...
Od dawna zdawał sobie sprawę z tego, co się działo. Mimo tej świadomości starał się tłumić to, co czuł. Wychodziło mu to naprawdę nieźle aż do pewnego momentu.
Doskonale pamiętał uczucie, które zawładnęło nim, kiedy ona z uśmiechem na ustach rozmawiała z niewiele starszym od siebie chłopakiem, którego postanowił ułaskawić. Wiedział, że nikt nie zrobił nic, o co naprawdę mógł być zły. Nie zbliżył się do jego żony bliżej niż było to konieczne, w żaden sposób jej nie dotknął, a mimo to nadal czuł palącą zazdrość, która wtedy wypełniała jego ciało. Przed oczami cały czas miał przed oczami wspomnienie jej radości, gdy rozmawiała z ludźmi, którzy najwidoczniej dużo dla niej znaczyli. Na pierwszy rzut oka było widać, że te osoby nie były dla jego żony tylko ludźmi ojca.
Było to coś, co nie pozwalało mu zapomnieć o tej scenie. Mimowolnie zaczął się zastanawiać czy były jakiekolwiek szanse na to, aby mając wybór, ona z własnej woli zostałaby przy nim. Oczywistym był fakt, że nie miała takiej możliwości, aby o tym zadecydować, ale nadal czuł dziwny uścisk w sercu za każdym razem, gdy uświadamiał sobie, że w innej sytuacji nigdy by go nie wybrała. Z tyłu głowy głos, który uświadamiał go, że dla niej on już najpewniej na zawsze zostanie potworem, któremu została sprzedana.
Zacisnął usta w cienką linię mocniej chwytając trzymany w rękach kubek z kawą. Wbił wzrok w łysego kota wylegującego się na jednym z dużych drapaków rozmieszczonych po całym domu.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że to coś równocześnie jest łyse i nazywacie to kotem - dobiegł do niego głos brata, który tego dnia postanowił ich odwiedzić.
- Cóż myślę, że skoro przez tyle miesięcy nie zdołałeś tego ogarnąć to raczej nie ma już szans, że w twoim mózgu jest więcej niż dwie szare komórki – mruknął brunet, mając serdecznie dość swojego brata.
Wszystkie myśli kłębiące się w jego głowie skutecznie popsuły mu humor, przez co nawet ich zwyczajowe przepychanki słowne nieziemsko go irytowały.
- Dobra, o chuj chodzi. Widzę, że coś jest nie tak – rzucił Lochlan siadając na fotelu naprzeciwko niego – pozwól, że zmienię profesję i zmienię się w psychologa.
- Nieważne – stwierdził Lothair, wzruszając ramionami.
- Chodzi o coś z Az? Widziałem ją i wręcz promieniuje szczęściem, więc coś się jednak musiało stać.
- Powiedziałem, że to nieważne – rzucił jeszcze bardziej rozdrażniony brunet, mrużąc oczy.
- Nie wygląda na takie
- Kurwa, czy ty nie mógłbyś kiedykolwiek posłuchać, co ktoś do ciebie mówi? – Zapytał starszy z braci gwałtownie odstawiając kubek na stojący nieopodal stolik.
Lochlan uśmiechnął się w swój specyficzny sposób, po czym wzruszył ramionami.
- Więc chodzi o coś związanego z Azurrą – tym razem szatyn stwierdził oczywisty fakt – Gdyby to były interesy to byś mi powiedział. Raczej się nie pokłóciliście, bo na nią też by to wpłynęło.
- Nie chodzi o Azurrę tylko o mnie – skapitulował w końcu Lothair wiedząc jak uparty potrafi być jego brat. Domyślał się, że nawet, jeżeli przyłożyłby mu teraz do głowy pistolet i kazał wyjść z domu i on i tak nie poddałby się w swoim dochodzeniu.
- Wyznałeś jej w końcu, że się zakochałeś, a ona cię całkowicie odrzuciła? – Zapytał Lochlan, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
CZYTASZ
Promesso
RomanceMiała sześć lat gdy padła decyzja o wydaniu ją za mąż. Wszystkie lata swojej młodości spędziła pośród marmurowych ścian portugalskiej willi ze świadomością, że została sprzedana siedem lat starszemu mężczyźnie. Mężczyźnie, który w przyszłości miał z...
