Deszcz uderzał w okna, z taką siłą, że myślałam, że pękną. Usłyszałam kolejny grzmot, już nie tak daleko jak poprzedni. Bardzo bałam się burzy, ale musiałam udawać, że wszystko jest w porządku i prowadzić normalne lekcję. Zawiesiłam wzrok na domach w oddali.
– To jest wasza ostatnia godzina? – zapytałam nie odrywając się od okna.
– Mamy jeszcze geografię, niestety.
– Jeśli będzie jeszcze tak grzmiało to zostańcie trochę. Pani psycholog poczęstuje was ciasteczkami i pogadacie chwilę – czułam się za nich odpowiedzialna.
Kiedy skończyliśmy lekcję, na szczęście przestało już padać. Szliśmy w stronę auta.
– O Boże! – usłyszeliśmy – Czy to nie jest samochód pana Kici kici? – Adam nienawidził kiedy uczniowie tak do niego mówią, ale nazwisko kot zobowiązuje.
– No właśnie jest – powiedziałam kiedy wyszliśmy zza roku szkoły i zobaczyłam nasz samochód.
– Ja pierdole, zajebisty finał dnia – syknął zły. Kilka centymetrów od auta leżało około dwudziesto metrowe drzewo. Adam puścił mnie i podbiegł do niego – Nic ci nie jest?
– Chyba powinnam się obrazić – wszyscy wokół zaczęli się śmiać – Jakby była taka potrzeba wymieniłbyś mnie na klocki hamulcowe.
Oczywiście żartowałam Normalnie nigdy się tak nie zachowujemy. On nie stawia mnie wyżej niż samochód, a wiem, że w niektórych związkach to się zdarza. Na przykład u nauczycielki wychowania fizycznego - Dagi tak było. Nie świętowali rocznicy, bo była idealna pogoda na umycie samochodu. Nikt nie powie mi, że to normalne.
– Czyli jedynak to nie takie głupie, że boję się burzy – powiedziałam kiedy jechaliśmy do domu.
– Wiem jak się boisz, dlatego całą lekcję myślałem tylko o tym, żeby cię przytulić i uspokoić, słoneczko.
***
Siedziałam na podłodze, a on chował różne papiery do pudeł. Sprzątaliśmy w jego biurze, które już niedługo ma stać się pokojem naszego dziecka. Powoli kompletowaliśmy wyprawkę dla malucha. Mamy sporo rzeczy od Igi, głównie ubranek i trochę zabawek. W internecie widziałam też fajne mebelki, niedługo będę musiała się na któreś zdecydować. Adam jest podekscytowany rolą taty i cieszy się, że może mi teraz coraz częściej pomagać. Zaczynam się nie mieścić w niektóre ciuchy. Brzuch szybko rośnie, ale mnie wyjątkowo to rozczula. Czuję coraz mocniejsze ruchy młodego, może niedługo będą wyczuwalne przez skórę? Czuję, że moje życie wyszło już na prostą i naprawiam dużo spraw. Jestem zadowolona z tego co mam. Z narzeczonego, z dziecka, z uczniów, którzy często są nieznośni, z pracy, ze wszystkiego. Po raz pierwszy jestem tak szczęśliwa. Ze wszystkiego co mam. Czuję się dumna z tego szczęścia.
***
Stałam przed szkołą. Z dnia na dzień zrobiło się ciepło. Mogłam zostawić zimową kurtkę w domu i wyciągnąć wiosenną kurteczkę skórzaną, która nie chciała dopiąć się na brzuchu.
– Hubert, Ada będzie dzisiaj? Miała wczoraj przyjść poprawić sprawdzian po waszych lekcjach.
– Nie wiem. Zerwała ze mną. Tak nagle. Myślałem, że między nami jest wszystko dobrze, a wczoraj wieczorem powiedziała, że to koniec i ona nie da rady dłużej tego ciągnąć –Wydało mi się to dziwne, przecież świetnie się dogadują. Są wzorem idealnej, szkolnej miłości – Martwię się o nią – szepnął po czym wszedł do szkoły.
Nie widziałam co mam o tym myśleć, przecież widać jak się kochają. Weszłam do szkoły poszukać Huberta. Wypytałam go o wszystkie szczegóły. Widziałam, że boli go odpowiadanie na moje pytania, ale chciałam mu pomóc. Wyszło na to, że rzeczywiście, nie miała się o co obrazić. Nie odbiera od niego telefonu, a ja też zaczęłam się martwić. Ona nigdy nie omijała chemii. Miała z nią wielkie problemy i nawet podczas choroby przychodziła do szkoły, żeby nie mieć zaległości. A dzisiaj? Zadzwonił do jej mamy. Ona też była zdziwiona zachowaniem córki. Mówiła, że rano Ada wyszła normalnie do szkoły. Od niej też nie odbierała. Zaczęła jej szukać. Słyszałam w głosie kobiety przerażenie. Boże! Żebym nigdy nie miała takich problemów z moim dzieckiem. Położyłam rękę na brzuchu.
– Idę jej szukać! Nie mogę siedzieć tu tak bezczynnie. Coś jest z nią nie tak.
– Hubert! Spokojnie! – złapałam go za rękę – Pewnie wszystko jest dobrze! Może poszła na wagary, a my robimy niepotrzebnie panikę? – próbowałam uspokoić bardziej siebie niż jego.
Nie udało mi się przekonać go, żeby został. Wybiegł ze szkoły. Miał teraz naukę w nosie, z resztą nie dziwię mu się. Ja też na wszystkich lekcjach bałam się o nich. Na długiej przerwie przyszedł do szkoły.
– Byłem wszędzie. Nie ma jej – usiadł na ławce między mną a Adamem.
Tak strasznie się bałam o nich. Muszą przetrwać wszystko. Kochają się.
– Dlaczego przyszedłeś na dwie ostatnie lekcje? – zapytał prosto z mostu narzeczony.
– Nie wiem co ze sobą zrobić. Denerwuję się.
Siedzieliśmy w dłuższej ciszy. Nagle zadzwonił telefon Huberta. Mama Ady powiedziała, że znalazła ją. Chłopak nie mógł w to uwierzyć. Dał mi komórę, a sam gdzieś wybiegł. Kobieta usłyszała, że to ja i zaczęła wszystko tłumaczyć.
– Powiesiła się w lesie dwa kilometry od domu – powiedziała łamiącym się głosem – Obok leżała kartka z napisem "Przepraszam was. Nie chciałam niszczyć wam życia moim dzieckiem" – zamilkła i rozłączyła się po chwili.
Wpadłam w ramiona Adama. Tak wiele kobiet nie może mieć dzieci, a dla nastolatek jest to powód do śmierci. Najchętniej wzięłabym to dziecko i tą matkę, która przecież też jest dzieckiem. Mógłbym mieć wszystkie niechciane dzieci, żeby tylko nie musiały cierpieć. Bo ja wiem co to znaczy. Może śmierć to właściwy sposób? Mam na myśli aborcję. Kiedy nie ma się możliwość wychowania dziecka, bo przecież w domu dziecka może być prześladowany, może nie mieć żadnego wsparcia, a tak przynajmniej nie cierpiałby. Niby każdy ma szansę na życie, ale w pewnych momentach mojego dzieciństwa wolałabym gdyby ktoś pozbawił mnie tej szansy.
– Idę go szukać!
– Magda! Zaraz zaczynasz lekcję!
– Boję się o niego.
Trzymałam rękę na brzuchu i biegałam po całej szkole. W końcu znalazłam go na schodach.
– Powiedz mi, że to nie prawda. Ja ją kocham! Mógłbym wychować to dziecko! – zaczął płakać. Na początku po cichu, ale chyba uznał, że nie ma się czego wstydzić i wybuchł głośnym, szczerym i nie hamowanym płaczem.
– Zrobiłabym wszystko, żeby cofnąć czas. Żeby z nią porozmawiać. Kurwa, dlaczego nic nie zauważyłam – szepnęłam. Patrzył na mnie zdziwiony, że przejmuje się nimi – Muszę iść do pracy, ale dzwoń o każdej porze, ja ci pomogę – podałam mu karteczkę z moim numerem telefonu.
– Jak pomożesz? Straciłaś kiedyś kogoś kogo kochałaś całym sercem?!
– Dziecko – powiedziałam nie wydając prawie żadnego dźwięku. Nie miałam mu za złe powrotu to tych wspomnień. Cierpiał.
Moi kochani, w wakacje rozdziały mogą być dodawane nieregularnie, ale sami wiecie jak to jest.
CZYTASZ
Nauczycielka
Romanzi rosa / ChickLitPewien nastolatek wciąż wierzy, że jego nauczycielka z liceum odwzajemnia jego uczucie. Nie wie, że jest zakochana w nauczycielu angielskiego i męczy ją powracający koszmar młodości. Nie radzi sobie ze samą sobą. Wciąż szuka wsparcia i bezpieczeństw...
