- I to jak ty wkroczyłeś do akcji, było po prostu świetne. - zaśmiałam się, potykając o buty w korytarzu. - Jego mina była bezcenna.
Przez całą drogę nie mogłam się zamknąć o sytuacji sprzed kilkudziesięciu minut. Moja ekscytacja była zdecydowanie przesadzona, ale nie mogłam się uspokoić. Byłam taka dumna z siebie. Mogłam przysiąc, że nie czułam się tak, nawet gdy dostałam się na studia.
- Chcesz coś zjeść? - zapytał Nick, wchodząc za mną do kuchni. Chłopak nie podzielał mojego entuzjazmu. Przez całą drogę do domu tylko przytakiwał i zadawał nie związane z moimi opowieściami pytania. Mimo tego nie zrażałam się i zaczynałam opisywać całe zdarzenie od początku.
- Nie, dziękuję. - odpowiedziałam i usiadłam na stołku przy wyspie kuchennej. Westchnęłam przeciągle, myśląc o tym, że mogłam się dalej bawić na imprezie, ale Wilson stwierdził, że jestem spita. Zrozumiałabym, gdyby rzeczywiście tak było, ale czułam się całkowicie trzeźwa.
- Jesteś zmęczona? - spojrzał na mnie, podchodząc do lodówki.
- Tak się składa, że dawno nie miałam tyle energii. - przyglądałam się mu, jak wyciąga dwie butelki wody i podaje mi jedną. - Gdyby nie ty, mogłabym skutecznie się jej pozbyć, dobrze się bawiąc.
- Tak, na pewno. - odpowiedział, ale widziałam, że w ogóle nie skupiał większej uwagi na moich słowach. Chłopak odkręcił butelkę, napił się z niej, a następnie okrążył wyspę i udał się do salonu. Podążałam za nim wzrokiem, kręcąc się przy tym na siedzeniu. Nick usiadł na podłokietniku kanapy naprzeciwko mnie i spojrzał mi w oczy. Jego cała uwaga była skupiona na mnie, a ja miałam wrażenie, że próbuje czytać mi w myślach. Poczułam mrowienie pod skórą, kiedy przyglądał mi się w ten sposób. - Jak się czujesz? - zapytał po dłuższej chwili ciszy.
- Dobrze. - odpowiedziałam powoli. Miałam przed sobą długą i ciężką drogę do przejścia, ale nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że wszystko w końcu się ułoży. Możliwe, że był to kolejny akt mojej głupoty, ale nie miałam zamiaru ściągać swoich myśli na złe tory. W końcu pierwszy raz udało mi się zrobić coś w stronę permanentnej wolności. Oczywiście nie dałabym sobie rady bez Lopez i Wilsona. Gdyby nie oni, dawno bym się poddała.
Nick przyglądał mi się intensywnie, szacując, czy mówię prawdę. Po kilkunastu długich sekundach chyba mi uwierzył, ponieważ jego ramiona delikatnie opadły, w geście rozluźnienia. Gdy wchodziliśmy, ściągnął kurtkę, dlatego jego tors okrywała tylko czarna koszulka z krótkim rękawem. Nie mogłam się powstrzymać przed przywołaniem w myślach jego obrazu bez niej. Zmarszczyłam lekko brwi na swoje zachowanie. Naprawę byłam niewyżyta, co tylko sprawiało, że czułam się żałośnie. Dalej nie wiedziałam nic, jeśli chodziło o jego uczucia do mnie, ponieważ plan Willa nie poszedł, tak jak chcieliśmy. Co prawda Wilson mi pomógł, ale zrobiłby to dla każdego. A mną dalej targały emocje takie jak teraz, gdy znajdowaliśmy się sami w jednym pomieszczeniu.
- Jak sobie z tym wszystkim radziłaś? - zapytał nagle ściszonym głosem, wyrywając mnie z zamyślenia. - Gdy nie widziałaś, żadnego dobrego wyjścia z sytuacji?
Nie odpowiedziałam, wiedząc dokładnie o co mu chodzi. Tylko patrzyłam na niego, z zaskoczeniem wypisanym na twarzy. Nie spodziewałam się takiej nagłej zmiany tematu.
- Pytanie za pytanie, pamiętasz? - dodał po chwili ciszy. Odchrząknęłam, przypominając sobie o naszym układzie.
Mogłam odpowiedzieć i zyskać szansę, na dowiedzenie się tego, czego tak bardzo pragnęłam. Mogłam też zostawić wspomnienia mojego życia w Falmouth dla siebie i dalej bić się ze sobą i moimi uczuciami. Wybór kiedyś byłby dla mnie prosty. Jednak przez ostatnie miesiące zmieniłam się. Kiedyś nie przeszłoby mi przez myśl, żeby bronić się przed innymi albo, broń Boże, uderzyć kogoś, tym bardziej mężczyznę. Kiedyś mogłam za to mocno oberwać fizycznie i psychicznie. Teraz wszystko wyglądało inaczej.
CZYTASZ
Friable
RomanceKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
