Dwa tygodnie później.
Odcień trawy, na której stałam, przypominał mi krawat misia, którego dostałam na piąte urodziny od taty. Gdy mi go dał, prawie się popłakałam, bo oczekiwałam jakiejś lalki, albo chociaż pluszaka, który byłby dziewczynką. Myślałam, że zapomniał o moich urodzinach i kupił pierwszą lepszą rzecz w najbliższym sklepie. Tata wytłumaczył mi wtedy, że krawat należał do niego, a ten miś będzie mnie chronił, tak jak on to robił. Uwielbiałam tego pluszaka. Nosiłam go ze sobą wszędzie, zwłaszcza po śmierci taty, dopóki któregoś dnia po prostu nie zniknął. Madeline próbowała mi wmówić, że musiałam go zgubić, ale ja wiedziałam, że to ona mi go zabrała.
Tak jak tamten krawat trawa była ciemna i kontrastowała z śnieżnobiałym marmurem, z którego była wykonana płyta nagrobku, kilkadziesiąt metrów przede mną. Nie odrywałam od niej wzroku, odkąd znalazłam się na cmentarzu. Teraz bacznie obserwowałam, jak centymetr po centymetrze coraz bardziej ogranicza dopływ światła do wnętrza grobu. Nie widziałam, jakiego koloru była trumna. Stałam za daleko, żeby zobaczyć choćby jej skrawek, a przyszłam już po jej opuszczeniu.
Ludzie zgromadzeni dookoła wydawali się bardziej spięci niż smutni. Nikt nie płakał, a z daleka miałam wrażenie, że wszyscy zgodnie starali się nie drgnąć nawet najmniejszym mięśniem. Jakby czekali w gotowości na to, że Dan jeszcze stamtąd wypełźnie. Chyba nie tylko ja miałam go za karalucha, którego nie mogłam się pozbyć.
Jednak różnica między nimi a mną była znacząca. Ja pojawiłam się tu, aby upewnić się, że Richards naprawdę nie żył i Nick nie wmawiał mi żadnej bajki, żebym raz na zawsze poczuła się bezpiecznie. Oni przyszli na pokaz, aby udowodnić innym, że cokolwiek obchodzi ich śmierć Dana, że pozostali lojalni do samego końca. Ich cały świat stworzony był z pozorów i iluzji. Prawda była skrajnie inna.
Wiedziałam, że niektórzy nawet się cieszyli. Władza, którą ten człowiek miał nad nimi, była ogromna, a jego śmierć uwolniła ich od zobowiązań. Do czasu aż nie pojawi się ktoś nowy. Mogłam sobie tylko wyobrazić rzeź, która rozpocznie się wraz z opuszczeniem przez wszystkich cmentarza. Zaczną tworzyć się nowe plany, przyjaźnie i wrogowie, a ten cyrk zatoczy koło. Chyba że ktoś je przerwie, w co mocno wątpiłam. Społeczeństwo w Falmouth nie potrafiło funkcjonować inaczej niż w chorej hierarchii, napędzanej nadużyciami. Przynajmniej ja nigdy nie doświadczyłam innego stanu rzeczy.
Gdy płyta znalazła się na swoim miejscu, odczekałam kilka minut, obserwując, jak ludzie zaczynają po kolei układać na niej wieńce, po czym opuściłam cmentarz, nie oglądając się za siebie.
Wracając do swojego rodzinnego domu, miałam wrażenie, że przechodzę przez miasto duchów. Wszystkie ulice były puste, a jedynym dźwiękiem, który towarzyszył mi w trakcie spaceru, było szeleszczenie liści pod moimi butami. Przez ostatnie dziesięć minut minęłam jedną osobę, ale biorąc pod uwagę dzisiejszą pogodę nie było to dziwne. Co jakiś czas słońce wychodziło zza chmur, ale zimny, porywisty wiatr skutecznie zniechęcał do wystawienia choćby jednej nogi zza drzwi.
Przechodząc przez ulice, które kiedyś mijałam niemal codziennie, poczułam dziwną nostalgię. Nigdy nie cofnęłabym się w czasie, aby móc przeżyć choćby nawet jeden dzień sprzed mojej wyprowadzki z Falmouth, ale teraz czułam niczym nieusprawiedliwiony spokój. Coś znajomego w każdym zakręcie, równej kostce w chodniku i pojedynczych drzewach sprawiało, że oddychałam swobodniej. Pamiętałam, że prawie za każdym razem, gdy w przeszłości pokonywałam tę drogę, bałam się tego, co będzie mnie czekać w domu. Prawie za każdym razem po śmierci taty.
Zanim go straciłam, byłam szczęśliwa, a to miasto było moim domem. Nie miałam zbyt wielu wspomnień z tamtego okresu, ale jego uśmiech i opieka, którą mnie otaczał, były czymś czego nigdy nie zapomnę. Pewnie dlatego teraz czułam, że mogłam odpuścić sobie stres związany z powrotem. Już nie miałam czego się obawiać, a pamięć o tacie pozwalała mi spojrzeć na te ulice z uśmiechem.
CZYTASZ
Friable
RomanceKażdy uwielbia słońce. Kojarzy się ono ze szczęściem, a jego blask i ciepło jest czymś, za czym ludzie tęsknią, kiedy go zabraknie. Słońca nie obchodzą ludzie. Słońce świeci dla samego siebie. Ona była bardziej jak rażąca lampa. Świeciła wtedy kiedy...
