Rozdział 40

1.9K 110 9
                                        

- Myślałam, że to ja będę odchodzić od zmysłów. - głos Alice, siedzącej na krześle w poczekalni, wyrwał mnie z zamyślenia. Przyglądała mi się z widocznym zmęczeniem w oczach. Jej wzrok podążał za mną, kiedy chodziłem tam i z powrotem bez większego powodu. Po jej słowach zatrzymałem się gwałtownie. - Nie wierzę, że to mówię, ale wiesz, że nie robią jej tam krzywdy? - Jej wzrok mówił mi, że brała pod uwagę opcję, w której nie miałem tej świadomości.

- Wiem. - odparłem, marszcząc brwi. To jedno słowo sprawiło, że poczułem kłucie w gardle. Odchrząknąłem i podeszłem do krzesła obok Lopez. Opadłem z westchnieniem na siedzenie, wiedząc, że najprawdopodobniej zaraz się podniosę.

Odkąd Sophie wyszła, nie mogłem usiedzieć w miejscu. Na początku bawiłem się butelką wody, ale niepokój rozsadzał mnie do takiego stopnia, że potrzebowałem go rozchodzić. Wiedziałem, że fizycznie nikt nie robił jej krzywdy. Wiedziałem, że jeśli znowu poczułaby się gorzej lekarz od razu by zareagował. Wiedziałem też, że obdukcja była czymś, czego Sophie wolałaby uniknąć za wszelką cenę. Dobrowolne pokazanie komuś obcemu tego, jak ktoś ją traktował, zostawiając mu jedynie domysły tego, przez co przeszła, było pewnie dla niej wykańczające. Na pewno była przerażona. Dlatego się martwiłem. Tak bardzo pragnąłem przy niej być i ją wspierać. Niestety było to teraz niemożliwe, co sprawiało, że miałem ochotę przebiec się dookoła budynku, żeby rozładować choć odrobinę tego napięcia.

Alice za to wydawała się względnie spokojna. Widziałem, że się martwi, ale była to raczej zasługa całej sytuacji, w której się znaleźliśmy. Domyślałem się, że nie mogła przestać myśleć o tym, co będzie dalej. O tym jak potoczy się sprawa Sophie. Na pewno również się o nią bała. Nie wiem, co bardziej mnie niepokoiło. To że to ona czekała w ciszy zachowując spokój, czy to że ja nie mogłem zrobić tego samego. Próbowałem sobie tłumaczyć, że Lopez przeszła z Perez o wiele gorsze sytuacje niż wizyta w szpitalu. Dla mnie to wszystko było względnie nowe. Mimo tego byłem zaszokowany swoją reakcją. Ostatni raz martwiłem się tak o Valerie, kiedy powiedziała mi, że psychiatra zalecił jej pobyt w szpitalu. Wiedziałem wcześniej o jej stanie psychicznym, ale ta wiadomość sprawiła, że nie mogłem odpędzić się od myśli, że jeśli terapia nie pomoże, mogłem stracić również ją. Śmierć naszej mamy była dla mnie ogromnym ciosem, ale moją siostrę zmieniło to nieodwracalnie. Dalej była sobą, ale iskierki życia, którą widziałem kiedyś również w oczach Lei, zniknęła. Jedyną różnicą było to, że Valerie była moją siostrą. Spędziłem z nią kilkanaście lat, kochając i opiekując się nią. Sophie znałem niecałe dwa miesiące. Nie rozumiałem, jak doszło do tego, że w tak krótkim czasie stała się dla mnie tak ważna. Bo musiała być ważna skoro aktualnie odchodziłem od zmysłów.

- Nick. - głos Alice znowu wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem na nią w momencie, w którym podnosiła się z siedzenia. Odwróciłem się w stronę korytarza, do którego zaczęła się kierować. Gdy zobaczyłem Perez z Erickiem, prawie wywróciłem się wstając z krzesła. Dogoniłem Lopez w momencie, w którym stanęła przed przyjaciółką. - Jak się czujesz? - złapała ją za ramiona, skanując całą jej twarz. Miałem ochotę podnieść ją, wynieść i zawieźć do domu, gdzie mogłaby odpocząć. Nie zrobiłem tego, bo Sophie wydawała się.. spokojna?

- W miarę możliwości dobrze. - odpowiedziała cicho z dziwnym wyrazem twarzy. Wyglądała, jakby sama nie mogła uwierzyć w to, co mówi.

- Potrzebujesz czegoś? - spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem.

- Nie, dziękuję. - pokręciła lekko głową i spuściła głowę. Nie odrywałem od niej spojrzenia, zastanawiając się, jak ją podejść, żeby coś zjadła. Wiedziałem, że nie zrobiła tego od wczoraj, a jej wcześniejszy stan na pewno był częściowo spowodowany pustym żołądkiem.

- Normalnie pozwoliłbym wam porozmawiać, ale musimy się pośpieszyć. - odezwał się Eric, spoglądając na nas znacząco.

