Rozdział 33

5.2K 144 27
                                        


Godziny na uczelni przelatywały mi przez palce i nie wiedziałam, w którym momencie skończył się ostatni wykład tego dnia. Od rana modliłam się, żeby minuty jakimś cudem miały dzisiaj więcej sekund i żebym nie musiała wychodzić z tego budynku. Niestety Pan Davies zakończył wykład o równej czternastej, co oznaczało, że do rozpoczęcia mojej próbnej zmiany w kawiarni mamy Grace została niecała godzina. Przez cały weekend nie myślałam o niej, a gdy Alice przypomniała mi o tym dzisiaj rano, zdałam sobie sprawę z tego, że w ogóle się nie przygotowałam. Wiedziałam na czym będzie polegać moja praca, ale nie przetrawiłam tego w mojej głowie.

Zazwyczaj gdy w moim życiu szykowała się jakaś większa zmiana, spędzałam godziny rozkładając na czynniki pierwsze możliwe scenariusze, oswajając się z każdym z nich. Pierwsza praca była wielką zmianą w moim życiu, a ja nie spędziłam ani minuty nad przygotowaniem się do niej mentalnie, aż do dzisiejszego poranka. Świadomość tej sytuacji sprawiała, że odchodziłam od zmysłów. Byłam w stanie myśleć tylko o najgorszych scenariuszach dzisiejszego dnia. Wszystko wypadało mi z rąk, nie mogłam skupić się na żadnym z wykładów i wpadałam na innych, zbyt zamyślona, by patrzeć przed siebie na korytarzach. Bałam się, że nie zdążę się uspokoić, zanim dotrzemy do kawiarni. Miałam dość siebie i swojego stanu.

Gdy stanęłam przed drzwiami wyjściowymi z uczelni, musiałam odczekać chwilę, zanim przez nie przejdę. Odciąganie w czasie rzeczy, na które nie byłam gotowa, miałam opanowane do perfekcji. Zawsze znalazła się jakaś wymówka, żeby poczekać jeszcze chwilę. Tym razem nie mogłam sobie pozwolić na taką przyjemność. Gdybym spóźniła się, albo w ogóle nie zjawiła, mogłabym pożegnać się z pracą, której panicznie potrzebowałam. Dlatego wzięłam głęboki wdech i wyszłam z uczelni na parking.

Od razu zauważyłam czarnego Jaguara i Alice z Nickiem stojących przy nim. Wilson jakby wyczuł, że na nich patrzyłam, odwrócił się w moim kierunku. W jego ślady poszła Lopez, przez co już nie mogłam wrócić się do środka i zamknąć w łazience. Zaczęłam iść w ich kierunku, czując ciężki wzrok tej dwójki na sobie. Gdy stanęłam przed nimi, Alice zamknęła mnie w mocnym uścisku. Odwzajemniłam go lekko zaskoczona.

- Wszystko okej? - zapytałam, a moje słowa przytłumiło ramie dziewczyny.

- Tak. - westchnęła, odsuwając się, żeby na mnie spojrzeć. - Tylko dalej nie otrząsnęłam się po wczorajszym.

Uśmiechnęłam się, czując, jak moje policzki się nagrzewają. Lopez opowiedziała mi rano o tym, jak odchodziła od zmysłów poprzedniego dnia, kiedy nie mogła mnie znaleźć. Prawie zapadłam się pod ziemię, kiedy doszła do momentu znalezienia mnie, śpiącej sobie smacznie na kolanach Wilsona. Nie wiedziałam w którym momencie zasnęłam, ale czując na sobie jej ciekawski wzrok kilka godzin wcześniej, żałowałam każdej minuty spokojnego snu. Nie pytała się jeszcze, jak do tego doszło, ale wiedziałam, że napewno niedługo to zrobi.

Słysząc ciche prychnięcie Nicka, obydwie odwróciłyśmy się w jego stronę. Chłopak właśnie deptał niedopałek papierosa, uśmiechając się lekko do swoich butów.

- To na prawdę nie jest śmieszne. - powiedziała lekko podirytowana Alice. - Mogłam serio zadzwonić na policje.

- Jasne że nie jest śmieszne. - odpowiedział kpiąco, spoglądając na nas z dalej widocznym uśmiechem. - Nogi do teraz mnie bolą.

- Dobra, może jest trochę śmieszne. - przyznała niechętnie.

- Dalej nie rozumiem, jak doprowadziłaś się do takiego stanu paranoi.

- W tamtym momencie miało to sens.

- Na pewno. - prychnął.

- Te wszystkie rzeczy, w których nam pomagałeś i to że chciałeś, żebyśmy przeprowadziły się do ciebie, były wtedy bardzo podejrzane. - zwęziła oczy.

FriableOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz