Nicolas
Cztery dni wcześniej.
Usiadłem na kanapie i spojrzałem na zegarek na swojej lewej ręce. Miałem około dwudziestu pięciu minut zanim Sophie wróci ze swojego codziennego spaceru. Zaczęła na nie wychodzić odkąd dowiedziała się, że Dan wrócił do Falmouth. Nie powiedziała mi tego, ale wiedziałem, że wcześniej bała się opuścić dom choćby na chwilę. Teraz uwielbiała to robić. Możliwe, że ze złych powodów. Czasami wychodziła na trzydzieści minut, a czasami na półtorej godziny, dlatego wiedziałem, że nie mogłem przewidzieć, kiedy wróci. Musiałem założyć najgorszy scenariusz, w którym nie mogłem zmarnować choćby minuty.
On też to wiedział, dlatego pojawienie się przed moim domem zajęło mu niecałe cztery minuty od jej wyjścia. Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi, odtworzyłem w głowie swój plan ten ostatni raz i ruszyłem w stronę wejścia. Gdy zobaczyłem go na progu, kiwnąłem do niego tylko na powitanie, zanim przepuściłem go w drzwiach. Spojrzałem na wyłączone kamery nad wejściem, które akurat dwa dni temu się zepsuły. Niefortunnie się złożyło, że firma, która ma się nimi zająć, przyjedzie dopiero jutro. Najbliższy termin. Tak mi powiedzieli.
- Gdzie ona jest? - zapytał, ściągając beżowy płaszcz w drodze do kuchni.
- Na spacerze. - powiedziałem, dołączając do niego. Mężczyzna usiadł na jednym ze stołków i spojrzał na mnie podejrzliwie, gdy obchodziłem wyspę. - Gdyby tu była, zdążyłaby uciec, zanim byś ją zobaczył. - prychnąłem, zgarniając z blatu w połowie pełną szklankę whiskey. - Wystarczyłoby twoje jedno głośniej wypowiedziane słowo.
- Mogłeś się podzielić ze mną tą informacją. - powiedział, zwężając brwi. Spojrzałem na jedną z nich, zauważając bliznę, której powodem byłem. Wyglądała podobnie do tej, znajdującej się na nosie.
- Nie widziałem w tym sensu. Wystarczyło, że wiedziałeś, jak mało czasu mamy. - powiedziałem i pociągnąłem łyka ze szklanki. Dan przełknął, nie odrywając ode mnie wzroku. - Whiskey? - zapytałem, podnosząc delikatnie brew.
- Pewnie. - odpowiedział, rozluźniając się. Odwróciłem się do szafki nad blatem i wyciągnąłem z niej szklankę i prawie pełną karafkę. - Jak długo jeszcze moja księżniczka będzie cię wykorzystywać? Ma w ogóle w planach wyprowadzkę? - zapytał, wypuszczając z siebie cichy śmiech przy drugim pytaniu. Również się zaśmiałem, napełniając szklankę do połowy.
- Pewnie nie. - odpowiedziałem i odwróciłem się do niego, aby podać mu whiskey. - Będziesz ją musiał stąd zabrać siłą. - mruknąłem. Mężczyzna od razu wypił cała jej zawartość i odstawił puste szkło na wyspę.
- Z wielką przyjemnością. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. - Skoro o tym mowa, kiedy wróci? - zapytał, poluzowując krawat i rozglądając się dookoła.
- Lada chwila. - odpowiedziałem, przyglądając się mu uważnie.
Nie miałem pojęcia, jakim cudem udało mi się go namówić, na to wszystko. Wiedziałem, że bardzo mu zależało na tym, aby móc ponownie położyć swoje ręce na Sophie, ale nie sądziłem, że będzie on aż tak zdesperowany, aby całkowicie postradać zdrowe zmysły. Innego wytłumaczenia nie miałem na jego zachowanie. Trzeźwo myślący człowiek nigdy nie zgodziłby się na ani jedną rzecz, którą mu zaproponowałem. Nikt nie uwierzyłby w moje dobre intencje w tej sytuacji.
- Domyślam się, że wybrała sobie największy pokój, jaki był dostępny. - zaśmiał się, po czym nagle spoważniał. - Czy może śpicie sobie razem? - zapytał, wbijając we mnie przenikliwe spojrzenie.
CZYTASZ
Friable
RomanceKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
