24-Sen/4rok

627 31 1
                                        

Regulus uchował swój sekret pod poduszką. Zawsze gdy kładł sie spać zasłaniał zielone kotary. Wyciągał krawat i miętosił w palcach materiał śliski materiał. Okazało się to szybko jego ulubionym przedmiotem. W chwilach ciężkiego stresu to właśnie ta czynność uspokajała jego nerwy i serce. Nie wiedział dlaczego tak jest. W dalszym ciągu nienawidził Pottera. Może nawet jeszcze bardziej.  Nawet jak James nie zwracał na niego uwagi..tylko bajerował koleżanki. -Już taki jesteeem. Zimny drań. I dobrze mi z tym bez dwóch zdań..bo w tym jest rzeczy sedno, że jest mi wszytsko jedno…- Śpiewał im tę wdług Regulusa głupią piosenke wraz przy akompaniamencie gitary Syriusza.

W młodym Blacku wrzało. Prychał i odchodził wzburzony jak najdalej…miał ochote rwać włosy z głowy, gdy słyszał jeszcze głupsze chichoty.

Zasiadł sobie samotnie na schodach prowadzących do wieży astronomicznej. Wyjął swój dziennik i zaczął myśleć…musiał się odstresować. Nie chciał kolejnej strony upadlać opisując Pottera w najgorszych zaimkach.
Wrócił wspomnieniami do snu, który miał poprzedniej nocy.

Ułożył koniec pióra, mokry od tuszu na kartce papieru.

"Ogród? A może labirynt? Pełen rzeźb, kwiatów…podzielony dróżką obłożoną śliskimi, gładkimi, wręcz lśniącymi płytami. Co jakiś czas mijam malutkie fontanny z cherubinami. Celują swoimi strzałami we mnie, ale nie poruszają się. Nie wiem jak to sie dzieje, że gdy spojrzę, one zawsze celują we mnie. Przewracam oczami. Zrywam piękny kwiat z krzaczka. Pięknie pachnącą gałązkę Dyptanu. Odrywam z niej jedną główkę i patrzę na nią..mimowolnie sie uśmiecham.
Stąpając boso przed siebie widze jak ogniki i dobre duszki latają sobie wokół mnie. O dziwo ja odziany jestem inaczej niż zwykle. Po moim ciele spływa szara szata. Podobna do tych kojarzonych z greckimi boginiami. Czuje sie lekki i wolny, a jednak serce bije tak mocno. We włosach mam pełno płatków białych kwiatów jabłoni. Ogniki mnie gdzieś prowadzą. Słysze śpiew…
Nieoczekiwanie siadając na brzegu fontanny dostrzegam odwrócony do mnie tyłem posąg. Zainteresowany wstaje…idę w jego stronę. Obchodzę go do okoła…

jest piękny.
Przepiękny. Skupiony. Stoi jak mężny heros. Jego uśmiech natomiast jest psotliwy, cwany…ale oczom chce sie ufać. Jego ramiona…nie za bardzo. Nie za mało umięśnione. Klatka dumnie uwydatniona. Wystawia do mnie dłoń. Ramiona ma otwarte. Jakby zapraszał mnie do nich… chce złapać go za nią…

C.D.N

***
Piosenka śpiewana przez Jamesa to "Zimny Drań" Eugeniusz Bodo"

Memoriae [WOLFSTAR] [JEGULUS]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz