Casandra siedamnastoletnia blondynka znana z najróżniejszych zawodów tanecznych ale nie tylko, siostra jednego z członków najbardziej znanego zespołu na świecie One direction.
Niall dziewietnastoletni członek zespołu,pozna siostrę swojego przyjaciel...
* 15.08. Dubaj* Louis POV Obudziłem się rano z uśmiechem na ustach. Wstałem i skierowałem się w stronę kuchni. -Dzień dobry- powiedziałem wchodząc do pomieszczenia. -Dzień dobry. -Mmm kawa. -Zaraz będzie jajecznica- po chwili na talerzu przede mną pojawiła się jajecznica z tostami. -Nie powiem... bardzo dobra. -Cieszę się- po zjedzeniu śniadaniu zacząłem sprzątać ze stołu. -Dziś też mam wywiad więc widzimy się wieczorem. -Tak. -Już tęsknię. -Ja też. Dziewczyna wyszła z apartamentu. Tak już nie musicie się domyślać to nie moja siotra, koleżanka, kuzynka to moja kochanka. Śpimy ze sobą od 8 miesięcy. Jest zajebista w łóżku. Wiem to zdrada ale mam zamiar powiedzieć Case. Ale dopiero jak się zobaczymy. Nie chce robić tego przez telefon to było by podłe.
Casandra POV Wróciłam z sesji, zawiozłam Mike do mamy i zaczęłam się szykować ma spotkanie z Niallem. Wykąpałam się, ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż, byłam rano u kosmetyczki na paznokciach i wosku więc to mam z głowy. Ubrałam się w (media)
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Zeszłam na dół gdzie czekała taksówka i podałam adres który był przy kwiatach. Po 16 minutach jazdy byłam na miejscu. Taksówka zatrzymała się w miejscu którego nigdy wcześniej mieszkając w Lodnynie nie znałam. Był malutki park z altankami, nie było za wiele ludzi. Wyszła z pojazdu rozglądając się za blondynem. Chłopak pojawił się nagle z nikąd i wręczył mi jedną białą róże (jak na naszej pierwszej randce). -Dziękuję- chłopak się tylko uśmiechnął. Był ubrany w czarne spodnie i do tego białą koszulę rozpiętą na trzy pierwsze guziczki i marynarkę . Jego grzywka była postawiona jak zwykle. Wyglądał po prostu wspaniale co tu więcej mówić. -Wyglądasz wooo pięknie- powiedział a ja się chyba zarumieniłam. Szłam z chłopakiem pod rękę przez wąskie ścieżki parku, aż dotarliśmy do białej altanki. W środku był rozłożony koc i koszyk. Przez resztę wieczoru gadaliśmy, jedliśmy, śmiejąc się. O 22:10 zadzwoniła moja mama. Odebrałam: -Case?! -Tak mamo ? -Mike mi się dusi jedziemy do szpitala. -Gdzie ?!! - Do zachodniego. -Już jadę. Rozłączyłam się. -Niall Mike się dusi jedze z mamą do szpitala musimy jechać. -Co jak to ?! - łzy zebrały mi się do oczu. Chłopak szybko ze mną pobiegł do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy we wskazane miejsce przez pielęgniarkę. -Mamo jak to się stało ?!- podbiegłam do niej. -Nie wiem, nagle zaczął się dusić w czasie zabawy. -Jezus Maria- usiadłam i zaczęłam płakać. Byłam bezsilna, przerażona. Obok mnie usiadł Niall i przytulił do siebie. Jak ja dziękuję że jest teraz przy mnie.
Niall POV Siedzieliśmy w szpitalu nic nie wiedząc przez godzine aż w końcu wyszedł lekarz z sali. -Doktorze co z naszym dzieckiem?!?!?- podbiegłem. -Stan jest ciężki ale stabilny. -Kiedy będziemy mogli do niego wejść ? - zapytała. -Jeszcze nie wiem. -A co się stało ? -Najprawdopodobniej ktoś mu coś podał co może być trucizną. Zagraża życiu. Gdyby nie szybka relacja babci mogło by być za późno. Muszą to państwo zgłosić na policję. -O Jezu...- lekarz poszedł a dzieczyna zaczęła płakać. -Spokojnie Case. Damy radę- przytuliłem ją do siebie. -Niall ktoś próbuje zabić nam dziecko. Jak mam być spokojna. -Jestem przy Was i nie pozwolę na to- staliśmy przytuleni do siebie z 15 minut. -Kto był u Pani w domu w ciągu ostatnich dwóch dni ? - zapytałem mamę Casa. - Casa, Harry, mój mąż, moja przyjaciółka Lena i chyba tyle. -Zadzwonię po policję. Po 30 minutach przyjechał radiowóz. -Dzień dobry komisarz Lucas Hawkins- przedstawił sie- a to posterunkowy Martin Wilson. -Dzień dobry Niall Horan a to Casandra Styles. -Miło mi, Panie Horan prosze powiedzieć co się stało. -Byłem z Case na spacero-kolacji gdy zadzwoniła do nas matka dziewczyny i powiedziała że jadą do szpitala bo mały się dusi. -Mały ? -Michael Horan masz syn w listopadzie będzie miał 3 lata. -Dobrze, dalej. -Przyjechaliśmy to dwie godziny temu i wiemy tylko że możliwe jest a prawie pewne że ktoś podał chłopakowi truciznę. Gdyby nie szybka reakcja by zginął. -Dobrze. Mają Państwo podejrzenia ? -Nie. -Kiedyś zdarzały się podobne sytuacje? -Nie. A tak ponad dwa lata temu Case dostawała anonimy. Ale skończyły się po zmianie numeru. -Dobrze wszystko sprawdzimy. A czy Pani mogła by z nami pojechać na komisariat by złożyć zeznania ze zdarzenia ? -Tak - mama Case poszła z komisarzem i jego kolegą. -Case wszutsko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. -Mam nadzieję. Jezuu mój synek właśnie siedzi sam w tej sali. -Poszukam lekarza zapytam się go czy możesz na chwilę wejść- podszedłem do lekarza- możemy na chwilę wejść do naszego syna? -Na chwilę na 3 minuty i ani minuty więcej. -Dziękuję, chodzę Case możemy na chwilę wejść. -Dzięki bogu- weszliśmy do sali. Na małym dziecięcym szpitalnym łóżku leżał masz mały blady Mike- jezu dziecko- dziewczyna podeszła do łóżka i usiadła na jego rogu- wróć do nas słonko- chłopczyk leżał nieruchamo z zamkniętymi oczkami. -Case- dziewczyna złapała chłopca za dłoń. -Zimna... -Case chodź już lepiej- delikatnie odciągnąłem ją od łóżka i zabrałem ją z sali. -Niall ja się tak boje- powiedziała patrząc mi w oczy. -Ciii spokojnie - płakała a ja nic nie mogłem zrobić. Przytuliłem ją do siebie. -Ja nie wiem co zrobie jak mu sie coś stanie. -Nic mu się nie stanie. -Ale jak... -Nie ma żadnego ale... On wyzdrowieje i za parę dni będziemy się już z nim bawić w ogrodzie. -Dziękuję że jesteś ze mną- powiedziała i mnie przytuliła. -Nie wyobrażam sobie by mnie miało tu nie być. -Ja też nie ale wolałbym żeby Mike tu nie było żeby leżał sobie w łóżeczku ale w domu. Siedziąc na korytarzu bez żadnej informacji o Mike, Case zasnęła mi na ramieniu. Siedzimy tu już ponad cztery godziny. Mama Case jak wróciła z komisariatu posiedziała i poszła do domu ponieważ jest już bardzo późno dochodzi 3. Przykryłem Case moją marynarką, z jej stóp zjąłem szpilki bo wiem jakie to nie wygodne, i patrzyłem na jej spokojną twarz. Tak bardzo ją kocham Lekarze przez noc biegali między salami nadal nic nie mówiąc. Siedziałem i wpatrywałem się w moją księżniczkę. Spojrzałem na jej dłoń nadal miała bransoletkę i pierścionek ode mnie. Uśmiechnąłem się na myśl o naszych wspólnych chwilach. Ale no tak ona teraz jest z Louisem. A właśnie gdzie on jest ...
**** Rozdział nie sprawdziony przepraszam Karolina