Okropny dzień

729 45 0
                                        

POV'AFURO

Siedzę na ławce szkolnej już 10 minut, a Hery ani śladu. Może nie przyjdzie do szkoły? Dziwne rok szkolny się zaczął, a on już chory? Nagle rozległ się dzwonek i biegiem ruszyłem do klasy. Niestety nauczycielka historii była pierwsza. No cóż oby nie wpisała spóźnienia.

-Panie Love, a gdzie się pan włóczy po szkole. Proszę migiem siadać w ławce.

Usiadłem z Aresem, ponieważ tylko u niego i u jakiejś dziewczyny było wolne miejsce, a ja przecież nie będę siedział z jakąś dziewczyną.

-Gdzie Hera?- Ares puknął mnie w ramię.

-Nie wiem, ale raczej go nie będzie, on nigdy się nie spóźnia.

-A masz pracę domową?

-Nie, a coś było?

-Stary trzy ćwiczenia.

-Masz odpisać?

-Nie,myślałem, że ty masz.

-Przepraszam, czy ja wam nie przeszkadzam? Proszę bardzo panie Terumi, w którym roku była wojna z Chinami i odzyskanie przez Japonię Tajwanu oraz Korei? Proszę bardzo skoro pan taki rozmowny.

-YYY. To było w...- kurde nie wiem.

-Tak myślałam. Jeszcze jedna taka sytuacja i dostaje pan uwagę. Proszę bardzo kto zna odpowiedź?

Rozejrzała się po klasie szukając kolejnej ofiary. I znalazła Avril i Devil też rozmawiały. Podeszła do ich ławki.

-Dziewczynki, możecie nie przeszkadzać. Proszę bardzo może wy wiecie, w którym roku była wojna z Chinami i odzyskanie przez Japonię Tajwanu oraz Korei? No proszę.

Avril pokręciła głową, a nauczycielka spojrzała na Devil pytająco.

-Ta wojna była w 1894 roku do 1895 roku.

Nauczycielka spojrzała na nią i odeszła. Może Devil się uczy? To trochę dziwne, ale prawdopodobne.

Następna lekcja to język angielski. Do dzwonka jest jeszcze dużo czasu więc włóczyłem się po szkole w tę i we w tę. Zawędrowałem do kibla i wyjąłem telefon. Napisałem do Hery, czemu go nie ma. Nie odpisuję. Po chwili przyszła wiadomość: źle się czuję i tyle.

Wyszedłem na korytarz. Nikogo nie było. O w mordę zaczęły się lekcje. Pędem pobiegłem do klasy od anglika. Na szczęście nauczyciela jeszcze nie było i spokojnie usiadłem w ławce na końcu za Avril i Devil.

-Zabłądziłeś?- Avril odwróciła się wrednie.

-Nie.

W tej chwili do klasy wszedł nauczyciel i wszelkie gadaniny zeszły na drugi plan...

---

Jest ostatnia matematyka, siedzę sam w ostatniej ławce za dziewczynami. Nauczyciel gada coś o pierwiastkach. Cała klasa gada i śmieje się. Nagle nauczyciel się odwraca.

-Mogę wiedzieć co was tak cieszy?

Cała klasa umilkła, a nauczyciel wrócił do opowiadania o tym jak to w spaniały sposób można poznawać ułamki. Znowu po klasie rozległ się lekki szmer, a później znowu klasa wpadła w szał gadania.

-Dosyć tego. Zapraszam wszystkich pod tablicę. Dziewczyny po lewo, a chłopcy po prawo. Już migiem.

O nie teraz przydzieli nas kto z kim ma siedzieć. Tylko nie Avril, a zniosę wszystko.

-No to w pierwszej ławce usiądzie- rozejrzał się wrednie po uczniach- może pan Ares i panienka- znowu się rozejrzał i padło na najgrubszą dziewczynę w klasie.

W trzeciej ławce miał usiąść Hera i Avril.

-No to teraz- znowu ten wredny uśmiech nauczyciela- pan Afuro i panienka Devil.

Co? Tylko nie z nią. Ona pierwsza podeszła do ostatniej ławki i usiadła od strony okna. No cóż było robić usiadłem jak najdalej się dało od niej.

-Cieszysz się? Będę ci dokuczać teraz na każdej matematyce.

-Nie za bardzo.

-Niemiły jesteś. Nie ładnie.

Nauczyciel wrócił do prowadzenia lekcji. Spojrzałem na zegar za 5 minut dzwonek.

-W związku z tym, że byliście dzisiaj bardzo niegrzeczni do domu na za tydzień macie zrobić prezentację o ułamkach. Każdy prezentacje będzie robił z kolegą z ławki.

Spojrzałem na Devil. Jej mina mówi wszystko będzie się działo i to wcale nie mało.

---

Wracałem powolnym krokiem do domu.

-Stój!

Odwróciłem się. W moim kierunku biegła Devil. Ta na w-f to zasuwa, a teraz muszę na nią czekać?

-Ja w sprawie matematyki- powiedziała.

-Coś ci nie pasuję? Możesz się przesiąść.

-Nie w sprawie prezentacji.

-A co? Ja nie zrobię jej za ciebie.

-Ja nic takiego nie powiedziałam. Chodzi o to czy wpadniesz do mnie jutro około 11 by zrobić projekt?

-YYY. No ok.

-To do jutra.

Odbiegła gdzieś, a ja ruszyłem w stronę domu. Przechodziłem właśnie obok przejścia dla pieszych, gdy jakiś samochód mnie ochlapał. Byłem cały przemoczony od pasa w dół. To po prostu jest okropny dzień.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wybaczcie, że przez te kilka dni nic nie wstawiłam i, że ten rozdział jest krótki. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Pozdrawiam i zachęcam do czytania poprzednich części...

Sięgając NiebaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz