Otworzyłam oczy.
Biała sala, mnóstwo ludzi. Wszystko mnie bolało, tak jakbym zamiast na łóżku, leżała na stosie ostrych szpilek.
- Obudziła się.- Usłyszałam rozmyty głos kobiety w białym fartuchu.
Zamknęłam oczy, aby zaraz potem znów je otworzyć. Spostrzegłam między ludźmi naszą sąsiadkę, staruszkę Ofelię. Z tego co pamiętam, mieszkała sama i wiecznie brakowało jej na wszystko pieniędzy. Wiele razy pożyczała je od nas na rachunki lub jedzenie.
Ona też mnie zobaczyła. Miała zapłakaną twarz, ale mimo to uśmiechnęła się.
-Dziewczyno, słyszysz mnie?- Znów odezwała się ta sama kobieta.- Jak się nazywasz?
-Róża...Róża Merl.-Wychrypiałam.
-Różyczko...przeszłaś właśnie operację, kochanie. Będzie dobrze.- Dobiegł mnie głos pani Ofelii.
-Różo, dasz radę. Słyszysz mnie?- Mówiła inna kobieta w jaskrawym stroju.
Wszędzie panował harmider. Ludzie biegali po sali i ciągle coś przy mnie robili, ale nie byłam w stanie stwierdzić co.
- Jej oparzenia są bardzo poważne, ale już jest po zabiegu.- Mówił z kolei starszy mężczyzna.
Wszyscy tłoczyli się obok mojego łóżka.
Zaczęłam kaszleć, nagle wszystko sobie przypominając. Ten kłujący w gardle dym...płonący dom...stajnia.
-Pożar. Tato!- Kaszlałam i krzyczałam na przemian.
Łzy spływały po moich policzkach strumieniami.
-Już dobrze.- Mówiła kobieta, której kolor ubrania raził moje oczy.
Zorientowałam się, że ta kobieta to ratownik, wokół mnie tłoczą się pielęgniarki i lekarze a ja jestem w szpitalu.
*
Kiedy znów się ocknęłam, byłam już sama w sali. Nie stała przy mnie pani Ofelia, lekarze ani pielęgniarki. Cisza nagle wydała mi się tak obca, po tym co ostatnio przeżyłam. Nie miałam siły nawet poprosić kogokolwiek o szklankę wody.
Poczułam, że mam coś na twarzy. Dotknęłam obolałymi palcami poparzonych policzków. Przy nosie miałam dwie rurki, które rozchodziły się po obu policzkach. Nie wiedziałam po co mi one. Powoli podniosłam rękę przed oczy, była do połowy czerwona z bąblami po oparzeniu. Co mi się tak naprawdę stało? Co z tatą i końmi?
-Tato...- Jęknęłam cicho, prawie niesłyszalnie.
Nagle drzwi się otworzyły, do środka weszła pani Ofelia.
-O, obudziłaś się.- Zauważyła, a ja spróbowałam usiąść, jednak nie dałam rady, więc tylko się uśmiechnęłam.
Ofelia usiadła niezdarnie na krześle obok mnie.
-Pomogę ci.- Powiedziała i podniosła część łóżka tak, aby było mi wygodniej.
-Dziękuję pani.- Odparłam.
-Potrzebujesz czegoś?- Spytała staruszka.
-Coś do picia.- Poprosiłam cicho.
Ofelia wyszła na chwilę. Wzięłam głęboki oddech, który okazał się być jednak bardzo bolesny. Odruchowo chwyciłam się za klatkę piersiową, cicho wzdychając.
Usłyszałam dosyć głośne kroki na korytarzu. Do sali wszedł ten sam mężczyzna co wczoraj.
-Dzień dobry, Różo.- Przywitał się.- Jestem doktor Alan Serczkowski.
-Proszę mi powiedzieć co z moim tatą. - Tylko to mnie teraz najbardziej interesowało.
Doktor Alan przez chwilę milczał, a potem wziął głęboki wdech.
-Najważniejsze, że żyjesz, Różo. Za niedługo będziesz mogła wyjść. Tylko...
- Nie ważne kiedy wyjdę...Co z moim tatą?- Podniosłam głos, a przez chwilę widziałam tylko ciemność.
- Spokojnie.- Doktor uśmiechnął się do mnie, lecz zaraz potem na jego ustach zawisł głęboki smutek.
- Proszę, niech pan powie, że nic mu nie jest.- Po moich policzkach stoczyły się ciężkie łzy.
Doktor Alan usiadł na krześle, na którym wcześniej siedziała pani Ofelia. Spojrzał w sufit, a potem na moją zapłakaną twarz.
-Nie będę kłamał, Różo. Twój tata...nie udało mu się, tak jak tobie...- Jąkał się.
- Co to znaczy, że mu się nie udało?- pisnęłam zaciskając dłonie w pięści, aż zbielały kostki.
-Nie...- Zaczął doktor, gdy pani Ofelia weszła do sali z butelką wody i plastikowym kubkiem.
-Proszę powiedzieć, że mój ojciec żyje...- Znów zalałam się się łzami.
Ofelia mocno mnie przytuliła, nie pozwalając wyrwać się z jej uścisku.
-Przykro mi, Różo.- Westchnął doktor Alan.
-Kłamie pan, prawda?- Szybko otarłam z policzków łzy i próbowałam się uspokoić.
-Uwierz, Różo, chciałbym teraz kłamać.- Spostrzegłam jak ukradkiem wyciera łzę spod oka.
Wstał, posyłając mi współczujące spojrzenie i wyszedł.
- On był całą moją rodziną...- Przetarłam mokre powieki, tuląc twarz w chłodnej pościeli.
-Nie, Różyczko. Jeszcze została stara Ofelia.- Wręcz poczułam jak staruszka się uśmiecha.
Na całym wielkim świecie, została mi tylko ona.
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
Moje życie właśnie rozpadało się na kawałki.
CZYTASZ
UWIERZ WE MNIE
FantasyJa zakochana?! Bzdury! - Wykrzyknęłam światu to co wciąż mnie dręczyło. Nie byłam pewna, czy moje słowa się nie różnią od tego co czuję. Zbliżyłam się do skarpy, jeszcze trochę... - Nie podchodź bliżej. - Gwałtownie się odwróciłam. Około dwóch metr...
