Rozdział 40

2.9K 235 122
                                        

/Harry/

Wparowałem do budynku zarządu z poburzoną fryzurą i poszarpaną koszulą.

Ochroniarze nie są tu za mili, ale dostali w bambuko. Nie wstaną przez trochę.

Ze Styles'ami się nie zadziera.

-Halo! Proszę pana! Tu nie wolno wchodzić!- krzyknęła za mną pani z recepcji.

-Chuj ci w cyce stara torbo.- zamknąłem windę przed jej nosem i nacisnąłem najwyższe piętro, gdzie jak zakładam są biura tej suki.

Starałem się opanować emocje, ale na nic to się zdało i moja pięść wylądowała na twarzy pierwszej osoby którą zauważyłem, ale nie żałowałem.

-Nie. Zabierzesz. Mi. Kurwa. Rodziny. Tak. Jak. Kiedyś. Grimshaw.- uderzałem pięściami w twarz obrzydliwego bruneta leżącego na ziemi pod wpływem moich uderzeń.

Jego ochrona pociągnęła mnie do góry i unieruchomiła z tyłu ręce.

-Cóż. Miłe powitanie Des... Harry.- poprawił się.

-Nie zabierzesz mi Louis'a.- pokręciłem głową.

-Chłopcze, rozumiem że nie chcesz go stracić, ale on odejdzie jak go będziesz na siłę przy sobie trzymał. Dlaczego ma się marnować bo ty tego chcesz, a nie rosnąć w siłę z nami i przy okazji wybijać Eleonour? Twój ojciec nie był by zadowolony z twojego postępowania.- prychnął ocierając twarz z wypływającej z nosa krwi.

-Przez ciebie mój ojciec nas zostawił!!!- ryknąłem i szarpnąłem się ku niemu, ale zostałem sprowadzony znowu do parteru przez jego osiłków.

-Jesteś tak samo beznadziejny w biznesie jak on. Dlatego ja tym zarządzałem a nie on.- parsknął Nick, a ja się zagotowałem w środku i odpychając tych dwóch gnojków rzuciłem się na niego, uderzając z całej siły w jego szczękę, aż się odbił od ściany a w mojej ręce chrupnęło coś, kurewsko boląc, ale dalej go napierdalałem.

Tym razem dwa spaślaki zakuły mi ręce i już nie mogłem się wyrwać.

Splunąłem na jego włosy gdy podnosił się z ziemi.

-To jeszcze nie koniec Grimshaw. Twoja Eleonour pozna charakterek Styles'ów. Nie zabierzesz ode mnie i od Darcy Louis'a. Och i powiedz ojcu że jest dziadkiem. Mógłby się chociaż trochę zainteresować swoimi dziećmi a nie kancelarią.- prychnąłem i pozwoliłem się siłą wciągnąć do windy.

Zostałem wyprowadzony na zewnątrz, gdzie czekało mnóstwo paparazzich. W końcu nie często jest wzywana policja pod korporację Grimshawa.

Robiono mi masę zdjęć i zostałem rozpoznany jako syn Des'a Styles'a i z całą pewnością jutro w gazetach będą o mnie trąbić, zwłaszcza że potem podjechała karetka, a ja zostałem wepchnięty do radiowozu.

Oparłem głowę o szybę i westchnąłem.

Nie oddam Louis'a.

Nikomu.

*****************

Drugi w tę noc 😘

Little Kitten 1&2 ~ LarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz