45

257 14 1
                                        

* 15.08. Dubaj*
Louis POV
Obudziłem się rano z uśmiechem na ustach. Wstałem i skierowałem się w stronę kuchni.
-Dzień dobry- powiedziałem wchodząc do pomieszczenia.
-Dzień dobry.
-Mmm kawa.
-Zaraz będzie jajecznica- po chwili na talerzu przede mną pojawiła się jajecznica z tostami.
-Nie powiem... bardzo dobra.
-Cieszę się- po zjedzeniu śniadaniu  zacząłem sprzątać ze stołu.
-Dziś też mam wywiad więc widzimy się wieczorem.
-Tak.
-Już tęsknię.
-Ja też.
Dziewczyna wyszła z apartamentu.
Tak już nie musicie się domyślać to nie moja siotra, koleżanka, kuzynka to moja kochanka. Śpimy ze sobą od 8 miesięcy. Jest zajebista w łóżku. Wiem to zdrada ale mam zamiar powiedzieć Case. Ale dopiero jak się zobaczymy. Nie chce robić tego przez telefon to było by podłe.

Casandra POV
Wróciłam z sesji, zawiozłam Mike do mamy i zaczęłam się szykować ma spotkanie z Niallem.
Wykąpałam się, ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż, byłam rano u kosmetyczki na paznokciach i wosku więc to mam z głowy. Ubrałam się w (media)

Zeszłam na dół gdzie czekała taksówka i podałam adres który był przy kwiatach

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Zeszłam na dół gdzie czekała taksówka i podałam adres który był przy kwiatach. Po 16 minutach jazdy byłam na miejscu.
Taksówka zatrzymała się w miejscu którego nigdy wcześniej mieszkając w Lodnynie nie znałam. Był malutki park z altankami, nie było za wiele ludzi.
Wyszła z pojazdu rozglądając się za blondynem. Chłopak pojawił się nagle z nikąd i wręczył mi jedną białą róże (jak na naszej pierwszej randce).
-Dziękuję- chłopak się tylko uśmiechnął.
Był ubrany w czarne spodnie i do tego białą koszulę rozpiętą na trzy pierwsze guziczki i marynarkę . Jego grzywka była postawiona jak zwykle. Wyglądał po prostu wspaniale co tu więcej mówić.
-Wyglądasz wooo pięknie- powiedział a ja się chyba zarumieniłam.
Szłam z chłopakiem pod rękę przez wąskie ścieżki parku, aż dotarliśmy do białej altanki. W środku był rozłożony koc i koszyk.
Przez resztę wieczoru gadaliśmy, jedliśmy, śmiejąc się.
O 22:10 zadzwoniła moja mama. Odebrałam:
-Case?!
-Tak mamo ?
-Mike mi się dusi jedziemy do szpitala.
-Gdzie ?!!
- Do zachodniego.
-Już jadę.
Rozłączyłam się.
-Niall Mike się dusi jedze z mamą do szpitala musimy jechać.
-Co jak to ?! - łzy zebrały mi się do oczu. Chłopak szybko ze mną pobiegł do samochodu i pojechaliśmy do szpitala.
Weszliśmy we wskazane miejsce przez pielęgniarkę.
-Mamo jak to się stało ?!- podbiegłam do niej.
-Nie wiem, nagle zaczął się dusić w czasie zabawy.
-Jezus Maria- usiadłam i zaczęłam płakać. Byłam bezsilna, przerażona. Obok mnie usiadł Niall i przytulił do siebie. Jak ja dziękuję że jest teraz przy mnie.

Niall POV
Siedzieliśmy w szpitalu nic nie wiedząc przez godzine aż w końcu wyszedł lekarz z sali.
-Doktorze co z naszym dzieckiem?!?!?- podbiegłem.
-Stan jest ciężki ale stabilny.
-Kiedy będziemy mogli do niego wejść ? - zapytała.
-Jeszcze nie wiem.
-A co się stało ?
-Najprawdopodobniej ktoś mu coś podał co może być trucizną. Zagraża życiu. Gdyby nie szybka relacja babci mogło by być za późno. Muszą to państwo zgłosić na policję.
-O Jezu...- lekarz poszedł a dzieczyna zaczęła płakać.
-Spokojnie Case. Damy radę- przytuliłem ją do siebie.
-Niall ktoś próbuje zabić nam dziecko. Jak mam być spokojna.
-Jestem przy Was i nie pozwolę na to- staliśmy przytuleni do siebie z 15 minut.
-Kto był u Pani w domu w ciągu ostatnich dwóch dni ? - zapytałem mamę Casa.
- Casa,  Harry, mój mąż, moja przyjaciółka Lena i chyba tyle.
-Zadzwonię po policję.
Po 30 minutach przyjechał radiowóz.
-Dzień dobry komisarz Lucas Hawkins- przedstawił sie- a to posterunkowy Martin Wilson.
-Dzień dobry Niall Horan a to Casandra Styles.
-Miło mi, Panie Horan prosze powiedzieć co się stało.
-Byłem z Case na spacero-kolacji gdy zadzwoniła do nas matka dziewczyny i powiedziała że jadą do szpitala bo mały się dusi.
-Mały ?
-Michael Horan masz syn w listopadzie będzie miał 3 lata.
-Dobrze, dalej.
-Przyjechaliśmy to dwie godziny temu i wiemy tylko że możliwe jest a prawie pewne że ktoś podał chłopakowi truciznę. Gdyby nie szybka reakcja by zginął.
-Dobrze. Mają Państwo podejrzenia ?
-Nie.
-Kiedyś zdarzały się podobne sytuacje?
-Nie. A tak ponad dwa lata temu Case dostawała anonimy. Ale skończyły się po zmianie numeru.
-Dobrze wszystko sprawdzimy. A czy Pani mogła by z nami pojechać na komisariat by złożyć zeznania ze zdarzenia ?
-Tak - mama Case poszła z komisarzem i jego kolegą.
-Case wszutsko będzie dobrze. Wszystko się ułoży.
-Mam nadzieję. Jezuu mój synek właśnie siedzi sam w tej sali.
-Poszukam lekarza zapytam się go czy możesz na chwilę wejść- podszedłem do lekarza- możemy na chwilę wejść do naszego syna?
-Na chwilę na 3 minuty i ani minuty więcej.
-Dziękuję, chodzę Case możemy na chwilę wejść.
-Dzięki bogu- weszliśmy do sali. Na małym dziecięcym szpitalnym łóżku leżał masz mały blady Mike- jezu dziecko- dziewczyna podeszła do łóżka i usiadła na jego rogu- wróć do nas słonko- chłopczyk leżał nieruchamo z zamkniętymi oczkami.
-Case- dziewczyna złapała chłopca za dłoń.
-Zimna...
-Case chodź już lepiej- delikatnie odciągnąłem ją od łóżka i zabrałem ją z sali.
-Niall ja się tak boje- powiedziała patrząc mi w oczy.
-Ciii spokojnie - płakała a ja nic nie mogłem zrobić. Przytuliłem ją do siebie.
-Ja nie wiem co zrobie jak mu sie coś stanie.
-Nic mu się nie stanie.
-Ale jak...
-Nie ma żadnego ale... On wyzdrowieje i za parę dni będziemy się już z nim bawić w ogrodzie.
-Dziękuję że jesteś ze mną- powiedziała i mnie przytuliła.
-Nie wyobrażam sobie by mnie miało tu nie być.
-Ja też nie ale wolałbym żeby Mike tu nie było żeby leżał sobie w łóżeczku ale w domu.
Siedziąc na korytarzu bez żadnej informacji o Mike, Case zasnęła mi na ramieniu. Siedzimy tu już ponad cztery godziny. Mama Case jak wróciła z komisariatu posiedziała i poszła do domu ponieważ jest już bardzo późno dochodzi 3. Przykryłem Case moją marynarką, z jej stóp zjąłem szpilki bo wiem jakie to nie wygodne, i patrzyłem na jej spokojną twarz.
Tak bardzo ją kocham
Lekarze przez noc biegali między salami nadal nic nie mówiąc. Siedziałem i wpatrywałem się w moją księżniczkę. Spojrzałem na jej dłoń nadal miała bransoletkę i pierścionek ode mnie. Uśmiechnąłem się na myśl o naszych wspólnych chwilach. Ale no tak ona teraz jest z Louisem. A właśnie gdzie on jest ...

****
Rozdział nie sprawdziony przepraszam
Karolina

I'm a princess, but without the prince~Niall HoranOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz