Ciutkę spóźniony walentynkowy rozdział się melduje.
Ps.: Słodko będzie Vi.
Jej noce mijały w dwa sposoby. Zwykle budziła się po kilku godzinach snu męczona koszmarem. Nigdy później nie udawało jej się zasnąć, więc spędzała ten czas na leżeniu nieruchomo w ciemności starając się za wszelką cenę nie obudzić bruneta. Nienawidziła tych godzin, gdy w jej głowie było zbyt wiele miejsca na nadmierne myślenie. Zawsze wbrew sobie przywoływała do siebie okropne wspomnienia, analizowała swoje koszmary i poszczególne sytuacje ze swojego życia. Napędzało to jej okropny humor i samopoczucie, ponieważ nigdy nie dochodziła do pozytywnych wniosków.
Rzadziej udawało jej się przespać całe noce, jednak nadal wybudzała się wtedy wcześniej niż było to konieczne. Mimo wszystko takie noce sprawiały, że w końcu mogła się wyspać bez zbędnych myśli i wspomnień.
Niestety takie sytuacje także miały dla niej swoje minusy. Tak jak dziś, gdy obudziła się na kilkanaście minut przed godziną szóstą rano, wtulona w ciało swojego męża. Czuła jak obejmował przez sen jej talię, gdy ona większą częścią swojego tułowia leżała na mężczyźnie niżeli na łóżku. Miała twarz wtuloną w jego klatkę piersiową i idealnie była w stanie wyczuć miarowe oddechy i uderzenia serca, a także ciepło bijące od jego sylwetki. Ich nogi splątały się, a jedna z jej rąk wylądowała na jego brzuchu.
Przymknęła oczy wzdychając, wiedziała, bowiem, że wydostanie się z objęć mężczyzny tak żeby go nie obudzić będzie ciężkie. Jednak z jakiegoś irracjonalnego strachu nie chciała pozostawać w takiej pozycji, gdy on mógł się w każdej chwili obudzić. Nie miała pojęcia jakby zareagował gdyby zobaczył, że to najpewniej ona przez sen zainicjowała ich dotyk, którego on mógł nie być świadomy.
Odsuwała się tak za każdym razem, gdy tylko odkryła, w jakiej pozycji się znajdowali i miała nadzieję, że Lothair naprawdę nie miał o niczym pojęcia. Nie chciała denerwować go jeszcze bardziej, a ostatnie dni zdawały się być wystarczająco ciężkie.
Miała wrażenie, że w powietrzu wisiało jakieś zagrożenie. Każdy zdawał się być niecierpliwym i chętnym do walki, a sam jej mąż znikał na całe dnie w gabinecie i chodził czymś utrapionym. Ona sama czuła się winna tego wszystkiego, bowiem zaczęło się to, gdy postanowiła wyjawić prawdę o większości rzeczy, które działy się w Portugalii.
Wiele razy przeklinała sama siebie, wyrzucając sobie, że gdyby od początku siedziała cicho to nic by się nie działo, a teraz sama żyła w ciągłym stresie. Lothair miał przecież mnóstwo powodów, aby oddać ją ojcu, zdołała się przekonać, że mimo tego wszystkiego, co robił był naprawdę dobrym człowiekiem, ale nie mogło to wpływać na umowę.
Umowę, którą złamał Salvador, którą złamała ona.
Była świadoma tego, że jest winna tego wszystkiego i te myśli nie należały do przyjemnych. Wiedziała, że gdyby teraz wróciła do ojca nie dałaby rady, domyślając się, że zostałaby wydana za mąż po raz kolejny, albo stałaby się prywatną zabawką swojego ojca i jego kolegów.
Bardzo tego nie chciała. Zdążyła się już przyzwyczaić do wolności – może nie całkowitej, bo na to nie była w stanie się odważyć, ale chociaż takiej częściowej – która towarzyszyła jej, od kiedy przyleciała na Sycylię, a także do ludzi i wszystkiego co ją otaczało.
I z dziwnym uczuciem w sercu była w stanie powiedzieć, że przywiązała się do mężczyzny, za którego zmuszona była wyjść.
Westchnęła przenosząc wzrok na śpiącego bruneta. Wiedziała, że jej czas jest ograniczony, więc delikatnie próbowała się wyswobodzić tak, aby wrócić na swoją część łóżka. Zamarła jednak po chwili czują jak dłoń spoczywająca na jej talii mocniej się zaciska, a Lothair wydaje z siebie ciche mruknięcie.
CZYTASZ
Promesso
RomansaMiała sześć lat gdy padła decyzja o wydaniu ją za mąż. Wszystkie lata swojej młodości spędziła pośród marmurowych ścian portugalskiej willi ze świadomością, że została sprzedana siedem lat starszemu mężczyźnie. Mężczyźnie, który w przyszłości miał z...
