Mieliśmy spotkać się z Kylianem przed hotelem zaraz po śniadaniu. Zarzuciłam na siebie sportowy komplet z krótkimi spodenkami, by nie rozpłynąć się w pierwszych dziesięciu minutach spaceru. Na głowę założyłam czapkę z daszkiem, a na nosie wylądowały najnowsze okulary przeciwsłoneczne od Celine. Przebierałam z nogi na nogę w oczekiwaniu na francuskiego napastnika. Nerwowo zerknęłam na zegarek zauważając, że spóźnienie Mbappe wynosi już ponad 10 minut. Skupiłam wzrok na pięknym Bentleyu w butelkowo zielonym kolorze. Oczywiście nie narzekałam na porsche cayenne, którym dysponowałam w Warszawie, jednak stojący trzy metry ode mnie samochód zrobił na mnie zdecydowanie większe wrażenie. A gdy z jego środka wyłonił się ciemnoskóry piłkarz, szczęka opadła mi prawie do podłogi.
- przepraszam za spóźnienie. Pierwsza wypożyczalnia nawaliła i chcieli mi wcisnąć Cayenne
- no faktycznie tragedia. Kto by jeździł Cayenne?! - teatralnie wywróciłam oczami
- a Ty prowadzisz? Jaki masz samochód?
- Porsche
- o, jakie?
- Cayenne - powiedziałam próbując zachować powagę, i patrząc mu głęboko w oczy podeszłam do samochodu, chcąc otworzyć drzwi. W ostatniej chwili poczułam jednak na łokciu mocne szarpnięcie, i czując jak obraca moje ciało w swoją stronę, zostałam przyparta do karoserii. Sprawdzając otoczenie rozejrzał się dookoła, by po sekundzie obdarzyć moje usta szybkim pocałunkiem - Kylian! Nie jesteśmy w pokoju, ktoś nas może zobaczyć - odepchnęłam go lekko, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Porsche Cayenne to od minuty mój ulubiony samochód! Muszę sobie zamówić kilka sztuk! - wydusił rozbawiony, i po upewnieniu się, że usiadłam już na miejscu pasażera zamknął drzwi i obchodząc samochód znalazł się za kierownicą
- wiesz co? Nie musisz kupować sobie Cayenne, mam lepszy pomysł. Weź sobie moje i daj mi Bentleya! - pokazałam mu język - gdzie jedziemy?
- wieczorem organizujemy z chłopakami ognisko, jeśli miałabyś ochotę przyjść. A teraz to niespodzianka.
- Kylian, nie znoszę niespodzianek! Powiedz mi! A ognisko może być.
- nie zamierzam, ale myślę, że Ci się spodoba - całą drogę nie dał się wyprowadzić z równowagi. Całą godzinę podróży chwytałam się wszystkiego, by tylko powiedział mi gdzie mnie zabiera
- no dobra, pass. Obrażam się! - poczułam na udzie ciepło jego dłoni, a moje bojowe nastawienie natychmiast zmalało. By jednak nie poczuł się zbyt pewnie, zrzuciłam rękę, odwracając się w stronę okna - no chyba, że mi powiesz. Wtedy nie będę obrażona, i będziesz mógł trzymać sobie rączkę - pokazałam szereg białych zębów, teatralnie trzepocąc rzęsami. Zagryzł wargę, wciąż jednak skupiony na drodze tylko głośno zaśmiewał się co jakiś czas.
- jesteśmy na miejscu! - przyklasnął w dłonie - wychodzisz, czy po tym całym monologu jak już chciałabyś wiedzieć gdzie jesteś, spędzisz ten czas w samochodzie z przyciemnianymi szybami?- nie znam tu wielu miejsc, ale o tej promenadzie słyszałem same dobre słowa - powiedział, podając mi rękę bym wysiadła. Gdy stanęłam na nogi moim oczom okazała się promenda przy samej wodzie, z widokiem na wszystkie najbardziej nowoczesne, i najwyższe budynki widzianego z daleka Dubaju
- wow. Trochę mnie zatkało, pięknie tu. Myślisz, że znajdziemy jakieś miejsce gdzie będziemy mogli zjeść lunch przy samym morzu?
- no nie wiem, takie rzeczy chyba trzeba rezerwować - powiedział, tajemniczo na mnie patrząc - chodź już, albo przerzucę Cię przez ramie i będziesz to wszystko oglądała do góry nogami
CZYTASZ
Lost in the reality
FanfictionOn, wyjeżdżając na Mistrzostwa Świata wewnętrznie borykał się z problemami. Skrzywdzony przez los zakładał na siebie maskę bufona. Ona nie miała w życiu łatwo. Toksyczny ojczym, niejednokrotnie przekraczający powszechnie przyjęte granice zmienił ją...