Nick
Cały dzień chodziłem okropnie zmęczony. Poprzedniej nocy nie mogłem zasnąć. Jakiś dziwny dyskomfort i niepokój sprawiły, że obracałem się z boku na bok kilka godzin. Przez to teraz nie miałem na nic energii. Na wykładach nie mogłem się skupić, a po nich ledwo podnosiłem nogi, aby dojść do auta. Byłem tak rozkojarzony, że zamiast do domu, pojechałem pod kawiarnię mamy Grace. Zrozumiałem, co zrobiłem, dopiero gdy po zaparkowaniu chwyciłem za klamkę, żeby wysiąść. Nie miałem, żadnego powodu, aby tam wchodzić. Jednak siedziałem przed budynkiem kilka minut, zastanawiając się, czy nie mam ochoty na herbatę. Chwile mi zajęło, zanim doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej zasnę, zanim ją w ogóle dostanę. Dlatego odjechałem.
Droga powrotna wydawała się dzisiaj dłuższa niż zwykle. Starałem się skupić na jezdni, ale myślami leżałem już w łóżku, co nie ułatwiało niczego. Kiedy w końcu wjechałem przez bramę na podjazd, miałem wrażenie, że otwarte na oścież drzwi do domu, które zauważyłem z daleka, mi się śnią. Jednak z każdym kolejnym metrem wgląd do wnętrza budynku stawał się wyraźniejszy. Gdy zgasiłem auto kilka metrów od niego, do głowy przyszła mi tylko jedna myśl. Ktoś się włamał.
Mimo tego, że pewnie właśnie straciłem tysiące dolarów, nie spieszyło mi się. Powoli wysiadłem z auta i ruszyłem do otwartych na oścież drzwi. Rzuciłem niedbale okiem na dwie kamery przed wejściem. Działały. Tyle dobrego. Gdy musiałem podnieść nogi wyżej niż przy chodzeniu, aby wejść po trzech schodach pod drzwi, prawie się przewróciłem. Boże, potrzebowałem mojego łóżka bardziej niż kiedykolwiek. Mam nadzieje, że jego mi nie zabrali.
Powłócząc nogami przeszedłem przez próg i zamknąłem za sobą drzwi. Dźwięk moich kroków odbijał się od ścian. Poza nimi w domu panowała idealna cisza i półmrok. Z daleka widziałem, że kuchnia wyglądała tak, jak zostawiłem ją przed wyjściem. Gdy tylko wyszedłem z korytarza, spojrzałem na salon. Telewizor wisiał na swoim miejscu. Wszystkie lampy stały tam, gdzie wcześniej. Tak samo kanapy, o które kiedyś tak bardzo bała się Sophie.
Stanąłem w miejscu i zmarszczyłem brwi. Nie rozumiałem niczego. Jeśli ktoś by się włamał, to nie zostawiłby tak drogich rzeczy na swoim miejscu. Coś było nie tak. Moją ostatnią myślą była biblioteka. Wiedziałem, że miałem tam kilka pierwszych wydań starszych książek, ale nigdy nie interesowało mnie to, czy któraś mogła być droższa niż to cholerstwo nad kominkiem. Ale mama je uwielbiała. Mimo tego, że odwiedzała ten dom tylko kilka razy w roku, trzymała tutaj wszystkie swoje ulubione książki. Nawet jeśli nie kosztowały dużo, miały wielką wartość dla niej. Kochała je tak samo, jak kochała to miejsce. Opłacała ogrodników, aby dbali o ogród i wszystkie kwiaty w domu. Sprzątaczki czyściły cały dom raz na tydzień lub dwa, co było dla mnie conajmniej dziwne, gdy byłem dzieckiem. Kiedy odrosłem trochę od ziemi zrozumiałem, dlaczego to robiła. Jej miłość do tego budynku wynikała z tego, że miał on swoją duszę. Nie był zimny i niedorzecznie ekskluzywny jak forteca, w której dorastałem. A to wszystko dlatego, że sama go zaprojektowała i urządziła.
Gdy czasem siedziałem w całkowitej ciszy, jak teraz, mogłem poczuć to ciepło, którym otaczała mnie i Valerie. Lubiłem też wyobrażać sobie, że siedząc tu sama, po prostu przechadzała się i oglądała wszystko. To było coś w jej stylu. Uwielbiała doceniać, każdą najmniejszą rzecz. Skłamałbym, gdybym powiedział, że ja tego nie robię. Bo robiłem. Włożyła w ten dom tyle serca, że momentami wydawało mi się, że dalej żyje. Poniekąd tak było. Żyła w każdej ścianie, książce i rozkwitających kwiatach na wiosnę. Dlatego sprzedałem wszystkie inne nieruchomości i przeprowadziłem się tutaj. Ten budynek był jedynym, którym mogłem nazwać domem, mimo tego że przyjeżdżałem tu jeszcze rzadziej niż ona.
CZYTASZ
Friable
RomanceKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