Przytaknąłem niechętnie i dodałem kolejną rzecz do długiej listy moich zmartwień, które musiały jeszcze chwilę poczekać. Wszyscy ruszyliśmy do wyjścia. Podążałem za Sophie, szukając w jej postawie czegoś, co mogłoby mi powiedzieć, że wcale tak dobrze się nie czuła, jak mówiła. Nie znalazłem niczego takiego. Szła stabilnym krokiem, wyprostowana, co jakiś czas odpowiadając na pytania Alice. Jej głos również wydawał się spokojny. Nie mogłem przyzwyczaić się do tego widoku. Jeszcze niecałą godzinę temu ledwo oddychała samodzielnie, a teraz wydawała się mieć wszystko pod kontrolą. Pokręciłem głową, widząc tylko dwa wytłumaczenia aktualnego stanu rzeczy. Albo tabletki uspokajając zadziałały bardzo dobrze, albo Sophie przystosowała się do sytuacji i udało jej się stłumić wszystko w sobie. W myślach modliłem się o tę pierwszą opcję, wiedząc, że jeśli znowu oddziela od siebie swoje emocje, może się to skończyć podobnie jak ostatnim razem. A jeśli tak było, mógłbym już nie poradzić sobie z jej autodestrukcyjną stroną. Zdążyłem ją poznać na tyle, że wiedziałem, że jest w stanie bardzo szybko uodpornić się na praktycznie wszystko. Więc jeśli uodporniła się na moje próby pomocy, nie widziałem naszej przyszłości w jasnym świetle.

Zrozumiałem, jak daleko zaszedłem w swoich myślach, dopiero gdy zauważyłem, jak Sophie męczy się z otworzeniem sobie drzwi od auta. Zanim zdążyłem zareagować, Lopez już jej pomagała usiąść. Nie była to wielka rzecz, ale miałem wrażenie, że zawiodłem ją w czymś. Mogłem iść przed nią. Wtedy nie zdążyłaby nawet pomyśleć o tym, żeby się zmęczyć. Niestety między „mogłem" a „zrobiłem" jest wielka różnica, która mocno mnie uwierała, gdy usiadłem koło niej na miejscu kierowcy. To nieprzyjemne uczucie tylko nasilało się z czasem. Gdy zaparkowałem pod posterunkiem policji, miałem ochotę strzelić sobie w łeb. Zamiast tego praktycznie wyskoczyłem z auta, żeby zdążyć otworzyć drzwi Sophie, zanim choćby o tym pomyśli. Chwyciła moją rękę, kiedy powoli wysiadała. Nie patrzyła na mnie ani wtedy, ani gdy stanęła na równych nogach. Wydawała się skupiać na wszystkim tylko nie na mnie. W każdy inny dzień nie przeszkadzałoby mi to. Pomyślałbym, że pewnie się wstydzi, albo sprawia jej to dyskomfort, jak po każdym razie, gdy podzieliła się ze mną czymś o sobie. Dzisiaj nie mogłem przestać myśleć o tym, że ukrywa prawdę. Mogłem się mylić albo po prostu przesadzać, ale to złe przeczucie nie odchodziło ode mnie na sekundę.

- To nasz ostatni przystanek na dzisiaj. - Eric pojawił się koło nas. - Niestety posiedzimy tu dłużej niż w szpitalu. - posłał Perez pocieszający uśmiech. Położył swoją rękę na dole jej pleców i zaczął prowadzić ją do wejścia.

Chwilę mi zajęło, zanim podążyłem za nimi. Musiałem trochę bardziej się skupić, bo jak narazie chodziłem rozmyślając nad wszystkim, co mogło pójść źle. Dogoniłem ich dopiero w środku, gdzie Sophie i Eric rozmawiali już z jednym z funkcjonariuszy. Stanąłem kilka metrów od nich koło Alice. Nie minęła minuta, gdy poczułem, że znowu rozpiera mnie ta sama energia, którą czułem w szpitalu. Musiałem ją jakoś rozładować.

- Będą ją teraz przesłuchiwać? - zapytałem, nie odrywając wzroku od blondynki.

- Chyba tak. - odpowiedziała, a w jej głosie było słychać o wiele więcej zmartwienia niż wcześniej, przez co spojrzałem na nią.

Stała wyprostowana, nie spoglądając na mnie chociaż na sekundę. Jej cała uwaga byłą skupiona na przyjaciółce. Od początku wiedziałem, że się martwi, ale dopiero teraz dała po sobie poznać jak bardzo. Jej twarz wykrzywiła się, w sposób który widziałem u niej tylko raz. Patrzyła na Perez tak samo, jak wtedy gdy wniosłem ją do mojego domu po spotkaniu z Madeline i Danem. Była przerażona. Wiedziałem, że bała się, w jakim stanie wyjdzie po przesłuchaniu. I miała do tego pełne prawo. Obydwoje wiedzieliśmy, jak bardzo Sophie ceniła sobie prywatność. Przez tyle lat robiła wszystko, żeby nikt nie dowiedział się, jak naprawdę wygląda jej życie. Teraz musiała o nim opowiedzieć ze wszystkimi szczegółami. Zacząłem zastanawiać się, czy rzeczywiście nie przebiec się gdzieś. Może do końca ulicy i z powrotem. Byłem kilka sekund od tego, żeby podjąć się tego, gdy do głowy przyszedł mi lepszy pomysł.

- Wrócę za piętnaście minut. - powiedziałem i odwróciłem się do wyjścia. Mógłbym się założyć, że Lopez nie zauważyła, że zniknąłem.

FriableOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz