Butelka

373 39 2
                                        

Fioletowe włosy rozwiał wiatr. Dziewczyna, która stała na balkonie płakała jak bóbr i nie zanosiło się by przestała. Powoli odwróciła się i zaczęła spacer po dawnej rezydencji Hikari. Teraz pełniło się tu od badaczy zbrodni czy poszukiwaczy testamentu. Tak właściwie to po co to komu? Niech uszanują jej śmierć i przestaną szukać. Teraz dziewczyna ma dwie opcje; Kontynuować misję lub oddać wszystkie dane radnym. Dziewczyna skręciła w czarną uliczkę i szła spokojnie. Hikari zawsze tędy chodziła, gdy była smutna lub nad czymś myślała. Nagle ktoś przyparł dziewczynę do ściany. Zakrył jej usta by nie mogła krzyknąć i obezwładnił ręce. To pewnie jeden z radnych, to koniec, prawda?

-Będziesz cicho?

Zrozpaczona pokiwała głową. Postać odsunęła się i zdjęła kaptur. Dziewczyna zaniemówiła. Otwierała usta by próbować coś powiedzieć.

-Hikari?!..

-Cicho bądź Hoshi jeszcze ktoś usłyszy.

-Przecież cie zabili. Jak?

-Zapłaciłam lekarzowi za upozorowanie śmierci, a potem wymazałam mu pamięć.

-Jesteś ranna.

-To nie jest teraz istotne. Dasz ten testament do dolnej szuflady biurka, gdzie jeszcze nie szukali.

-Testament?

Dziewczyna wzięła papier do ręki.

-Mogę przeczytać?

-Pewnie.

Testament brzmiał tak:

Ja Hikari Heian urodzona dnia 28 sierpnia w domu mojego rodu oświadczam, że po mojej śmierci prawa do majątku i domu ma Hoshi z rodu Nara.

Hikari Heian

-Nie wysiliłaś się. I czemu wszystko jest na mnie?

-Jesteś osobą której ufam. Po znalezieniu testamentu każ im się stąd wynieść.

-A twoje rany?

-Nic mi nie jest.

-Masz rozwaloną głowę, połamane żebra, brzuch przecięty na wylot i skręcony nadgarstek. I nic cie nie boli i nic ci nie jest?

-Dobra możesz rzucić okiem na to, ale najpierw testament.


POV'APHRODI

Stoję przed bramą szkoły i cały drżę. Nie mogę tam wejść. Nie chce słuchać, że jestem gejem. Co jeśli Devil robi sobie żarty ze mnie? Wystawi mnie na pośmiewisko? Dobra idę. Jestem odważny i dam radę- powtarzam w myślach. Wszedłem do szatni i szybko zmieniłem obuwie. Cicho przeszedłem przez korytarz, ale ktoś krzyknął.

-Ej patrzcie to ten pedał Aphrodi.

Odwróciłem się i ujrzałem chłopaków ze starszych klas. Już nie żyję. Starałem się iść dalej, ale złapali mnie za kaptur.

-Dokąd to pedziu do chłopaka? Może pomóc ci znaleźć drogę co? Ale nie ma nic a darmo, zrobisz mi loda?

Szarpałem się, ale to nic nie dawało. Oni się nadal śmieli, a wokół robił się coraz większy tłum.

-Zgadzasz się pedale?

Wszyscy zaczęli chichotać. Jaki wstyd, chyba zmieniam szkołę.

-Zostawcie go!

Usłyszałem głos za plecami.

-A to kto Afuś, twoja była? Zazdrosna o Herę?

-Powiedziałam zostaw go!

Sięgając NiebaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz