Rozdział 42

1.7K 96 11
                                        

Sophie

Nie mogłam w to uwierzyć. To naprawę się udało. Po tylu latach ciągłego strachu, przemocy i marzeń o lepszym życiu byłam wolna. Madeline i Dan nie mogli się już do mnie zbliżyć, a co za tym szło, nie mogli mi już nic zrobić. Powtarzałam sobie to w głowie, patrząc na Alice, która na zmianę płakała przytulając się do mnie i Nicka, albo skakała i darła się wniebogłosy. Nie słyszałam, o czym mówiła przez piszczenie w uszach, które z sekundy na sekundę robiło się coraz głośniejsze. Miałam wrażenie, że znajduję się gdzieś daleko od nich. Widziałam, jak rozmawiają, uśmiechając się do siebie, ale nie wychwytywałam ani jednego słowa.

Przez chwilę wydawało mi się, że śnię i tak naprawę nic z tego nie wydarzyło się w prawdziwym życiu. To by wyjaśniało dziwne zawroty głowy i rozmazujący się obraz przede mną. Jednak gdy Lopez złapała mnie za ramiona i mną potrząsnęła, wszystkie otaczające mnie dźwięki zaczęły powoli do mnie docierać. Na początku usłyszałam, jak przyjaciółka znowu coś do mnie mówi. Dalej nie rozumiałam o czym, ale wychwytywałam pojedyncze słowa. Wilson podszedł do nas. Miał zmarszczone brwi, jakby martwił się, że coś jest nie tak. Skanował całą moją twarz, czekając chyba na jakąś moją reakcję. Nagle kontury ich sylwetek wyostrzyły się, a ja zobaczyłam ich wyraźne twarze. Dopiero po chwili poczułam dwie mokre ścieżki na moich policzkach.

- Sophie? - usłyszałam głos chłopaka. - Wszystko okej?

Przyglądałam się mu, zastanawiając się, jak odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony było lepiej niż okej. Właśnie dowiedziałam się, że jestem już bezpieczna. Mogłam wyjść z domu Nicka, nie trzęsąc się z przerażenia, że Madeline i Dan mnie porwą, gdy będę przechodzić przez ulicę. Mogłam wrócić z powrotem do pracy i na wykłady. Boże, mogłam zrobić co tylko żywnie mi się podobało. Ta myśl była uwalniająca. Z drugiej strony przede mną znajdowała się jeszcze długa droga. Rozprawy, które na mnie czekały, na pewno będą wykańczające. Jednak nie mogła dłużej się nad tym skoncentrować. Moja cała uwaga była skupiona na tym, jak łatwo mi się oddychało.

- Czuję się.. - zaczęłam cicho. - Dobrze.

Wypuściłam z siebie powietrze, czując, jak uśmiech sam formuje się na moich ustach. Jednocześnie po policzkach spłynęły kolejne łzy. Zaczęłam w głowię karcić samą siebie. Powinnam była pomyśleć o ciemnych stronach tego wszystkiego. Powinnam była przypomnieć sobie, że Madeline zawsze potrafiła znaleźć sposób na to, jak doszczętnie zniszczyć wszystkie moje plany i szczęście. Przecież już nie raz myślałam, że byłam wolna i za każdym razem ona wchodziła między mnie a moje poczucie bezpieczeństwa. Jednak nie mogłam nic poradzić na to, że tym razem czułam się inaczej. Bo tym razem było inaczej. Matka nie mogła nic zrobić z przyznanym jej zakazem zbliżania, a ja nie mogłam odpędzić się od wszechogarniającego mnie spokoju.

Nagle w pomieszczeniu zadzwonił telefon. Podniosłam wzrok i zauważyłam, jak Nick cały spięty próbuje wymacać użądzenie w kieszeniach spodni. Gdy zrozumiał, że to nie jego komórka, rozluźnił się. W tym czasie Alice zdążyła złapać za swój telefon. Nie odebrała, tylko przyglądała się wyświetlaczowi. Jej wyraz twarzy mówił mi, że bardzo mocno nad czymś myśli. Po chwili spojrzała na mnie na sekundę i rozłączyła połączenie.

- Coś się stało? - zapytałam, od razu oczekując najgorszego. Przecież wiedziałam, że nie mogło być aż tak dobrze.

- To tylko Grace. - powiedziała i odchrząknęła. - Od rana do mnie pisze. Wymyśliła na ostatnią chwilę, że powinniśmy się wszyscy dzisiaj przebrać, skoro w następnym tygodni jest Halloween. - dodała ciszej, ale zaraz spojrzała na mnie z powagą. - Nie przejmuj się, wymyślę coś, żebyśmy nie musiały iść. Wiem, że to jej urodziny, ale najważniejsza teraz jesteś ty. Powiem jej, że się rozchorowałaś i źle znosisz gorączkę czy coś i na pewno..

FriableOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz