48-Aromantyczności szczypta/6rok

645 40 3
                                        

James wpadł na fenomenalny pomysł. Zabrał swoją miotłe przed zachodem słońca i poszedł z nią na błonie, gdzie czekał już Regulus.

-Po co ci ta miotła?

-Nam. Lecimy do Hogsmeade. Do miodowego królestwa. Co ty na to?

-Niedługo będą zamykać. Słońce zaraz zajdzie.

-Zdążymy.

-Ale tak na jednej?

-Nie leciałeś nigdy z kimś?

Młodszy pokręcił głową. Rogacz ustawił miotłe i usiadł na niej bokiem. Obiął Regulusa od tyłu i wciągnął obok siebie. Złapał mocno trzon i nagle odbili się od ziemi. Wystraszony Black jedną ręką mocno złapał się kija, a drugą kurtki Pottera opierając sie o niego.
-James..

-Hm?

-Ale nas nie wywal..

-Obrażasz mnie?

-boje sie o swoje życie.

-Słodki jesteś.

-Nie. Jestem!

***

Lot nie był długi. Zdążyli przed zamknięciem sklepu. Krążyli sobie po sklepie pod peleryną niewidką. Zajęci sobą.
-Dobra chodźmy już- mruknął cicho Black i ruszyli do drzwi…które okazały sie być zamknięte. Wyszedł spod peleryny i zaczął ciągnąć za klamke- James!

-Co jest? Odsuń się- też spróbował i urwał klamke- ups…

-Świetnie! Zamknęli tu nas do rana! To twoja wina buraku.

-Oj no. Kochanie nie denerwuj sie. Jesteśmy w tym razem. Przynajmniej nie musimy się kryć. Rano wrócimy do zamku…-obiął go od tyłu- nie denerwuj się już.  Jeśli będziemy mieli kłopoty to wezmę całą wine na siebie.

Reg podniósł wzrok na chłopaka i Westchnął wtulając się w jego klatkę buzią- poszukajmy wygodnego miejsca do spania.

Rozejrzeli sie chwile i uznali, że kanapa przy oknie pokrytym witrażami. Na całe szczęście mieli przy sobie pelerynę to mieli sie czym przykryć.
James rozsiadł sie na jej długości tak, aby było mu wygodnie i przyciągnął do siebie chłopaka, aby ten ułoży się na jego klatce, między jego nogami.
-Wygodnie?

-mhm…

-Gniewasz sie na mnie?

-Nie…nigdy nie byłem na takiej…

-nie udanej randce?

-W ogóle randce…ale nie uważam, że jest nie udana…jesteśmy sami w jednym z ładniej pachnących sklepów.

-mmm czujesz ten karmel?-zaśmiał się James.- A jak sie czujesz z tym, że no tulimy sie do snu..niby, ale wiem że ty tak nie lubisz długo i w ogóle..

-James. Nie panikuj. Czuje sie dobrze. Innej opcji nie mamy..poza tym..czuje sie o dziwo swobodnie.

-A co byś czuł gdyby nie..

-Pewnie czułbym jakiś dziwny ścisk w żołądku..i no. Nie czułbym sie swobodnie… to nie tak, że to coś z tobą…tak już mam…przepraszam.

-Nie przepraszaj. Rozumiem. Taki jesteś i takiego cie kocham..

-Kochasz?-mina Regulusa zmieniła się na zdezorientowaną i spanikowaną. Bardzo zmartwioną.

-Reg? Coś nie tak?

-ja nie wiem..

-Mów. Szczerze. Prosze.

-No bo..ty mnie kochasz..a ja..ciebie.. przepraszam..nie tak…ja nie wiem czemu, ale nie czuje tej całej romantycznej miłości. Jaaa…ja nie bądź smutny.. ja cie bardzo lubie. Przywiązałem sie do ciebie…jesteś dla mnie naprawde ważny. Zależy mi na tobie. Ciesze sie, że jesteśmy razem, że o mnie dbasz. Ja po prostu…ja tak kocham…inaczej..nie potrafię w twój sposób…-mówił to słabo. Niemal płaczliwie. Słuchający go starszy obiął go mocno i gładził go po ramieniu.
Dał sobie chwile do namysłu.

-Reg. Rozumiem…chyba rozumiem. I nie jest mi przykro. Zdaje sobie sprawe, że twoje uczucia różnią się od moich..nie rozumiem jak, bo słyszałem tylko, że są inne…wygląda na to, że wcale sie nie różnią..jak dla mnie, ale chyba chodzi o to jak to odczuwasz prawda? Tam jest główna różnica. Dobrze rozumiem?

Black nie odpowiedział. Myślał o tym.

-Tak czy inaczej. Dziękuję, że mnie uświadomiłeś.. bede wiedział, że jak powiesz "kocham" to nie to samo…ale mimo wszystko jest to dla mnie cenne i ważne. Postaram się podołać temu. Mów mi o wszystkich swoich odczuciach. Chce, abyś czuł sie przy mnie komfortowo. Bo…rozumiem, że w związku potrzebujesz przedewszystkim właśnie tego. Komfortu..

-Ale to nie tak, że tylko..bo trzeba Wychodzić z tej strefy komfortu i ja też muszę obdarowywać cie tym czego potrzebujesz. Rozumiem to doskonale i będę miał na względzie twoje potrzeby. Też mi o nich mów.

-obiecuje że bede- wystawił do niego mały paluszek. Regulus ujął go swoim małym paluszkiem- i ja również obiecuje.

-mogę cie teraz pocałować? W usta?

Black znowu dał sobie chwile.- przepraszam…ale..możesz na przykład w kącik, albo nos…

James wypuścił powietrze z ust i uśmiechnął sie. Ucałował go pod okiem.- tu mi bardziej pasuje…może być?

-Może być.

-To..znaczy, że nigdy nie pocałuje cie w usta?

-Nie..teraz po prostu jeszcze nie jestem na to gotowy,  ale obiecuję, że w końcu to nadejdzie.

-Trzymam za słowo..

-Trzymaj i nie puszczaj..


Memoriae [WOLFSTAR] [JEGULUS]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz