Rozdział 45

2.4K 220 76
                                        

Biegliśmy szybko przez las.

Pędziłem jak nigdy, ignorując przecinające moją skórę gałązki.

Liczyło się tylko teraz dopadnięcie jej.

Zmieniłem się nawet w kota by biec jeszcze szybciej.

Ścigaliśmy Eleonour.

Psy pracujące trafiły na jej trop i teraz biegliśmy w kierunku w którym mignęła nam jej postać.

Potykałem się o wystające korzenie, ale ignorowałem każdy ból i nawoływania detektywów że może mi zrobić krzywdę.

Nagle się w coś zaplątałem i upadłem.

Szybko odplątałem swoje łapki i zbadałem co to było.

Kocyk Darcy...

Biegniemy w dobrą stronę.

-Louis! Stój, błagam cię!!!- krzyknął Harry.

Spojrzałem na niego wymownie.

Nie odpuszczę teraz.

-Jest uzbrojona, jeszcze stracę was oboje! Proszę, zatrzymaj się!- Krzyknął.

Zmieniłem się w człowieka.

-Nie stracisz Harry. Dorwę ją i zabiję własnymi kurwa rękoma.- aż zakląłem, na co się lekko zdziwił.

Znowu zacząłem biec, ale tym razem już jako człowiek.

Wyraźnie widziałem ślady jej pędu przez ten teren.

Gałęzie były połamane a ziemia miała w niektórych miejscach ślady jej pum.

Zatrzymałem się dopiero przed strumieniem.

Na skale w wodzie leżała czapeczka.

-Nie...- pisnąłem.

Słyszałem wyraźnie płacz małej i dochodził gdzieś z dołu.

Pochyliłem się do wody, w miejscu gdzie spływał dość wysoki wodospad, na którego dole były skały.

-Nie, proszę...- zapłakałem gdy płacz się urwał.

-Louis! Uważaj!- usłyszałem wrzask i zostałem kopnięty, przez co prawie spadłem, ale złapałem się półki skalnej i szybko się wdrapałem do góry.

Rzuciłem się na Eleonour z pazurami, przyszpilając ją do ziemi.

-Gdzie jest Darcy Tomlinson-Styles!- wrzasnąłem do niej a ona przystawiła mi broń do skroni, na co zamarłem.

-Złaź bo strzelę ci w łeb.- syknęła.

Powoli się podniosłem a ona złapała moje ręce z tyłu i pchnęła mnie bronią w kierunku detektywów i Harry'ego, chcąc odejść od krawędzi.

Odbezpieczyła rewolwer.

-Chcieliście odzyskać Darcy? Odzyskacie ale z ofiarą.- zaśmiała się i przesunęła palec do spustu.

Szybko pchnąłem ją w tył, przez co zsunęła się i runęła w dół, lecz zdążyła wystrzelić, trafiając mnie prosto w klatkę piersiową, na co sapnąłem i osunąłem się na ziemię, spadając zaraz za nią z towarzyszącym krzykiem Harry'ego.

Leciałem w dół, a przez głowę przemknęły mi wszystkie wspomnienia.

Teraz zostawiałem swoją rodzinę...

Przepraszam...

********************************

Spokojnie, czekajcie na następny rozdział, nie bijcie mnie.


I tak poza tym dziękuję za ponad pięć tysięcy wyświetleń!

Robię maraton dzisiaj więc bądźcie jeszcze ze mną i mnie nie zabijajcie XD

Little Kitten 1&2 ~ LarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz