- Zaczniemy od najważniejszych rzeczy. - powiedział Eric, gdy po przebraniu się, zmyciu wczorajszego makijażu i zakryciu pozostałości siniaka na policzku nową warstwą korektora, dołączyłam do nich w salonie. Siedziałam koło Alice na kanapie, trzymając w rękach kubek z kawą. Słyszałam głośne bicie swojego serca i żałowałam, że przebrałam się w dresy. Było mi okropnie gorąco, ale była to w większości zasługa stresu i strachu, który dalej odczuwałam. Wiedziałam, że była to moja ostatnia deska ratunku i raczej nie mogłam już bardziej pogorszyć sytuacji, ale uspokajało mnie to tylko w bardzo małym stopniu. Mimo tego, nie miałam zamiaru się wycofywać. Narazie. - Jeśli chodzi o zakaz zbliżania się, w twoim wypadku będzie to kwestia jednej rozprawy. Przynajmniej taką mam nadzieję. Wszystko zależy od dowodów, które przedstawimy jutro.
Przepraszam, że co?
- Jutro? - prawie zachłysnęłam się tym jednym słowem, które niekontrolowanie opuściło moje gardło. Wbijałam zaszokowany wzrok w mężczyznę siedzącego naprzeciwko mnie. Erick podniósł swój wzrok znad laptopa i spojrzał najpierw na Nicka, a póżniej na mnie.
- Tak, jutro. - powiedział spokojnie. - Robiliśmy co mogliśmy przez całą noc, żeby twoja sprawa zaczęła się jak najszybciej. Z racji moich, że tak się wyrażę kontaktów, udało nam się ustalić pierwszą rozprawę na dwunastą jutro. Było to prawie niemożliwe, ale udało się. Odbędzie się ona bez obu stron, więc narazie nie musisz się martwić o spotkanie z Danem i Madeline. - kontynuował, z powrotem spoglądając na urządzenie na stoliku kawowym. - Dlatego będziecie musieli złożyć zeznania już dzisiaj.
Mój szok i przerażenie tylko spotęgowały się. Na zmianę patrzyłam na wszystkich w pomieszczeniu z lekko uchyloną buzią. Po chwili odłożyłam kubek z kawą na stolik i zaczęłam ściągać bluzę, ponieważ gorąco, które czułam wcześniej, przybrało na sile, co było nie do wytrzymania. Rzuciłam ją na kanapę koło siebie i opadłam na oparcie. Patrzyłam przed siebie, zastanawiając się, czy aby na pewno jestem na to wszystko gotowa. Było mi słabo.
- Będą nam potrzebne zdjęcia dowodów przemocy fizycznej na twoim ciele. - nie przerywał, dostarczając mi jedynie większej dawki targających mną emocji. - Sophie? - głos Erica sprawił, że spojrzałam na niego. - Potrzebuję wiedzieć, czy posiadasz jeszcze jakieś blizny albo rany, których nabawiłaś się przez Madeline i Dana, oprócz siniaka na twarzy. - powiedział spokojnie, przyglądając mi się uważnie. Otworzyłam buzię. Zamknęłam ją. Znowu otworzyłam. I zamknęłam. Po chwili przytaknęłam, nie zdolna do wypowiedzenia żadnego słowa. - Rozumiem. Gdzie? - zapytał i położył ręce na klawiaturze laptopa. Wzięłam parę głębszych wdechów, aby pozbyć się nieprzyjemnego uczucia w gardle. Próbowałam się uspokoić chociaż trochę, wiedząc, że jeśli niczego nie powiem, będę musiała pokazać swoje blizny. A na to nie byłam jeszcze gotowa. Wiedziałam, że w końcu będę musiała to zrobić, ale fizycznie nie mogłam sobie na to teraz pozwolić, więc zamknęłam oczy i odetchnęłam głębiej ostatni raz.
- Na plecach mam trzy blizny sprzed kilku lat i siniaki sprzed tygodnia. - powiedziałam z opanowaniem, którego nie spodziewałam się po moim głosie. Usłyszałam stukanie w klawiaturę.
- Jak wyglądają blizny i gdzie się znajdują? - zapytał. Otworzyłam oczy, ponawiając głębsze oddechy. Było mi niedobrze. Nigdy nie rozmawiałam na ten temat z nikim oprócz Alice. Teraz czułam uważny wzrok Erica i Wilsona na sobie, co sprawiało, że miałam ochotę uciec, rozpłakać się albo wyskoczyć przez okno. Ale starałam się nie zrobić ani jednej z tych rzeczy.
- Są okrągłe, ustawione w lini prostej na wysokości żeber po lewej stronie. - powiedziałam powoli, wpatrując się w swoje ręce.
- Papierosy? - zapytał Eric, co sprawiło, że gwałtownie podniosłam głowę, aby na niego spojrzeć. Przez szok nie odpowiedziałam na pytanie, co spowodowało, że on również na mnie spojrzał. - To nie jest moja pierwsza taka sprawa, Sophie. - powiedział, a ja po chwili przytaknęłam niechętnie.
CZYTASZ
Friable
RomanceKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
