Remi siedział skulony na starym materacu bez ubrań. Czuł się źle, bardzo samotny. Patrzył jak światło księżyca wkrada się przez okno i szczeliny między belkami w ścianach. Panicznie odsówał swoje palce od światła. Całe kości i mięśnie go bolały jakby ktoś wbijał w nie żelastwo.
Niestety nie udało mu się ukniknąć przemiany. Nastąpiła bardzo gwałtownie. Zaczął się rzucać po podłodzę nabijając sobie pełno siniaków. Wrzeszczał z bólu. Zalewał się łzami czując jak jego ciało się przekształca.
W końcu po kilku minutach w pokoju nie siedział mały chłopiec..tylko młoda bestia. Gęsta ślina spływała mu z pyska. Niespokojny stwór zaczął niespokojnie chodzić po chacie wszystko wąchając. W pewnym momencie zawył głośno. Zaczął biegać obijając się o wszystko, drapał ściany i podłogi. Szukał wyjścia wściekając sie coraz bardziej.
Tymczasem w zamku, w dormitorium Gryffindoru siedzieli James z Syriuszem. Czarnowłosy patrzył na łóżko ich wspólnego przyjaciela.
-Nie martw się. Jutro do niego pójdziemy..- Rzucił pocieszenie Potter.
-Wieem, ale mam złe przeczu…-Przerwało mu głośne wycie ze strony zakazanego lasu.Wszystkich w pokoju przeszły dreszcze.
-Wilkołak..Są tak blisko szkoły?- Zainteresował się jeden z chłopców. Było słychać, że się boi.
-Spokojnie. Szkoła jest bezpieczna. Żaden sie tu nie dostanie..-Uspokoił go ktoś inny. James i Syriusz olali tę wymianę zdań.
Black nie mógł w ogóle zasnąć tej nocy.
Gdy księżyc zbliżał się ku schyłkowi pielęgniarka zgodnie z zapewnieniami udała się do wrzeszczącej chaty. Znalazła chłopca skulonego, mocno poranionego na zimnej podłodzę. Otworzyła skrzynie i ubrała go. Otuliła kocem i zaniosła z pomocą zaklęcia do skrzydła szpitalnego. Ułożyła go ostrożnie na łóżku i zaczęła opatrywać. Smarowała jego mięśnie maściami przeciwbólowymi. Zostawiłą go w końcu i poszła do siebie.
Syriusz od razu po śniadaniu złapał za ramie Jamesa i zaciągnął go do skrzydła. Czuł wręcz ze muszą iść. Wbiegli tam jak do siebie co od razu spotkało się z reprymendą od pielęgniarki.
Jednak jej nie słuchali. Znaleźli od razu pryczę z Remim. On już nie spał leżał i gdy zobaczył chłopaków uniósł brwii wysoko.
Nie czekając na nic ic usiedli przy nim- Stary wyglądasz jak trup! Co z tobą?- Odezwał się James.
-Już dobrze..Jutro już będę mógł być na lekcjach..Co wy tu robicie?
-No jak to co? Jakbyś przeżył dzień nie widząc mojej cudownej twarzy i nie nasłuchał się głupot z ust tego łośka.- Odpowiedział mu nieskromnie Syriusz.
Lupin zaczął się śmiać zdartym głosem- Jesteście niemożliwi.
Remus wrócił do pełni sił już przed południem i wrócił z chłopakami do dormitorium. Nie szedł całkiem prosto. Czuł pieczenie pod żebrami, ale nie przejmował się tym zbytnio.
Przebierając koszule na sweter podwinęła się trochę jego koszulka odkrywając część świeżej blizny. Słysząc, że ktoś sie zbliża przyspieszył, aby nie było tego widać.
Nagle Black skoczył mu od tyłu na szyję. Objął go mocno i upadli na łóżko.
-Co to smętna mina Remi?
-Nic takiego..Już przecież nie smętna.
-Noo ja każdemu poprawie humor..ale w oczach dalej nie widzę gwiazdek..a jedna jest. Ja się w nich odbijam.
Zaczęli się śmiać do siebie.-hmm aa może..wiem..- Black nagle zaczął go łaskotać po bokach. Remus nie mógł się nie wiercić dławiąc się śmiechem.
- Nie. Prosze! Dość..litości.- Jego sweter znowu się podwinął ukazując brzuch. Syriusz widzą go nagle przestał. Remi od razu naciągnął sweter zestresowany.
Black postanowił udawać, że tego nie widział. Zamiast dopytywać walnął się na nim- No weź się uśmiechnij znowu noo.
Remi poczuł ulgę i przekomarzając się uśmiechnął się sztucznie, ale rozbawiony.- Pasuje?
-Zgrywus..
Znowu wybuchnęli obaj śmiechem.
CZYTASZ
Memoriae [WOLFSTAR] [JEGULUS]
FanfictionNowa magiczna opowieść o życiu huncwotów. Przedewszystkim o Remusie i Syriuszu +[ James i Regulus]. Jest niczym wspomnienie ważniejszych chwil z ich życia. Lekki powrót do korzeni z nowymi elementami? Zapraszam.
![Memoriae [WOLFSTAR] [JEGULUS]](https://img.wattpad.com/cover/329033187-64-k537829.jpg)