Rozdział 34

4.6K 148 41
                                        

Nick

Byłem pod wrażeniem, jak wiele rzeczy była w stanie zrobić na raz. Praktycznie biegała po całej kawiarnii sprzątając, odkładając książki na swoje miejsca, odbierając i zanosząc zamówienia. Była skupiona w stu procentach na każdym zadaniu i wyglądała, jakby urodziła się ze spieniaczem do mleka w ręce. Patrząc na nią, trudno było sobie wyobrazić, że kilkadziesiąt minut temu praktycznie trzęsła się ze strachu z obawy, że sobie nie poradzi.

Życzyłem jej wcześniej powodzenia, ale była tak zamyślona, że nie zarejestrowała tego, że coś do niej mówię. Przez chwilę myślałem, że celowo mnie ignoruje, ale gdy Alice musiała nią potrząsnąć, żeby Sophie się ocknęła i weszła z nią do środka, przestałem się o to martwić. Jednak gdy tylko Perez dostała pierwsze zadanie, którym było powykładanie nowych książek na regały, skupiła się na pracy, a jej obawy musiały zejść na drugi plan. 

Próbowałem nie gapić się na nią przez cały czas. Było mi ciężko, ale starałem sobie to wytłumaczyć tym, że nie miałem za dużo do roboty, czekając, aż cała reszta się pojawi. Nawet gdy na nią nie patrzyłem, to widziałem gdzie się znajduje i co robi. Miałem wrażenie, że kątem oka wychwytuje każdy jej najmniejszy ruch. Gdy wchodziła na zaplecze, liczyłem każdą sekundę w minutach, które tam spędzała.

Możliwe, że zachowywałem się dziwnie, ale czy mnie to obchodziło? Ani trochę. Patrzenie na nią sprawiało mi przyjemność. Obserwowanie, jak rozmawiała z klientami i co jakiś czas marszczyła brwi, uspokajało mnie w jakiś sposób. Na początku byłem ciekawy, co powodowało tą zmarszczkę między jej brwiami. Później podsłuchałem, jak prosi klientów, aby zamawiając używali nazw dań i napoi, ponieważ jest nowa i jeszcze nie zna menu. Po jakimś czasie przestała to robić. Wiedziałem, że domyśliła się, że może po prostu zapisać numery i później sprawdzić w kartach, co za nimi stoi. Widziałem frustracje, która malowała się na jej twarzy po tym odkryciu. Wyglądała na zirytowaną samą sobą. Znając ją trochę, mógłbym stwierdzić, że była zła, że marnowała tylko czas na zapisywanie nazw dań. Była jedyną osobą, która mogłaby być wkurzona na siebie, o marnowanie czasu w pracy, w którym mogła zrobić coś bardziej pożytecznego.

Był to drugi powód, dla którego usprawiedliwiałem obserwowanie jej. Intrygowała mnie i przez przyglądanie się jej, wydawało mi się, że poznaje ją lepiej. To albo byłem niezrównoważony psychicznie i po prostu podobało mi się obserwowanie ludzi. A dokładniej jej.

- Przysięgam, że jak jeszcze raz zobaczę cię obserwującego Sophie z tym swoim obleśnym spojrzeniem, zadzwonię na policję. - odwróciłem wzrok od blondynki za ladą i spojrzałem na Adamsa, który właśnie siadał na fotelu obok mnie. Czemu z nich wszystkich on musiał przyjść pierwszy?

- Gdzie jest reszta? - zapytałem, nie przejęty jego słowami. Wiedziałem, że miał racje, ale ignorowanie go i nie dawanie mu powodów do gadania głupot, było lepszą opcją, niż przyznanie mu jej.

- Emily i Grace palą na zewnątrz. Liam zaraz przyjedzie.

- Więc dlaczego uznałeś, że zostawienie dziewczyn i przyjście tu do mnie samemu jest dobrym pomysłem? - gdy tylko to pytanie opuściło moje usta, od razu go pożałowałem. Usta Willa rozciągnęły się w szerokim uśmiechu i już wiedziałem, że będę okropnie zmęczony naszą konwersacją.

- Dlatego, że zobaczyłem mojego ulubionego przyjaciela przez te wielkie okna, przyglądającego się mojej ulubionej przyjaciółce. - powiedział i odwrócił ode mnie wzrok. Zerknąłem za szatyna, żeby zobaczyć wielkie okna wychodzące na chodnik przed kawiarnią. Gdy z powrotem spojrzałem na Adamsa, on otwierał już usta, żeby krzyknąć do blondynki na drugim końcu pomieszczenia.- Sophie, podejdziesz na chwilkę?

FriableOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz