- O mój boże, co to było? - usłyszałam Adamsa, który wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego, po czym rozglądnęłam się dookoła. Chłopak zaprowadził mnie z powrotem przed lożę.
- To znaczy? - zapytałam, dalej skołowana wydarzeniami sprzed chwili.
- Zakładam, że Wilson nie próbował znaleźć guza na twoim ciele, poprzez obmacywanie cię, więc chciałbym się dowiedzieć, co się do cholery stało.
- My.. - zacięłam się, dalej próbując sobie poukładać wszystko w głowie. - My chyba tańczyliśmy.
- Chyba? Co to ma znaczyć chyba? - wyrzucił ręce w górę.
- Tak mi się wydaje, nigdy nie tańczyłam z nikim w klubie.
- Co? - jego twarz wygięła się interesujący sposób. - Nie tańczyłaś nigdy z nikim? Nick był pierwszy?
- Tańczyłam wcześniej z mężczyznami, ale w bardziej klasyczny sposób. - powiedziałam, przystępując z nogi na nogę. - Myślisz, że to coś znaczyło? - zapytałam ciszej. Miałam już dość swojej niewiedzy. Wolałam wprost zapytać Willa mimo tego, że nie chciałam, aby domyślił się, co działo się w mojej głowie. On powinien wiedzieć, czy dla Wilsona był to zwykły taniec, a ja nie miałam siły na zgadywanie.
- A dla ciebie to coś znaczyło? - zapytał, uspokajając się. Szok w jego oczach został zastąpiony zainteresowaniem.
- Nie wiem. - skłamałam. Wiedziałam, co czułam przy nim, czy mi się to podobało czy nie.
- Możesz bardzo łatwo się dowiedzieć. - uśmiechnął się, po czym zarzucił rękę na moje barki i obrócił nami w stronę parkietu piętro niżej. - Zatańcz z kimś innym. Jeśli będziesz się bawiła tak samo dobrze, to znaczy że Nick jest ci obojętny. Przy okazji sprawdzimy jego reakcję.
- Z kim? Z tobą?
- Nie, ja nie mogę. Jesteśmy przecież przyjaciółkami, więc ze mną to nie zadziała. Musisz znaleźć sobie jakiegoś kawalera.
- Do tego będę potrzebowała większej ilości alkoholu. - powiedziałam, krzywiąc się. Ostatnim razem, gdy „znalazłam sobie kawalera" byłam o wiele bardziej pijana i wiedziałam, że na trzeźwo nie będę w stanie tego powtórzyć. Adams chyba rozumiał moją potrzebę, bo już ciągnął mnie w stronę loży.
- Emily, dwa drinki dla tej pani. - zawołał, przepuszczając mnie, abym pierwsza usiadła na kanapie.
- Robi się. - odpowiedziała blondynka i podeszła do baru.
Miałam złe przeczucie co do tego planu, ale musiałam się dowiedzieć, co się ze mną działo. Istniała szansa, że moja reakcja byłaby podobna przy kimś innym. Może w ogóle nie chodziło o niego. Może chodziło o kogokolwiek. Mogłam się domyśleć, że gdy w końcu dostanę upragnioną wolność, będę chciała doświadczyć wszystkiego, co omijało mnie przez większość lat mojego życia. To że Wilson był mężczyzną, z którym aktualnie byłam najbliżej, nie znaczyło, że od razu musiałam się na niego rzucać. Teraz mogłam wybrać sobie kogokolwiek tylko chciałam, skoro nikt nie zabraniał mi już niczego. Co prawda Nick był najbezpieczniejszą opcją, bo poznałam go na tyle, żeby wiedzieć, że nie jest psychopatą albo jakimś mordercą. Nie miałam tej pewności z kimkolwiek innym. Jednak jeśli miałam myśleć w taki sposób o wszystkim, równie dobrze mogłam nigdy nie uwalniać się od Madeline.
Dlatego gdy Moore postawiła przede mną dwie szklanki, od razu złapałam za jedną z nich. Pociągnęłam kilka łyków, krzywiąc się lekko. Nie było to za sprawą alkoholu, ponieważ wyczułam jego o wiele mniejszą ilość niż w poprzednim drinku. Emily musiała przesadzić tym razem z cytryną. Nie zrażając się, napiłam się jeszcze trochę.
CZYTASZ
Friable
Roman d'amourKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
