#51

195 7 0
                                        

Po czwartej ze snu wyrwał nas Franek. Ledwo przytomna, ale szczęśliwa, że pomimo tego całego stresu związanego z przedwczesnym porodem, z poronieniem, mam go już przy sobie. Usiadłam na łóżku zbierając się do wstania.

– Zostań. Pójdę po niego. Znowu go brzuszek boli.

– Głodny jest. Przynieś go tutaj.

Pomimo wstawiania tysiąc razy w ciągu nocy dalej trwaliśmy w postanowieniu, że nie przeniesiemy jego łóżka do naszej sypialni. W środku nocy jego pokój wydaję się być na drugim końcu świata. Tysiące kilometrów od łóżka.
Adam przyszedł kołysając wciąż płaczącego syna.

– Miałaś rację. Głodomorek.

Wzięłam go do siebie, żeby go nakarmić.
Mój ukochany sprawdzał się świetnie w roli ojca. Kocham go jeszcze bardziej niż wcześniej. Troszczy się o mnie, żebym odpoczywała i o Franka, żeby nic złego mu się nie stało. Nawet kiedy oboje padaliśmy - on po kilku godzinach w szkole, siedzeniu w tonie papierów i nie przespanej nocy nigdy nie denerwował się. Wręcz przeciwnie. Był uśmiechnięty, bo mamy siebie.
Zarzucił mi koc na plecy i objął.

– Nie zimno ci?

– Trochę. Dzięki.

– Ale on jest już duży. Zanim się obejrzymy już będę się żenił, potem wnuki, emerytura i domek na Mazurach.

– Czas mija ostatnio jakoś szybciej.

***

Siedziałam w pokoju Franka patrząc jak śpi. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jak to możliwe, że jedna osoba tak bardzo wywróciła moje życie do góry nogami? Jestem potwornie zmęczona i pomimo tego, że Adam jest na zakończeniu roku szkolnego, synek śpi, a ja mam czas wolny nie pójdę spać. Będę stała nad łóżeczkiem i przyglądała się mu. Telefonem zrobiłam mu zdjęcie i wysłałam do jednego z kontaktów zapraszając go na popołudnie. Nigdy nie sądziłam że to zrobię.
Postanowiłam jednak wykorzystać ten jeden moment dla siebie i zjeść śniadanie. Jest godzina dziesiąta, a to mój pierwszy posiłek, nieźle. Usiadłam w salonie jedząc kanapeczkę. Pozwoliłam sobie na chwilę luksusu.
Adam wszedł witając mnie buziakiem w czoło.

– Jak tam ostatni dzień w pracy?

– Brakowało nam cię. Mirek mówił o tobie, że to będzie najsmutniejszy rok odkąd on tu uczy, że twoja klasa będzie na pewno tęskniła, że nikt się nie spodziewał, że tak nagle pójdziesz na urlop i wytłumaczył, że z wami wszystko dobrze.

– Boję się, że nie poradzę sobie. Zwłaszcza, jak będziesz wychodził o dziewiątej, lekcje kończył o piętnastej, a w pół do czwartej rada, która trwa do dziewiętnastej. Będę musiała być cały dzień sama i wiesz, ogarnąć opiekę nad Frankiem, zajęcie się chwilę sobą, zrobienie czegoś do jedzenia i jakieś rzeczy w domu. A już nie długo zaczną się kolki, rośnięcie zębów, płakanie przez całe noce, bunt dwulatka, szkoła, pierwsza miłość, matura...

– Będę ci we wszystkim pomagał – synek zaczął płakać, a ja chciałam do niego iść, pewnie trzeba zmienić mu pieluchę – Jedź sobie, ja pójdę.

***

Siedziałam wtulona w młodego tatusia, czytając książkę o wychowaniu dziecka, a on rozmawiał z synkiem. Zadzwonił dzwonek do drzwi.

– Ktoś miał przyjść?

– Zapomniałam ci powiedzieć...

Otworzył drzwi, a w mieszkaniu natychmiast pojawiała się moja matka.

– Dzień dobry – uśmiechnęłam się – Adam to moja mama. Mamo, to mój narzeczony. Wejdź.

Siedzieliśmy w czwórkę w salonie. Było mi głupio, że ją zaprosiłam, ale jednocześnie głupio byłoby mi jakbym tego nie zrobiła.

– Jest piękny – powiedziała patrząc na Franka – Przez ponad dwadzieścia lat nie widziałam jedynej córki, a teraz widzę mojego wnuka.

– Przepraszam za to spotkanie. Głupio wyszło. Ja nie wiedziałam co robię. Hormony i te sprawy...

– Nie tłumacz się. To ja jestem wszystkiemu winna. Zjawiłam się tak nagle. Mogłam się spodziewać, że masz już wszystko ułożone i nie potrzebna ci mamusia. Ale miałam nadzieję, że wszystko uda mi się naprawić.

– Naprawimy wszystko.

– Razem – dodał Adam. To ostatnio jego ulubione słowo.

– Powiedzcie, planujecie coś robić w wakacje. We trójkę.

– Jeśli Franek będzie po naszej stronie, chcieliśmy jechać na Mazury, do znajomych.

– Bo, jeśli nie macie nic przeciwko, chciałabym zaprosić was do mnie. Mieszkamy z moim mężem pół godziny drogi od was. W pięknym domku na wsi.

– Czemu nie – odpowiedział narzeczony z przepięknym uśmiechem – Zobaczymy jak będzie zachowywał się młody.

***

Po myciu, ubierając już synka w piżamkę, kiedy wycałowałam już każdy kawałek jego ciałka rozmyśłam o przeszłości.
Jeszcze kilka lat temu byłam zupełnie sama. Kończyłam studia i nie wiedziałam co robić ze swoim życiem. Chciałam się tylko roztopić gdzieś w powietrzu i zniknąć. Po prostu nie uczestniczyć w tym wszystkim. A teraz? Mam świetnego faceta, najcudowniejsze dziecko, matkę, znam moją historię. Pracuję w liceum z najlepszymi nauczycielami na świecie. I chcę, żeby to wszystko już tak zostało, żeby już zawsze było Idealnie. Wiem jednak, że to niemożliwe, że wszystko będzie się psuło, że będziemy się wszyscy kłócić, ale wiem, że przetrwamy każdy najmocniejszy kryzys. My - ja, Adam, Franek, my - ja znajomi z pracy.

NauczycielkaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz