4/5
Westchnąłem głośno i zatrzasnąłem za sobą drzwi od samochodu. Zacisnąłem dłonie w pięści, próbując opanować drżenie rąk.
Mówiąc, że się denerwowałem - skłamałbym. Ja się zajebiście denerwowałem. Do tego dochodził strach, że jednak nie podołam zadaniu i mnie nie przyjmą. Nie dość, że prawie się spóźniłem i gdyby nie to, że jechałem jak jakiś debil w ogóle nie patrząc na ograniczenia prędkości, zapewne nie miałbym już czego tu szukać to jeszcze skończyło mi się po drodze paliwo.
Cudowny dzień.
Sam w sumie nie wiedziałem, czym tak naprawdę aż tak bardzo się stresowałem. Nawet w Nowym Jorku tak nie było. Tam podchodziłem do tego wszystkie na luzie. Bo jak nie ta praca, to zawsze znajdzie się inna, prawda? A tutaj, byłem zupełnym przeciwieństwem , człowieka, którym tam byłem. Jednak może cały strach brał się z tego, że nie chciałem zawieść babci, kolejny raz. Mimo że wiedziałem, że nawet jeśli nie dostałbym tej pracy ona i tak poklepałaby mnie po ramieniu i powiedziała, że wszystko będzie dobrze.
No tak, mogło być dobrze, bo mcdonald zapewne przyjąłby mnie z otwartymi ramionami.
Jednak... Chciałem pokazać jej, że naprawdę się zmieniłem. Że nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem kilka lat temu. Że potrafię o siebie zadbać i w końcu wydorośleć.
- Będzie dobrze - mruknąłem nerwowo sam do siebie, gdy przekraczałem próg restauracji.
Już na samym wstępie tutaj, można było zauważyć, że nie jest to jedna z tych tanich restauracji. Ludzie obecni tutaj siedzieli w garniturach, lub sukienkach. Między stolikami lawirowali kelnerzy, ubrani bardzo elegancko, niczym jak z amerykańskich filmów.
I tylko jedno pytanie nasuwało się na myśl. Co ja tutaj robiłem, skoro nie było mnie stać zapewne nawet na butelkę dobrego szampana, czy też wina stąd?
- Rezerwacja - usłyszałem jakiś głos za sobą. Westchnąłem cicho i odwróciłem się w kierunku jakiegoś grubego faceta, który stał za mną.
- Ja na rozmowę o pracę - odchrząknąłem, a na jego ustach pojawił się grymas. Obleciał mnie wzrokiem od stóp do głowy i prychnął pod nosem prześmiewczo. Byłem dziś tykającą bombą, i właśnie takie zachowanie, wcale nie pomagało mi się uspokoić, a wręcz przeciwnie.
- Ty? - Zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- Nie, Faun z Narnii - burknąłem i przewróciłem oczami. Ciało faceta się napięło, jednak nie zrobiło to na mnie wrażenia. Machnąłem na niego obojętnie ręką i odszedłem od niego. W kącie sali, wypatrzyłem młodego chłopaka, który zapewne był tutaj kelnerem. Szybkim krokiem, skierowałem się w jego stronę.
- Gdzie znajdę szefa? - Zapytałem, bez zbędnych ceregieli. Chłopak przyjrzał mi się badawczo, jednak po chwili uśmiechnął się lekko.
- To ty jesteś tym nowym? - Odpowiedział mi pytaniem na pytanie. Przekrzywiłem lekko głowę i prawie niezauważalnie nią skinąłem. - Boże, gościu, uciekaj stąd póki możesz - mruknął, a ja zacisnąłem dłonie w pięści.
- Po prostu pokaż mi, gdzie jest te pieprzone biuro - warknąłem. Kelner wytrzeszczył oczy, zapewne nie spodziewając się takiego wybuchu z mojej strony. Szczerze, to ja sam się tego nie spodziewałem.
- Okej - uniósł ręce w geście obronnym i w ogóle na mnie nie patrząc ruszył prosto przed siebie. Wzniosłem oczy ku górze i wypuściłem powietrze ze świstem.
CZYTASZ
Wybacz, ale wciąż cię kocham ✔
Teen FictionI choć każdej nocy był sam, samotność wdzierała się w duszę, a tęsknota przenikała głęboko jego serce, on zamykając oczy był przy niej. Inaczej nie potrafiłby zasnąć.I w głowię miał miliony myśli, ale i tak nic nikomu nie mówił. Pewnie spotka ją, al...