Kurta poznałam w lipcu 2015-go roku. Byłam wtedy świeżakiem, który dopiero poznawał Londyn. Wpadł na mnie z kubkiem piwa na "irlandzkiej imprezie", czyli zabawie Irlandczyków mieszkających w Londynie. Najczęściej odbywała się ona w czyimś mieszkaniu.
Wylał wtedy cuchnące piwo na moją ulubioną koszulkę i byłam wściekła. Nawrzeszczałam na niego tak, że do końca imprezy wszyscy, którzy mieli kubki w ręce, schodzili mi z drogi. Moja przyjaciółka i współlokatorka, Laura, stwierdziła następnego poranka, że moje czarne włosy w połączeniu z oczami w kolorze whiskey dały groźne wrażenie.
Tak. Jakbym się przejmowała.
Dzień po imprezie Kurt zjawił się w moim mieszkaniu. Kupił mi nową koszulkę. Taką samą, jak ta, którą zniszczył. Przepraszał mnie tak wylewnie, że ledwo doszłam do głosu. Zgodziłam się wtedy iść z nim na kawę.
Po kilku tygodniach spróbowaliśmy. Zostaliśmy świetną parą. W każdym razie taka jest moja opinia. W styczniu 2016-go roku zamieszkałam w jego mieszkaniu. Oboje kończyliśmy studia i pracowaliśmy - ja jako kelnerka, sprzątaczka, kucharka i co się tam da robić w uroczej restauracji niedaleko centrum, a on jako mechanik. Nieważne, że byłam na pedagogice, a Kurt kończył ekonomię. Ważne, że się kochaliśmy i żyliśmy razem. Dodatkowo postanowiliśmy poczekać ze seksem do ślubu. On zazwyczaj wszystko psuje.
W czerwcu znaleźliśmy wygodniejsze mieszkanie. Było bliżej mojej pracy, więc mogłam jechać albo busem, albo iść piechotą. Mieliśmy wspólne auto, którym Kurt jeździł do swojej pracy. Mieliśmy wielu znajomych, którzy cały czas żartowali, że czekają na okazję do picia. Kurt wtedy wesoło się śmiał.
- Cait chyba nie chce na razie zostać panią Creswell. - mówił.
Miał rację. Kiedy napomykał coś o ślubie, krzywiłam się. Nie byłam gotowa na coś takiego.
Przez parę miesięcy żyło nam się jak w bajce. Ale każda bajka się kończy.
Kurt zaczął się dziwnie zachowywać. Był niemiły, opryskliwy, często odległy. Mieliśmy spędzić razem Boże Narodzenie. On wyjechał. Po prostu wyjechał. A ja załamana pojechałam do Irlandii, do mamy. Spędziłam święta w Sligo, płacząca i krzycząca na zmianę. Kiedy wróciłam do Londynu z postanowieniem, że porozmawiam z Kurtem, zanim odejdę. On wtedy przepraszał mnie na kolanach. Zarzekał się, że stało się coś złego w Dublinie z jego bratem i pilnie musiał wrócić. Byłam tak szczęśliwa, że się pogodziliśmy. Nie spytałam o to, dlaczego zachowuje się inaczej. A powinnam była.
Marzec, 2017r.
- Caitriona, gdzie są filiżanki?! - usłyszałam donośny głos mojego szefa.
Tępa i leniwa dziewczyna, która zajmowała się myciem naczyń, nie pojawiła się dziś, więc musiałam przejąć jej obowiązki. Jakby to, że jestem dziś jedyną kelnerką, bo dwie się zwolniły, nie było wystarczającą pracą.
- Już na suszarce! - zawołałam.
- A tamte czajniczki?
Czajniczki? Te, które musiałam zabrać do domu wypolerować za to, że przypadkiem wylałam dzbanek kawy zrobiony przez szefa? Cholera, zostawiłam je w domu!
A na swoje usprawiedliwienie mam to, iż kawa była tak ohydna, że uznałam ją za "do wyrzucenia". Szef kazał mi natychmiast po nie iść. Lucas, który robił sprawunki dla restauracji, zastąpił mnie na moich "stanowiskach".
W bloku, jak na złość, nie działała winda. Biegłam schodami na trzecie piętro tylko po to, by zobaczyć na wpół otwarte drzwi. Serce zaczęło mi walić. Bałam się, że w środku jest włamywacz. Ostrożnie weszłam do środka i omal nie wyłożyłam się jak długa na ziemi przez leżącą bluzkę. Różową i koronkową.
To nie była moja bluzka.
Usłyszałam jęki dochodzące z sypialni. Prowadziła do niej ścieżka z różnych części garderoby. Z rosnącym szokiem stopniowo podchodziłam do drzwi pomieszczenia, po czym kopnęłam je. Zastałam w nim przerażający widok.
Kurt leżał na naszym łóżku, w którym jedynie się całowaliśmy i obiecywaliśmy, że w nim odbędzie się nasz pierwszy wspólny raz. Pozbawiony ubrań, czerwony na twarzy. Ten kolor okropnie kontrastuje z jego piaskowymi włosami, przemknęło mi przez głowę. A na nim, w samym staniku, siedziała i podskakiwała... Laura. Moja zdradziecka przyjaciółka.
Oboje się przestraszyli na mój widok. Złapali kołdrę i nakryli się nią.
- Cait, skarbie, ja... - zaczął się jąkać mój chłopak.
- Dupek - powiedziałam obojętnie.
Nie czułam nic. Tylko otępienie. Powinnam chyba szlochać, wściekać się... a ja zamiast tego bez żadnego dodatkowego komentarza poszłam do kuchni i zabrałam czajniczki z logiem restauracji, po czym wyszłam z mieszkania.
W pracy położyłam rzeczy, przez które dowiedziałam się o faktycznym stanie mojego związku, na blat, chociaż miałam ochotę rzucić nimi przez całą kuchnię. Sheila, 50-letnia kucharka, ukucnęła przy mnie, siedzącej na ziemi w rogu.
- Co się stało, Cait? - spytała ciepło.
Spojrzałam na jej twarz poznaczoną zmarszczkami, po czym zalałam się łzami.
Witam! Oto prolog mojej historii. Czy raczej historii Caitriony :P
Mam nadzieję, że ktoś tu będzie zaglądał ;)
I nie wiem, co dalej pisać, więc... mam nadzieję, że się spodoba :)
CZYTASZ
✔ Partnership || h.s. & 1D
FanfictionŚcieżka mojego życia biegła równolegle do ich, a potem obie się przecięły. Lipiec 2015r - "Louis Tomlinson z One Direction zostanie ojcem?!" Wtedy poznałam "miłość mojego życia". Styczeń 2016r. - "Louis Tomlinson ma synka!" Wtedy zamieszkałam z "mi...
