którą wystawiała w moją stronę. Moje usta same wygięły się w uśmiechu, kiedy zobaczyłam lemoniadę.

- Dziękuję. - powiedziałam i chwyciłam za kubek. To nie był pierwszy raz w tym tygodniu, kiedy kobieta przynosiła mi ją. W poniedziałek powiedziałam jej, że nigdy nie piłam lepszej, a ona od wtedy codziennie mi ją robiła. Zdradziła mi nawet, że jej sekretem są pomarańcze. Dzisiaj jednak nie usłyszałam satysfakcjonującego dźwięku lodu, kiedy pomieszałam napój, dlatego mimowolnie zmarszczyłam brwi i spojrzałam jeszcze raz na plastikowy kubek.

- Mówiłaś, że gardło zaczyna cię boleć, więc od dzisiaj masz bana na lód przez tydzień. - powiedziała, zabierając sobie cukierka z miski na ladzie. Musiała stanąć na palcach, żeby to zrobić.

FriableOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz